5 marca 2014

Rozdział szósty

-Em.. Nie powiedziałam Ci wszystkiego. Prawie nic nie wiesz... Ja tu mieszkam z Zayn'em i Niall'em... Wychowywałam się bez rodziców. Razem byliśmy w jednym domu dziecka z chłopakami. Dlatego jesteśmy razem tak blisko. To dlatego łączy nas taka wyjątkową więź. Jesteśmy dla siebie jak rodzina. Oni co prawda mają rodziców...
-Jak to mają? Nie rozumiem.
-Jak mieliśmy około 15 lat wszyscy chcieliśmy odnaleźć rodziców. Chłopakom się udało. Żyją z nimi teraz szczęśliwie i poznają się na nowo. Ja dowiedziałam się przykrych rzeczy. W moich dokumentach było zapisane, że moja mama zmarła, a ojciec się mnie wyparł. Pomimo sprzeciwów chłopaków i opiekunów chciałam go odnaleźć. Dopięłam swego...-otarłem łzę spływającą po jej rumianym policzku- To co zobaczyłam było straszne. On miał rodzinę... Dwóch synów i żonę... Dla mnie tam nie było miejsca.
-Dobrze, ale o co chodzi z tym typkiem w kuchni?
-Teraz jestem tutaj i znów go widzę. Siedzi sobie swobodnie, pije kawkę, spożywa twoje naleśniki i nic sobie nie robi. I jak ja mam spokojnie żyć?
   Zmarszczyłem brwi próbując zrozumieć co powiedziała. Mój mózg nie mógł tego przetworzyć. Chwila oni są z sierocińca? Chłopaki mają rodziców, a jej ojciec się wyparł ? To straszne... Ona miała gorzej w życiu niż ja. Myślałem, że takie rzeczy to przytrafiają się tylko w filmach, po czym później w życiu poznajesz kogoś i słyszysz taką historię. Marcel myśl co masz jej powiedzieć! Myśl jak ją pocieszyć!
-Wszystko będzie dobrze.-do cholery co to miało być debilu! „Wszystko będzie dobrze?” najgorszy tekst świata.
-Co?-szepnęła ledwo słyszalnie albo wyczytałem to z jej ruchu warg.
-Znaczy... Musimy coś wymyślić, bo musisz tam wejść i zjeść śniadanie.-przyciągnąłem ją do swojego ciała i oplotłem rękami.
Chwilę trwaliśmy w uścisku. Karoline bardzo się trzęsła i była cała zimna. Tak prawdę mówiąc to liczyłem na to, że coś sensownego wymyśli, bo moja głowa była zupełnie pusta w tej chwili. Nic co mogłoby pomóc teraz... Teraz kiedy te szare komórki są potrzebne to nie chcą działać. Po prostu wspaniałe uczucie jak ktoś potrzebuje twojej pomocy, a ty mu nie możesz jej dać.
-Dobrze. Jakoś dam radę.- podniosła wzrok na mnie.
-Swoimi nogami na pewno wszystkich zachwycisz.-odpowiedziała mi tylko zmarszczeniem brwi- Są do nieba!-objąłem ją w pasie i podniosłem do góry. Obróciłem nas ze dwa razy i odstawiłem brunetkę na ziemię.
-Jesteś głupi.-wystawiła mi język.
-Ale przynajmniej się uśmiechasz.-chwyciłem ją za rękę i znów skierowaliśmy się do kuchni.
Moja mama rzuciła nam tylko miły uśmiech i wróciła do rozmowy z kolegą. Teraz przyjrzałem mu się dokładniej. Był on mojego wzrostu, miał lekki zarost, niebieskie oczy i bliznę na prawym policzku. Za przyjaźnie to on raczej nie wyglądał.
-Dzień dobry!-powiedziałem równocześnie z dziewczyną.
-Hej.-odpowiedziała nam Ann.
-My się chyba nie znamy.-zwróciłem się do mężczyzny.
-Nie. Nie mieliśmy okazji się poznać.-wyciągnął dłoń w moją stronę- Jestem Matt.
-Marcel. Fajnie poznawać nowych znajomych mojej mamy. Już dawno się z nikim nie spotykała. Od dawna się znacie?-zająłem swoje miejsce przy stole.
-Właściwie to spotykam się z twoją mamą od tygodnia. Nie wiedziała jak Ci to powiedzieć.-upił łyk kawy.
-Od tygodnia? To nie tak długo.
-Marcel nie bądź nie miły.-zganiła mnie mama.
-Przecież normalnie rozmawiamy kochanie.-chwycił jej dłoń Matt, a ja miałem odruchy wymiotne.
-Kobiety!- wywróciłem oczami.-Masz może dzieci?
-Mam dwóch synów. Z żona się rozwiodłem rok temu. Doszliśmy do wniosku, że to co było między nami się wypaliło.
-Rozumiem.-napiłem się soku.-A chciałbyś mieć córkę? Ałć!-chwyciłem się za kostkę tuż po kopniaku od Karoline.
-Wszystko ok?-zapytała się rodzicielka.
-Tak. Coś przeskoczyło mi w kostce.-pośpiesznie wyjaśniłem.
-Wiesz co w sumie nie myślałem nad córką, ale ty chyba nie chcesz zmienić płci?-zaśmiał się.
-A ty chcesz już być moim ojcem?-udałem żart.
-To było dobre. Słuchaj, a opowiedz mi może trochę o sobie.
-Wiesz, a może zrobimy sobie w niedziele męski dzień i wtedy Ci coś o sobie opowiem?-rozsiadłem się wygodnie.
-Dobry pomysł Marcel. A my z Karoline zrobimy sobie babski wypad na sklepy.-zaśmiała się moja mama.
-To świetny pomysł Ann.-dodała uśmiechnięta brunetka.
-A teraz opowiedz mi jak minął wam wieczór we dwoje.-skrzyżowała ręce na klatce piersiowej moja mama.
-I to jest moment, w którym wychodzimy.-podniosłem się z krzesła i chwyciłem brązowooką za rękę.
-Dziękuję za śniadanie w miłym towarzystwie.-rzuciła na odchodne do dwójki przy stole.
Objąłem ją w pasie i skierowaliśmy się razem do mojego pokoju.
-Jesteś na mnie zła?-odezwałem się zamykając drzwi do pokoju.
-Nie no coś ty.-wbiła mi palec w brzuch.
-To o co chodzi?
-Ale, że co?
-Dlaczego masz taką minę. Wiem, że to twój ojciec, ale jakoś w końcu musisz z nim pogadać. Teraz przynajmniej wiem dlaczego przerwał rozmowę z moją mamą jak weszliśmy do kuchni. Tak czy siak, bez względu co się między wami wydarzyło jesteście rodziną! A po za tym jak teraz będziemy się przyjaźnić, a moja mama się z nim spotyka to będziesz go tu często widywać. Chyba, że będziesz unikać mojego domu jak ognia.-oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
-Coś wymyślę. Jakoś sobie we czwórkę z tym problemem poradzimy.
-We czwórkę?
-Aleś ty nie kumaty...-pokiwała głową ze zdumienia- No ja, ty, Zayn i Niall matołku!
-Ej nie nazywaj mnie tak!-wylądowaliśmy na podłodze po tym jak rzuciłem się na nią i zacząłem ją łaskotać.
-Nie! Proszę! Przestań! Już nie mogę!-śmiała się.
-Dalej będziesz mnie tak nazywać!?-przestałem na chwilę.
-Jak? Matołkiem? Zastanowię się.
-Osz ty!-znów zwijała się ze śmiechu.
-Dobra! Dobra! Już tak nie powiem!-położyłem się tuż obok niej na podłodze.
Oparła głowę na mojej piersi i splotła palce u naszych dłoni.
-Poradzimy sobie z tym problemem jakoś. Spokojnie.-głaskałem ją po głowie.
-Lubie Cię wiesz?
-Ja też Cię lubię.
-Wiesz która godzina?
-Mmm...-spojrzałem na zegarek za sobą-12:15 a co?
-No, bo będę musiała się chyba już zbierać.
-A co źle ci ze mną?
-Nie! Jak w ogóle mogło Ci to przyjść do głowy! Po prostu jest późno, a ja muszę się jeszcze pouczyć.
-No dobrze to idź się przebrać.
Podniosła się z podłogi, gdy ja wciąż na niej pozostawałem z telefonem w ręce. Sprawdziłem facebook'a, pocztę i dostałem powiadomienie o jakiejś imprezie.
-Karoline słuchaj jakiś Mark z naszej szkoły robi jutro wieczorem imprezę nad jeziorem. Idziemy?
-No w sumie czemu nie. Trochę rozrywki nie zaszkodzi. To ja jutro kupię sobie coś fajnego na ten wyjątkowy wieczór.-mówiła z łazienki.
-Wyjątkowy?
-Czy moja ironia jest, aż tak zaawansowana, że jej nie rozpoznajesz?-wystawiła język wychodząc z pomieszczenia.
-Gdzie idziesz?-przeszedłem do pozycji siedzącej.
-Zostawiłam chyba telefon na dole, bo nie mogę go znaleźć.
-Ja go mam. Zabrałem Ci go jak tu leżeliśmy.-poklepałem miejsce obok mnie.
-Bardzo zabawne Marcel.-usiadła naprzeciwko mnie.
-Oj tam, oj tam.
-Stwierdzam, że muszę Ci wymyślić jakąś ksywkę, bo twoje imię, bez urazy, nie bardzo do ciebie pasuje.
-A chłopaki nie mają ksywek.
-Mają tylko ich nie słyszałeś jeszcze. Zayn to Zack.
-Dlaczego tak?
-Niall się kiedyś przejęzyczył i tak jakoś już zostało. No i Niall to Nialler. Tak jakoś.- zdążyła dopowiedzieć zanim ja zadałem pytanie.
-A ty masz jakąś?
-"Crazy". Tak na mnie mówią. Nie mogli wymyślić nic lepszego. Ale chyba do mnie pasuje. Przynajmniej tak mi się wydaje.
-No to już widzę co ty mi tutaj wymyślisz.-śmiesznie poruszałem brwiami.
-Okey. Jak masz na drugie imię?
-Harry.
-Marcel Harry Styles, nawet ciekawie. Twoja mama ma gust co do imion. Pomyślmy... Może Hazza?
-Powiedz, że żartujesz.-zauważyłem tylko chytry uśmieszek na jej twarzy.
-Mówię całkiem serio. Będzie fajnie. Zobaczysz, że wszyscy je polubią.
Siedzieliśmy jeszcze z 30 minut i zaczęliśmy się zbierać. Oczywiście jak to dziewczynie zajęło jej to trochę. Ja za ten czas wciągnąłem na siebie szare dresy, białą bokserkę i niebieską bluzę. No i oczywiście jak już się wygramoliła to zeszliśmy na dół i pożegnaliśmy się z moja mamą. Nawet nie wiem kiedy, ale jakoś dziwnym trafem ten gościu zdążył się ulotnić od nas. Chyba mu nie odpowiadało to, że jest tu jego córka. Po części to się gościowi nie dziwie. Nagle po tylu latach w domu swojej kochanki spotyka swoją córkę. Też bym chyba zgłupiał i uciekał jak najszybciej. Jednak pacząc z perspektywy tego co zrobił mojej małej kruszynce- to jest bydlakiem. Na ogół nie osądzam ludzi, ale w tej sprawie wydałem wyrok i jest on nie zmienny.
Droga do niej zajęła nam tylko chwileczkę, gdyż zawiozłem ją moją furą. Nie obyło się bez gwizdów, gdy wysiadała u siebie pod domem z mojego auta, ale natychmiast ucichły, gdy ja wysiadłem. Kulturalnie odprowadziłem dziewczynę pod same drzwi i mocno ja do siebie przytuliłem...

***


Do wieczora siedziałem przed książkami, bo jutro miałem iść gdzieś z Matt'em, a potem na imprezę. -Ciekawe czy mnie Ann na nią puści. Trzeba będzie kupić czekoladki, żeby ją jakoś przekonać. Inaczej będzie mi zrzędzić, że jutro jest szkoła, że powinienem się uczyć.
Tak, wiec po moich dłuższych przemyśleniach wyszedłem z domu i skierowałem się do sklepu po jakieś pralinki. Stwierdziłem, że spacer dobrze mi zrobi i pomoże mi to wymyślić sposób jak ubłagać Ann.
W sklepie skierowałem się ku regałowi ze słodyczami. Nagle poczułem, że się z kimś zderzyłem i zaliczyłem glebę na podłogę.
-Ałł...-siedziałem na posadzce masując obolały łokieć.
-Stary nic ci nie jest?-zapytał jakiś mężczyzna.
-Nie. Chyba wszystko ze mną dobrze.-uśmiechnąłem się i wstałem przy pomocy chłopaka. Był niższy niż ja, miał brązowe włosy, tatuaże jak ja i miał podobny styl ubierania.
-Sorry to ta moja niezdarność.-podrapał się ręką po tyle głowy.
-Spoko. Jesteś stąd, bo raczej Cię nie kojarzę?
-Nie. Przyjechałem tu z przyjaciółką. Ma jakieś sprawy osobiste, czy coś. Szybko się zorientowałeś, że nie jestem tutejszy. Coś mnie zdradziło?
-No można tak powiedzieć.-skierowaliśmy się do stoiska z pralinkami- Mało osób tutaj ma tak wytatuowane ciało jak ty.
-Ale przecież ty masz.
-Jestem wyjątkiem, bo też nie jestem stąd.-chwyciłem ulubione czekoladki mojej mamy.
-Serio? Nie powiedziałbym. Chociaż w sumie różnisz się od miejscowych.-pokiwał głowa z uśmiechem.
-Mam to uznać za komplement?-zaśmiałem się przeczesując włosy.
-Powiedzmy.-puścił mi oczko.
-A tak w ogóle to jak masz na imię?
-Louis. A ty?
-Ja jestem Marcel.-zawahałem się- Przyjaciele mówią mi Hazza.
-Hazza? Od czego to się wzięło?-zmarszczył brwi jednocześnie wybierając szynkę na mięsnym.
-Od mojego drugiego imienia, Harry.
-No to by wiele wyjaśniało.-odebrał towar od ekspedientki- Dziękuję.
Pomogłem mu w zakupach, bo chyba robił je pierwszy raz w tym sklepie. Co chwila przerywał naszą rozmowę, aby dowiedzieć się gdzie leży dany przedmiot. Ogólnie był całkiem miły i wydawał się przyjazny. Wymieniliśmy się numerami telefonów, gdyby potrzebował się czegoś dowiedzieć albo pójść w fajne miejsce w mieście. Był nawet tak uprzejmy, że odwiózł mnie pod sam dom. Oczywiście nie skończyło się na zwykłym pożegnaniu, gdy zobaczył moje auto. Zaczęliśmy gadać na temat samochodów, potem zeszło na tatuaże, a skończyło się na dziewczynach i klubach w mieście.
-Może wpadniesz na imprezę do Marka nad jeziorem? Zapoznasz się trochę z tutejszymi ludźmi. Chyba, że nie lubisz takich miejsc.-cwaniacko się uśmiechnąłem.
-A jaki jest przedział wiekowy?
-Między 16-22 lata. Jakoś tak.-wybuchnąłem śmiechem orientując się po jego minie, że tylko żartował z tym pytaniem.- To jutro Ci wyśle adres.
-Ok. Mogę wziąć moją przyjaciółkę?-zapytał wsiadając do auta.
-Jasne. Jeśli będzie chciała.-pomachałem mu i ruszyłem ku drzwiom.
Wszedłem do swojego pokoju i zaległem na łóżku. Włączyłem telewizor i skakałem z kanału na kanał nie mogąc nic znaleźć. Pozostawiłem jakiś film, ale chyba za bardzo mnie nie zainteresował, bo po chwili zmorzył mnie sen.

_____________________________________

   Na początek bardzo chcę was przeprosić! Wiem, że powinnam go dodać wczoraj, ale bardzo źle się czułam. Myślałam, że będę chora. Dzięki Bogu nie jestem :D 
   Wiem, ze niektórzy pomyślą, że mam obsesję albo paranoję, ale trudno. Ostatnio na stronie Young Stars pojawiają się nowe wpisy na temat festiwalu. Śledzę je na bieżąco i zaczynam się powoli martwić. Popatrzcie:


 Czy tylko ja i ona mamy przeczucie, że coś faktycznie się tam wydarzy? To jak taka gra z dzieciństwa "Połącz kropki" <3
   Ja za oknem mam totalną ciemność i deszcz. Słyszę tylko jak krople uderzają o mój parapet i szybę. Ciężki dzień był dzisiaj... Ale tutaj nie chodzi jednak o mnie <3
   Co myślicie o tym rozdziale? Coś was zaciekawiło? Coś was może zaskoczyło i raczej się wam nie podoba? A jak będzie między Marcelem a brunetką? Czy między nimi coś będzie? Jak połączylibyście  ich imiona w jedno, np.: Liam + Zayn = Ziam? Myśleliście, że to będzie jej ojciec? 
   Bardzo was proszę: KOMENTUJCIE! 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
XOXO

3 komentarze:

  1. KOChAM!!!!!!! <3 <3 <3
    @Asia_Dir

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do tego festiwalu - wg mnie jest to fake :)
    Nie ukrywaliby tego, że Harry (dajmy na to) przyjedzie, bo przecież mieliby 100% pewność, że sprzedadzą wszystkie bilety. :)
    A co do postu - znowu lepiej się czyta, tak mi się przynajmniej wydaje. Nie z jakimś mega zaciekawieniem, ale łatwo :)
    I jeszcze raz apeluję, żebyś sprawdzała błędy ortograficzne :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Hehe. Kocham to. I jak juz mówiłam lecę czytać nexta *.* @Vickey__2412 xx

    OdpowiedzUsuń