28 lutego 2014

Rozdział piąty

    Pierwsze w oczy rzuciły mi się pomarańczowe szpilki ładnie ułożone obok mojego łóżka. Na łóżku leżała Karoline. Przez całą jego długość. Zwrócona była w moją stronę. Głowę spierała na ręce. Miała taką ładną, białą bluzkę z dużym dekoltem, która uwidaczniała jej boskie piersi. Do tego te bardzo obcisłe jeansy. Zadbała o wszystkie możliwe szczegóły, bo paznokcie u nóg miała pomalowane na intensywny, miętowy kolor. Nawet nie wiecie jaką ochotę miałem wtedy rzucić się na nią. Tak się pod jarałem, że nie wiedziałem co mam robić, żeby nie dojść tak zaraz....
Powoli odłożyłem wszystko na moje biurko. Wziąłem miskę z chisami do reki i położyłem się obok niej. Brunetka delikatnie się przysunęła i oparła głowę na mojej klatce, ręką delikatnie objęła mnie w pasie, a ja swoją dłonią delikatnie gładziłem jej ramie.
-Widzę, że włączyłaś już wszystko.
-Tak. Jakoś sobie sama dałam radę.
-A co wybrałaś?
-Zdecydowałam się na „Amityville”. Stare, ale było na stosie nieoglądanych.-spojrzała w moje oczy.
-No to oglądamy.-puściłem film.
    To był chyba pierwszy horror, który naprawdę mnie wystraszył, ona też się chyba bardzo bała. Przez cały film wtulała we mnie głowę, gdy było coś strasznego mówiąc; „Powiedz jak to już się skończy” albo ściskała moją dłoń. Było bardzo miło w jej towarzystwie oglądnąć film. W pewnym momencie myślałem nawet, że zasnęła, ale ona po prostu wstrzymała oddech. Ja większość filmu wpatrywałem się w nią i w to co robiła. Jest urocza jak się boi. Ma taki śmieszny odruch jak się bardzo boi: mruży oczka i wygląda jak taka mała myszka.
-I jak Ci się podobało?-spojrzała prosto w moje oczy.
-Był całkiem fajny.
-Pierwszy raz tak bardzo się bałam na horrorze.-zacisnęła piąstkę na mojej piersi.
-Masz bardzo ładne oczy. Trzeba się dobrze wpatrzyć, żeby znaleźć źrenicę. Są takie czarne, ale dzięki temu bardzo wyjątkowe.-uśmiechnąłem się.
-Dziękuję.-na jej twarzy pojawił się delikatny rumieniec.
-Fajnie musi być mieć takich dwóch przyjaciół zawsze przy sobie, wiedzieć, że możesz na nich polegać.-powiedziałem z lekkim przygnębieniem.
-To jest super uczycie. Wiem, że nie ważne co się stanie mogę na nich polegać, wiem, że będą przy mnie zawsze. Nawet jak mam idiotyczne pomysły. Mam ochotę zaszaleć i mówię im to, a oni na poczekaniu wymyślają jakąś idiotyczną misje. Kiedyś zażartowałam, że chcę szalone urodziny i wiesz co …?! Zawiązali mi chustką oczy i zaprowadzili mnie do auta. Jechaliśmy przez jakieś 30 minut, a potem się zatrzymaliśmy. Wysiadłam z ich pomocą, a oni wzięli mnie na ręce i zaprowadzili gdzieś. Nie uwierzysz nawet!-z zaciekawieniem chłonąłem każde jej słowo- Postawili mnie i odwiązali mi oczy. Byłam w domu! Prze pół godziny wozili mnie po mieście! W domu miałam wielki transparent: „Wszystkiego najlepszego”, masa ludzi składała mi życzenia. To było coś niesamowitego! A ja wykrzyczałam im, że są totalnymi świrami i za to ich kocham.
-Super! Świetni przyjaciele.
-Jesteśmy jak rodzina. Nie umiemy się ranić. Prawdę mówiąc to fajnie byłoby jakbyś dołączył!-pokiwałem głową nie wierząc w to co mówi- Mówię Ci byłoby odjazdowo. Już sobie wyobrażam te akcje, przygody, szaleństwa, imprezy, wspólne wakacje! Co ty na to?
-Byłoby fajnie, ale chłopaki nie będą mieć nic przeciwko?- byłem radosny z tej propozycji.
-Jasne, że nie!- puściła mi oczko.
-Ciesze się bardzo.-zamknąłem ją w niedźwiedzim uścisku.
-Wiesz...-przygryzła dolną wargę.
    Wtedy zdarzyło się coś dziwnego. Karoline powoli zaczęła zbliżać się do mojej twarzy. Spojrzała na moje usta i w moje oczy. Ja, nie wiem dlaczego, wykonałem to samo. Zbliżyła się jeszcze bardziej i pocałowała mnie.
-Przepraszam nie powinnam.-oderwała się i zakryła usta dłonią.
    Nawet nie wypowiedziałem żadnych słów, po prostu oddałem się emocjom i zatopiłem się w jej ponętnych ustach. Wtedy cały świat wirował. Zamknięci tylko w swoich objęciach, tornado uczuć otaczające nas dwoje. Delikatnie położyła się na mnie i zatopiła dłonie w moich włosach. Z początku były to zwykłe pocałunki, ale po chwili przerodziły się w namiętne i pełne pasji. Objąłem ją w pasie i obróciłem nas na łóżku. Teraz to ja nad nią górowałem. Powoli wsunąłem dłoń pod jej bluzkę i rozpiąłem jej stanik. Szybko się go stamtąd pozbyłem i zacząłem pieścić jej piersi. Nie przerywając pocałunków zdjęła ze mnie koszulkę. Z jej ust wydobywały się ciche jęki rozkoszy. Lewą dłonią nie przestawałem dotykać jej biustu, a prawą zjechałem wzdłuż jej tali i podsadziłem ją tak, że siedziała na mnie.
-Nie możemy.- wyszeptała i oderwała się od mojego ciała.
-Dlaczego?
-To za wcześnie. Nie znamy się jeszcze dobrze. Ty mnie dobrze nie znasz. Nie chcę być laską na jedną noc.-spuściła wzrok.
-Nie będziesz.-podniosłem jej głowę za podbródek i musnąłem jej usta.
-Ja po prostu nie mogę.
-Dobrze. Nic się nie dzieje i nie smuć się. Jest już późno i nie opłaca się, żebyś wracała do domu. Spędzisz noc u mnie. Dobrze?-obdarzyłem ją ciepłym uśmiechem.
-Dobrze. Zostanę, bo jest piątek.-znów była radosna.
-To ja Ci dam jakiś mój T-shirt i weźmiesz sobie prysznic. Hmm...?-podszedłem do mojej szafy.  Znalazłem jakąś czarną koszulkę z napisem: „If You Look At Me I'm Beautiful”. Wręczyłem ją do rąk własnych, a ona obdarzyła mnie szerokim uśmiechem.
-Bardzo zabawne! Naprawdę!?-śmiała się.
-Idź już do łazienki.-klepnąłem ją w tyłek.
-Dobra nie poganiaj mnie tak.-zniknęła za drzwiami.
    Usiadłem wygodnie na łóżku i oparłem się o jego zagłówek. Przez cały czas wpatrywałem się w drzwi od łazienki. Nareszcie się uchyliły i zobaczyłem w nich moją księżniczkę. Stała w samej mojej koszulce. Wyglądała tak nieziemsko seksownie. Odłożyła swoje ubrania na krześle obok komody.
-Masz nieziemskie pośladki.-powiedziałem nie mogąc się oprzeć, gdy je ujrzałem. Dobrze, że koszulka się podwinęła.
-Dziękuje.-powiedziała rumieniąc się i naciągając t-shirt.
-No to teraz moja kolei.
    Zamknąłem się za drzwiami i odkręciłem wodę. Uwielbiam brać prysznic. Ta woda delikatnie opływająca moje ciało. To takie odprężające. Po umyciu się wciągnąłem na siebie moje ulubione czarne dresy i wszedłem do pokoju.
-Chodź tu do mnie.-poklepała miejsce na łóżku obok siebie.
   Chwilę potem wsunąłem się pod kołdrę, a ona oparła głowę na mojej klatce i nasunęła lekko nogę na moje ciało. Tysiące dreszczy mnie przeszyło. Objąłem ją ręką i delikatnie do siebie przytuliłem. Moja ręka ostatecznie spoczęła na jej biodrze, druga zaś trzymała jej dłoń. Złożyłem delikatny pocałunek na jej czole.
-Dobranoc kruszynko.-szepnąłem.
-Dobranoc Marcel.-odpowiedziała z uśmiechem.
W takiej pozycji oboje zasnęliśmy.

***

    Ciepłe promienie słońca padające na moja twarz zbudziły mnie z błogiego snu. Poczułem przyjemny zapach miodu. Delikatnie otworzyłem oczy i brunetka spała obejmując mnie w pasie z głową na mojej klatce. Była taka słodka, a na jej twarzy malował się delikatny uśmiech.
Chwilkę jeszcze poleżałem, ale stwierdziłem, że zrobię jej niespodziankę i przyrządzę śniadanie do łóżka. Powoli się z niego zczołgałem i skierowałem się do łazienki. Miałem jakieś afro na głowie, nawet nie wiem jak to się stało, bo tak źle jeszcze nigdy nie było. Sięgnąłem po szampon do włosów, który znajdował się w kabinie prysznicowej. Bez zastanowienia wsadziłem głowę pod kran i nałożyłem masę szamponu. Powoli spłukałem wszystko i nareszcie było dobrze.
Cichutko zszedłem na dół do kuchni. Nie wiem dlaczego, ale był tam ogromny bałagan. Ciastka, chleb i rozlany sok, który skapywał z blatu na podłogę. „Co tu się stało... Jakieś tornado!” ta myśl wciąż krążyła w mojej głowie. Jak to się stało? Podszedłem bliżej tego bałaganu, zebrałem ciastka i opakowania po nich. Sięgnąłem po zmiotkę i szufelkę, starając się ogarnąć ten cały syf... Jakoś z podłogi to pozbierałem, a ściereczką wytarłem cały sok. Po posprzątaniu tego otworzyłem lodówkę i natychmiast ją zamknąłem. Oparłem się o nią i zsunąłem na podłogę. Znów to samo. CO DO CHOLERY! MAM DOŚĆ! Podciągnąłem kolana pod brodę i rękami oplotłem nogi. Mimowolnie łzy spłynęły mi po rozpalonych ze złości policzkach. Byłem rozgoryczony, załamany i nie wiedziałem co robić. Poddałem się... Gdzie ten chłopak, który walczył o swoje?! Gdzie ten chłopak, który się nie poddawał?! Gdzie ten chłopak, który nie bał się własnego cienia...?! Poczułem jak ktoś dotyka mojego ramienia. Natychmiast się odsunąłem ze strachu.
-Marcel co się stało- kucała obok mnie mama.
-Nic wielkiego. Chwila słabości.-rzuciłem się w jej objęcia, próbując schronić się tam przed całym światem.
-Napewno?
-Tak.-otarłem łzy- Nie wiesz kto narobił tu takiego syfu?
-Ja...-zmarszczyłem brwi- Spotkałam kolegę na mieście i my narobiliśmy takiego bałaganu.-spuściła wzrok.
    Przez moją głowę przeleciało tysiące myśli. „Kolega” jasne, a ja mam pięć lat. Jedyne sensowne wytłumaczenie jakie mi się nasuwało to, że się z nim kochała w naszej kuchni, a przynajmniej próbowała. Ciekawe, czy on jest teraz w jej sypialni? Ciekawe czy został na noc? Jakim cudem ja ich nie słyszałem?! O czym ja myślę! Matko Boska…
-Nie chce znać szczegółów. Oszczędź sobie opowieści. Powiedz mi, czy mam przygotować dodatkową porcję dla niego?
-Gdybyś mógł...-i dostałem odpowiedź na wszystkie pytania.
-Okej. Powiem Ci jak już wszystko będzie gotowe.
-Dzięki.-rzuciła znikając z pola widzenia.
    Podniosłem się z podłogi i otworzyłem lodówkę. Była tam czarna róża z czarną karteczką. Wyciągnąłem to i przeczytałem złoty napis.

"Uważaj kolce potrafią ranić, ja też."
-M

   Pośpiesznie otwarłem kosz i wyrzuciłem to badziewie. Sparłem się na blacie i musiałem chwilę głęboko pooddychać. Serce waliło mi jak oszalałe, myślałem, że wyskoczy mi z piersi. Dłonie mi się trzęsły jakbym co najmniej popełnij przed chwila jakieś morderstwo. Natłok myśli w mojej głowie wcale nie polepszył sprawy. Jeszcze jeden głęboki oddech i wziąłem się do pracy.
   Skroiłem parę owoców, wycisnąłem świeży sok dla mnie i brunetki. W lodówce nie było wiele oprócz światła, mleka i jajek, więc zdecydowałem się na naleśniki. Po usmażeniu dwóch stosików ustawiłem wszystko na stole i rozłożyłem nakrycia.
  Skierowałem się do sypialni mojej mamy, ale zatrzymałem się przed drzwiami. Przecież tam był ten gościu! Nie mogłem tak po prostu wejść tam, tak jak miałem w zwyczaju.
-Anne śniadanie gotowe!-krzyknąłem.
  Następnie udałem się do swojego pokoju. Powoli uchyliłem drzwi i serce miałem pod samym gardłem. Nie było jej! Łóżko było idealnie zaścielone, okno otwarte, a firanka falowała od wiatru.
  Po chwili dostrzegłem na łóżku jakąś karteczkę. Zbliżyłem się i zatrzymałem się z przerażenia. Przez całe moje ciało przeszedł mnie dreszcz. To była CZARNA karteczka ze ZŁOTĄ uśmiechniętą buźka. Pierwsze co przyszło mi na myśl to to, że ten bydlak się tu włamał i zrobił jej krzywdę. Z niepewnością chwyciłem papier w swoje dłonie. Rozchyliłem go i nie pomyliłem się...


"Mam dowody na twoją niewierność."
-M

   Nie tylko to tam było... Małe doczepione zdjęcie na, którym ja i Karoline figlujemy w łóżku. Jeśli Miriam to zobaczy to ja nie daruje sobie własnej głupoty. Co ja zrobiłem...
  Podszedłem do okna w celu zamknięcia go. Już chwytałem za klamkę i ujrzałem czarną postać przemykająca się przez mój ogród. Zignorowałem to, bo pewnie miałem jakieś zwidy z tego wszystkiego.
-Marcel wszystko dobrze?-usłyszałem ten anielski ton głosu.
-Tak wszystko dobrze.-uśmiechnąłem się i zobaczyłem brunetkę z ręcznikiem na głowie.
-Pozwoliłam sobie pożyczyć twój szampon. Miałam jakieś klapnięte włoski.-obdarzyła mnie ciepłym uśmiechem.
-Nie ma problemu. Zrobiłem śniadanie.
-Wiec to tak pachnie. Zastanawiałam się kto coś pichci w kuchni. Wybacz, ale myślałam, że nie wiesz jak posługiwać się nożem.-przygryzła dolną wargę, a mnie doprowadzało to do szaleństwa.
-Spoko.-pociągnąłem ją za rękę do kuchni.
   Po drodze śmialiśmy się tak głośno, że aż rozbolał mnie brzuch i policzki.
   Po pojawieniu się u progu pomieszczenia zobaczyłem moją mamę i jakiegoś gościa. Nie kojarzyłem tej gęby. Mama posłała nam ciepłe spojrzenie. Ten gościu zaczął się dziwnie zachowywać. Przerwał rozmowę z moja mama i gapił się w talerz. Poczułem, że Karoline mocniej zaciska swoją dłoń na mojej. Spojrzałem na nią i była cała blada. Wyglądała jakby zobaczyła ducha, czy coś w tym stylu.
-Coś się stało?-szepnąłem jej na ucho.
-Tak...-wyciągnąłem ją do salonu widząc jej zakłopotanie.
-To jaki ten problem?-patrzyłem prosto w jej oczy.


Bad Harry ;)

_____________________________________

   Ufff.... Udało się go dodać. Zacznijmy od tego, że bardzo was przepraszam, że nie dodałam go wczoraj i tak bardzo się to przeciąga. Mam wiele pracy i do tego muszę jakoś ogarnąć 200zł. Jak macie jakieś pomysły to piszcie :P 
   Co do rozdziału. Jak wam się podoba? Może myśleliście, że dojdzie między nimi do czegoś? Czy Marcel zacznie dochodzenie w sprawie "M"? A czym przeraziła się Karoline? 
   Odpowiadajcie na pytania, proponujcie co w następnych rozdziałach, komentujcie i czekajcie na następne części. 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ <3

3 komentarze:

  1. Świetne :D Takie wciągające :D Ja chce już 6 rozdział :D Ciekawi mnie o co chodzi z tą Caroline :D

    OdpowiedzUsuń
  2. No więc tak:
    Wg mnie pierwsze dwa rozdziały były na prawdę super, czytałam je z ogromnym zaciekawieniem i wgl :)
    Jednak potem zaczęło się wszystko psuć. Wydaje mi się, że nie do końca wiesz o czym pisać, teraz już chyba piszesz tylko po to żeby był nowy wpis na blogu i nie wkładasz w to aż tyle serca :/
    Końcówka ostatniego rozdziału też mnie mocno zaciekawila, liczyłam, że ten rozdział będzie kolejnym dobrym rozdziałem, jednak tak nie było :/
    Co do początku - Moniu, chłopcy nie dochodzą na widok dziewczyny bez butów ;)
    Powinnaś zwolnić odrobinę tempo akcji, bo zaraz skończą Ci się wątki :/
    No i sprawdzaj zawsze ortografię. Gdy nie będzie błędów w opowiadaniu wypadniesz bardziej profesjonalnie :))
    Mam nadzieję, że nie zdenerwowałaś się moją wypowiedzią, gdyż chciałam jedynie Ci pomóc. No i oczywiście powodzenia w pisaniu kolejnych rozdziałów :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm... mam ochotę na ciebie tak bardzo na krzyczeć booo.... To mi się tak strasznie podoba. Lecę do nexta xx @Vickey__2412

    OdpowiedzUsuń