Pierwsze w oczy rzuciły mi się
pomarańczowe szpilki ładnie ułożone obok mojego łóżka. Na
łóżku leżała Karoline. Przez całą jego długość. Zwrócona
była w moją stronę. Głowę spierała na ręce. Miała taką
ładną, białą bluzkę z dużym dekoltem, która uwidaczniała jej
boskie piersi. Do tego te bardzo obcisłe jeansy. Zadbała o
wszystkie możliwe szczegóły, bo paznokcie u nóg miała pomalowane
na intensywny, miętowy kolor. Nawet nie wiecie jaką ochotę miałem
wtedy rzucić się na nią. Tak się pod jarałem, że nie wiedziałem
co mam robić, żeby nie dojść tak zaraz....
Powoli odłożyłem wszystko
na moje biurko. Wziąłem miskę z chisami do reki i położyłem się
obok niej. Brunetka delikatnie się przysunęła i oparła głowę na
mojej klatce, ręką delikatnie objęła mnie w pasie, a ja swoją
dłonią delikatnie gładziłem jej ramie.
-Widzę, że włączyłaś już
wszystko.
-Tak. Jakoś sobie sama dałam
radę.
-A co wybrałaś?
-Zdecydowałam się na
„Amityville”. Stare, ale było na stosie nieoglądanych.-spojrzała
w moje oczy.
-No to oglądamy.-puściłem
film.
To był chyba pierwszy
horror, który naprawdę mnie wystraszył, ona też się chyba bardzo
bała. Przez cały film wtulała we mnie głowę, gdy było coś
strasznego mówiąc; „Powiedz jak to już się skończy” albo
ściskała moją dłoń. Było bardzo miło w jej towarzystwie
oglądnąć film. W pewnym momencie myślałem nawet, że zasnęła,
ale ona po prostu wstrzymała oddech. Ja większość filmu
wpatrywałem się w nią i w to co robiła. Jest urocza jak się boi.
Ma taki śmieszny odruch jak się bardzo boi: mruży oczka i wygląda
jak taka mała myszka.
-I jak Ci się
podobało?-spojrzała prosto w moje oczy.
-Był całkiem fajny.
-Pierwszy raz tak bardzo się
bałam na horrorze.-zacisnęła piąstkę na mojej piersi.
-Masz bardzo ładne oczy. Trzeba
się dobrze wpatrzyć, żeby znaleźć źrenicę. Są takie czarne,
ale dzięki temu bardzo wyjątkowe.-uśmiechnąłem się.
-Dziękuję.-na jej twarzy
pojawił się delikatny rumieniec.
-Fajnie musi być mieć takich
dwóch przyjaciół zawsze przy sobie, wiedzieć, że możesz na nich
polegać.-powiedziałem z lekkim przygnębieniem.
-To jest super uczycie. Wiem, że
nie ważne co się stanie mogę na nich polegać, wiem, że będą
przy mnie zawsze. Nawet jak mam idiotyczne pomysły. Mam ochotę
zaszaleć i mówię im to, a oni na poczekaniu wymyślają jakąś
idiotyczną misje. Kiedyś zażartowałam, że chcę szalone urodziny
i wiesz co …?! Zawiązali mi chustką oczy i zaprowadzili mnie do
auta. Jechaliśmy przez jakieś 30 minut, a potem się zatrzymaliśmy.
Wysiadłam z ich pomocą, a oni wzięli mnie na ręce i zaprowadzili
gdzieś. Nie uwierzysz nawet!-z zaciekawieniem chłonąłem każde
jej słowo- Postawili mnie i odwiązali mi oczy. Byłam w domu! Prze
pół godziny wozili mnie po mieście! W domu miałam wielki
transparent: „Wszystkiego najlepszego”, masa ludzi składała mi
życzenia. To było coś niesamowitego! A ja wykrzyczałam im, że są
totalnymi świrami i za to ich kocham.
-Super! Świetni przyjaciele.
-Jesteśmy jak rodzina. Nie
umiemy się ranić. Prawdę mówiąc to fajnie byłoby jakbyś
dołączył!-pokiwałem głową nie wierząc w to co mówi- Mówię
Ci byłoby odjazdowo. Już sobie wyobrażam te akcje, przygody,
szaleństwa, imprezy, wspólne wakacje! Co ty na to?
-Byłoby fajnie, ale chłopaki
nie będą mieć nic przeciwko?- byłem radosny z tej propozycji.
-Jasne, że nie!- puściła mi
oczko.
-Ciesze się bardzo.-zamknąłem
ją w niedźwiedzim uścisku.
-Wiesz...-przygryzła dolną
wargę.
Wtedy zdarzyło się coś
dziwnego. Karoline powoli zaczęła zbliżać się do mojej twarzy.
Spojrzała na moje usta i w moje oczy. Ja, nie wiem dlaczego,
wykonałem to samo. Zbliżyła się jeszcze bardziej i pocałowała
mnie.
-Przepraszam nie
powinnam.-oderwała się i zakryła usta dłonią.
Nawet nie wypowiedziałem
żadnych słów, po prostu oddałem się emocjom i zatopiłem się w
jej ponętnych ustach. Wtedy cały świat wirował. Zamknięci tylko
w swoich objęciach, tornado uczuć otaczające nas dwoje. Delikatnie
położyła się na mnie i zatopiła dłonie w moich włosach. Z
początku były to zwykłe pocałunki, ale po chwili przerodziły się
w namiętne i pełne pasji. Objąłem ją w pasie i obróciłem nas
na łóżku. Teraz to ja nad nią górowałem. Powoli wsunąłem dłoń
pod jej bluzkę i rozpiąłem jej stanik. Szybko się go stamtąd
pozbyłem i zacząłem pieścić jej piersi. Nie przerywając
pocałunków zdjęła ze mnie koszulkę. Z jej ust wydobywały się
ciche jęki rozkoszy. Lewą dłonią nie przestawałem dotykać jej
biustu, a prawą zjechałem wzdłuż jej tali i podsadziłem ją tak,
że siedziała na mnie.
-Nie możemy.- wyszeptała i
oderwała się od mojego ciała.
-Dlaczego?
-To za wcześnie. Nie znamy się
jeszcze dobrze. Ty mnie dobrze nie znasz. Nie chcę być laską na
jedną noc.-spuściła wzrok.
-Nie będziesz.-podniosłem jej
głowę za podbródek i musnąłem jej usta.
-Ja po prostu nie mogę.
-Dobrze. Nic się nie dzieje i
nie smuć się. Jest już późno i nie opłaca się, żebyś wracała
do domu. Spędzisz noc u mnie. Dobrze?-obdarzyłem ją ciepłym
uśmiechem.
-Dobrze. Zostanę, bo jest
piątek.-znów była radosna.
-To ja Ci dam jakiś mój
T-shirt i weźmiesz sobie prysznic. Hmm...?-podszedłem do mojej
szafy. Znalazłem jakąś czarną koszulkę z napisem: „If You Look
At Me I'm Beautiful”. Wręczyłem ją do rąk własnych, a ona
obdarzyła mnie szerokim uśmiechem.
-Bardzo zabawne!
Naprawdę!?-śmiała się.
-Idź już do
łazienki.-klepnąłem ją w tyłek.
-Dobra nie poganiaj mnie
tak.-zniknęła za drzwiami.
Usiadłem wygodnie na łóżku i
oparłem się o jego zagłówek. Przez cały czas wpatrywałem się w
drzwi od łazienki. Nareszcie się uchyliły i zobaczyłem w nich
moją księżniczkę. Stała w samej mojej koszulce. Wyglądała tak
nieziemsko seksownie. Odłożyła swoje ubrania na krześle obok
komody.
-Masz nieziemskie pośladki.-powiedziałem nie mogąc się oprzeć, gdy je ujrzałem. Dobrze, że koszulka się podwinęła.
-Dziękuje.-powiedziała rumieniąc się i naciągając t-shirt.
-Masz nieziemskie pośladki.-powiedziałem nie mogąc się oprzeć, gdy je ujrzałem. Dobrze, że koszulka się podwinęła.
-Dziękuje.-powiedziała rumieniąc się i naciągając t-shirt.
-No to teraz moja kolei.
Zamknąłem się za drzwiami
i odkręciłem wodę. Uwielbiam brać prysznic. Ta woda delikatnie
opływająca moje ciało. To takie odprężające. Po umyciu się
wciągnąłem na siebie moje ulubione czarne dresy i wszedłem do
pokoju.
-Chodź tu do mnie.-poklepała miejsce na łóżku obok siebie.
Chwilę potem wsunąłem się pod kołdrę, a ona oparła głowę na mojej klatce i nasunęła lekko nogę na moje ciało. Tysiące dreszczy mnie przeszyło. Objąłem ją ręką i delikatnie do siebie przytuliłem. Moja ręka ostatecznie spoczęła na jej biodrze, druga zaś trzymała jej dłoń. Złożyłem delikatny pocałunek na jej czole.
-Dobranoc kruszynko.-szepnąłem.
-Dobranoc Marcel.-odpowiedziała z uśmiechem.
W takiej pozycji oboje zasnęliśmy.
-Chodź tu do mnie.-poklepała miejsce na łóżku obok siebie.
Chwilę potem wsunąłem się pod kołdrę, a ona oparła głowę na mojej klatce i nasunęła lekko nogę na moje ciało. Tysiące dreszczy mnie przeszyło. Objąłem ją ręką i delikatnie do siebie przytuliłem. Moja ręka ostatecznie spoczęła na jej biodrze, druga zaś trzymała jej dłoń. Złożyłem delikatny pocałunek na jej czole.
-Dobranoc kruszynko.-szepnąłem.
-Dobranoc Marcel.-odpowiedziała z uśmiechem.
W takiej pozycji oboje zasnęliśmy.
***
Ciepłe
promienie słońca padające na moja twarz zbudziły mnie z błogiego
snu. Poczułem przyjemny zapach miodu. Delikatnie otworzyłem oczy i
brunetka spała obejmując mnie w pasie z głową na mojej klatce.
Była taka słodka, a na jej twarzy malował się delikatny uśmiech.
Chwilkę
jeszcze poleżałem, ale stwierdziłem, że zrobię jej niespodziankę
i przyrządzę śniadanie do łóżka. Powoli się z niego zczołgałem
i skierowałem się do łazienki. Miałem jakieś afro na głowie,
nawet nie wiem jak to się stało, bo tak źle jeszcze nigdy nie
było. Sięgnąłem po szampon do włosów, który znajdował się w
kabinie prysznicowej. Bez zastanowienia wsadziłem głowę pod kran i
nałożyłem masę szamponu. Powoli spłukałem wszystko i nareszcie
było dobrze.
Cichutko
zszedłem na dół do kuchni. Nie wiem dlaczego, ale był tam ogromny
bałagan. Ciastka, chleb i rozlany sok, który skapywał z blatu na
podłogę. „Co tu się stało... Jakieś tornado!” ta myśl wciąż
krążyła w mojej głowie. Jak to się stało? Podszedłem bliżej
tego bałaganu, zebrałem ciastka i opakowania po nich. Sięgnąłem
po zmiotkę i szufelkę, starając się ogarnąć ten cały syf...
Jakoś z podłogi to pozbierałem, a ściereczką wytarłem cały
sok. Po posprzątaniu tego otworzyłem lodówkę i natychmiast ją
zamknąłem. Oparłem się o nią i zsunąłem na podłogę. Znów to
samo. CO DO CHOLERY! MAM DOŚĆ! Podciągnąłem kolana pod brodę i
rękami oplotłem nogi. Mimowolnie łzy spłynęły mi po rozpalonych
ze złości policzkach. Byłem rozgoryczony, załamany i nie
wiedziałem co robić. Poddałem się... Gdzie ten chłopak, który
walczył o swoje?! Gdzie ten chłopak, który się nie poddawał?!
Gdzie ten chłopak, który nie bał się własnego cienia...?!
Poczułem jak ktoś dotyka mojego ramienia. Natychmiast się
odsunąłem ze strachu.
-Marcel
co się stało- kucała obok mnie mama.
-Nic
wielkiego. Chwila słabości.-rzuciłem się w jej objęcia, próbując
schronić się tam przed całym światem.
-Napewno?
-Tak.-otarłem
łzy- Nie wiesz kto narobił tu takiego syfu?
-Ja...-zmarszczyłem
brwi- Spotkałam kolegę na mieście i my narobiliśmy takiego
bałaganu.-spuściła wzrok.
Przez
moją głowę przeleciało tysiące myśli. „Kolega” jasne, a ja
mam pięć lat. Jedyne sensowne wytłumaczenie jakie mi się nasuwało
to, że się z nim kochała w naszej kuchni, a przynajmniej
próbowała. Ciekawe, czy on jest teraz w jej sypialni? Ciekawe czy
został na noc? Jakim cudem ja ich nie słyszałem?! O czym ja myślę!
Matko Boska…
-Nie
chce znać szczegółów. Oszczędź sobie opowieści. Powiedz mi,
czy mam przygotować dodatkową porcję dla niego?
-Gdybyś
mógł...-i dostałem odpowiedź na wszystkie pytania.
-Okej.
Powiem Ci jak już wszystko będzie gotowe.
-Dzięki.-rzuciła
znikając z pola widzenia.
Podniosłem się
z podłogi i otworzyłem lodówkę. Była tam czarna róża z czarną
karteczką. Wyciągnąłem to i przeczytałem złoty napis.
"Uważaj
kolce potrafią ranić, ja też."
-M
Skroiłem parę owoców, wycisnąłem świeży sok dla mnie i brunetki. W lodówce nie było wiele oprócz światła, mleka i jajek, więc zdecydowałem się na naleśniki. Po usmażeniu dwóch stosików ustawiłem wszystko na stole i rozłożyłem nakrycia.
Skierowałem się do sypialni mojej mamy, ale zatrzymałem się przed drzwiami. Przecież tam był ten gościu! Nie mogłem tak po prostu wejść tam, tak jak miałem w zwyczaju.
-Anne śniadanie gotowe!-krzyknąłem.
Następnie udałem się do swojego pokoju. Powoli uchyliłem drzwi i serce miałem pod samym gardłem. Nie było jej! Łóżko było idealnie zaścielone, okno otwarte, a firanka falowała od wiatru.
Po chwili dostrzegłem na łóżku jakąś karteczkę. Zbliżyłem się i zatrzymałem się z przerażenia. Przez całe moje ciało przeszedł mnie dreszcz. To była CZARNA karteczka ze ZŁOTĄ uśmiechniętą buźka. Pierwsze co przyszło mi na myśl to to, że ten bydlak się tu włamał i zrobił jej krzywdę. Z niepewnością chwyciłem papier w swoje dłonie. Rozchyliłem go i nie pomyliłem się...
"Mam
dowody na twoją niewierność."
-M
Podszedłem do okna w celu zamknięcia go. Już chwytałem za klamkę i ujrzałem czarną postać przemykająca się przez mój ogród. Zignorowałem to, bo pewnie miałem jakieś zwidy z tego wszystkiego.
-Marcel wszystko dobrze?-usłyszałem ten anielski ton głosu.
-Tak wszystko dobrze.-uśmiechnąłem się i zobaczyłem brunetkę z ręcznikiem na głowie.
-Pozwoliłam sobie pożyczyć twój szampon. Miałam jakieś klapnięte włoski.-obdarzyła mnie ciepłym uśmiechem.
-Nie ma problemu. Zrobiłem śniadanie.
-Wiec to tak pachnie. Zastanawiałam się kto coś pichci w kuchni. Wybacz, ale myślałam, że nie wiesz jak posługiwać się nożem.-przygryzła dolną wargę, a mnie doprowadzało to do szaleństwa.
-Spoko.-pociągnąłem ją za rękę do kuchni.
Po drodze śmialiśmy się tak głośno, że aż rozbolał mnie brzuch i policzki.
Po pojawieniu się u progu pomieszczenia zobaczyłem moją mamę i jakiegoś gościa. Nie kojarzyłem tej gęby. Mama posłała nam ciepłe spojrzenie. Ten gościu zaczął się dziwnie zachowywać. Przerwał rozmowę z moja mama i gapił się w talerz. Poczułem, że Karoline mocniej zaciska swoją dłoń na mojej. Spojrzałem na nią i była cała blada. Wyglądała jakby zobaczyła ducha, czy coś w tym stylu.
-Coś się stało?-szepnąłem jej na ucho.
-Tak...-wyciągnąłem ją do salonu widząc jej zakłopotanie.
-To jaki ten problem?-patrzyłem prosto w jej oczy.
![]() |
| Bad Harry ;) |
_____________________________________
Ufff.... Udało się go dodać. Zacznijmy od tego, że bardzo was przepraszam, że nie dodałam go wczoraj i tak bardzo się to przeciąga. Mam wiele pracy i do tego muszę jakoś ogarnąć 200zł. Jak macie jakieś pomysły to piszcie :P
Co do rozdziału. Jak wam się podoba? Może myśleliście, że dojdzie między nimi do czegoś? Czy Marcel zacznie dochodzenie w sprawie "M"? A czym przeraziła się Karoline?
Odpowiadajcie na pytania, proponujcie co w następnych rozdziałach, komentujcie i czekajcie na następne części.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ <3

Świetne :D Takie wciągające :D Ja chce już 6 rozdział :D Ciekawi mnie o co chodzi z tą Caroline :D
OdpowiedzUsuńNo więc tak:
OdpowiedzUsuńWg mnie pierwsze dwa rozdziały były na prawdę super, czytałam je z ogromnym zaciekawieniem i wgl :)
Jednak potem zaczęło się wszystko psuć. Wydaje mi się, że nie do końca wiesz o czym pisać, teraz już chyba piszesz tylko po to żeby był nowy wpis na blogu i nie wkładasz w to aż tyle serca :/
Końcówka ostatniego rozdziału też mnie mocno zaciekawila, liczyłam, że ten rozdział będzie kolejnym dobrym rozdziałem, jednak tak nie było :/
Co do początku - Moniu, chłopcy nie dochodzą na widok dziewczyny bez butów ;)
Powinnaś zwolnić odrobinę tempo akcji, bo zaraz skończą Ci się wątki :/
No i sprawdzaj zawsze ortografię. Gdy nie będzie błędów w opowiadaniu wypadniesz bardziej profesjonalnie :))
Mam nadzieję, że nie zdenerwowałaś się moją wypowiedzią, gdyż chciałam jedynie Ci pomóc. No i oczywiście powodzenia w pisaniu kolejnych rozdziałów :)
Hmm... mam ochotę na ciebie tak bardzo na krzyczeć booo.... To mi się tak strasznie podoba. Lecę do nexta xx @Vickey__2412
OdpowiedzUsuń