14 marca 2014

Rozdział ósmy

-Hej!- tylko tyle umiałem z siebie wydusić.
   Moim oczom ukazała się Karoline. Wyglądała oszałamiająco i brakuje mi epitetów do opisania jej. Ach... Na sobie miała białą, bardzo dopasowaną sukienkę z dużym dekoltem, która idealnie podkreślała jej fantastyczną figurę, miała ćwieki na ramionach i była bardzo krótka. To wszystko dopełniły miętowe szpilki. Włosy zaś miała upięte w zwykłego koczka.
Wpatrywałem się w nią i nie wierzyłem własnym oczom. Jak ona w ogóle mogła zwątpić czy mi się to spodoba!? Jestem wniebowzięty!
-Kochanie zamknij buzie, bo to nie ładnie.-odezwała się do mnie moja mama, a na policzkach brunetki zagościł delikatny rumieniec.
-Możemy już iść piękna?-zapytałem wyciągając rękę w jej stronę.
-Tak.-pożegnała się z moją mamą, ujęła moją dłoń i skierowaliśmy się do samochodu.

   Puściłem radio i nikt nawet nie odezwał się słowem, a mieliśmy kawał drogi do przejechania. Chwilę pomyślałem i wpadłem na genialny temat.
-Karoline gadałaś już z chłopakami o naszym wczorajszym porannym gościu?
-Jeszcze nie.-wycedziła przez zęby posyłając mi gniewne spojrzenie.
-O jakim gościu?-dopytywał się Zayn.
-To nic takiego.-puściła mu oczko.
-Nic takiego? Chyba sobie jaja robisz!-wybuchnąłem- Najpierw przy śniadaniu się wypiera, że nie ma córki, a dzisiaj jak z nim pojechałem na strzelnicę jak zahaczyłem o temat jego małżeństw to wybuchł jak jakaś bomba. Powiedział, że w pierwszym małżeństwie nie miał dzieci! Po raz kolejny się Ciebie wyparł, a ty mówisz, że to nic takiego!? Myślę, że jak tyle razem przeszłaś z chłopakami to należałoby im się trochę szacunku i powinni wiedzieć o takich sprawach! Podobno jesteście jak rodzina i nie macie przed sobą sekretów!-skończyłem rozzłoszczony na maxa.
-Marcel nie poznaje Cię-powiedziała przerażona.
-Chwila! To twój stary jest w mieście?-chwycił dziewczynę za ramię Niall.
-No niestety. Wiecie jak z nim jest. Coś trzeba będzie wymyślić.-powiedziała smutna, a ja słuchałem ich niezrozumiałego bełkotu.
-On to nie problem. Pozbędziemy się go szybko.-rozsiadł się wygodnie Zayn.
-Skoro tak twierdzisz.-przyznał mu niepewnie racje Niall.
-No i po problemie. Zadowolony?-oschle mnie potraktowała.
-Przepraszam. Nie chciałem Cie urazić.
-Już wszystko dobrze. Nie umiem się na ciebie długo gniewać.
-Nie będzie Ci w tym zimno?-dopytałem patrząc się na dziewczynę.
-Nie. U Marka jest ciepło, już tam kiedyś byłam na imprezie.
   Resztę drogi trwaliśmy w milczeniu. Było słychać tylko nawigacje, która co jakiś czas odzywała się jak jechać. W głowie miałem cały czas jedno zdanie Zayn'a  „Pozbędziemy się go szybko”. Co to miało znaczyć? Zabiją go!? Za dużo filmów się naoglądałeś Styles!
-Jesteś na miejscu.-odezwała się nawigacja.
-No to wysiadamy!-wyskoczyłem z auta- Idziemy?-zapytałem się mojej towarzyszki i ująłem jej dłoń.
   Domek wyglądał niewinnie, jak zwykła chatka. Zbita z drewna, a z daleka było słychać imprezowiczów. Pchnąłem drzwi i moje uszy dobiegła bardzo głośna muzyka. Pierwsze w oczy rzuciły mi się hektolitry alkoholu, mnóstwo tańczących osób i dym unoszący się w powietrzu. Na kanapach i fotelach było pełno obściskujących się ludzi, inni grali w bilard, a jeszcze inni leżeli już gdzieś na podłodze. Dziewczyny kleiły się do facetów i miały cholernie wulgarne stroje, a oni wykorzystywali to i dopierali się do nich tak zachłannie, jakby już dawno nikogo nie dotykali, jakaś bielizna leży już po kątach. Niby początek balu, a dom już zdemolowany: meble poprzewracane, żyrandol kiwa się i zaraz spadnie. Dużo zabawy przed nami.
-Chcesz piwo?-zapytałem.
-Tak poproszę jedno. Będę czekać na ciebie tam.-powiedziała mi do ucha i wskazała dwa wolne fotele pod oknem.
Po napoje musiałem skierować się w głąb chatki do kuchni, która była na końcu. Pchałem się pomiędzy ludźmi i czułem się jak śledź w puszce. Niby się to dopiero miało zacząć, a wszyscy już byli wstawieni - mają słabe głowy. Po przepchnięciu się przez tańczących znalazłem się w pomieszczeniu. Na środku stała tzw. wyspa, a tuż pod oknami stół. Co do owej wyspy... Wokół niej stało mnóstwo ludzi, były tam ustawione jakieś kubki i chyba w coś grali, ale dokładnie nie wiem. Jeśli chodzi o stół to leżało na nim pełno różnych dragów, ktoś coś wciągał, ktoś skręcał jointa. Istny zajebisty raj! Czułem, że się zabawie i to ostro. Martwił mnie tylko fakt, że mama jak się dowie gdzie byłem i co robiłem zrobi mi drakę na chacie.
Podszedłem do blatów i rozglądałem się za naszym trunkiem. Leżało tam wszystko tylko nie piwo. Otwarłem lodówkę i dwa się znalazły.
Ze schłodzonym napojem skierowałem się do brunetki. Stała tam gdzie mówiła i delikatnie zaczynała tańczyć. Rozglądnąłem się i nigdzie nie mogłem dostrzec DJ. Po dotarciu do dziewczyny podałem jej piwo i chwyciłem jej rękę. Pociągnąłem ją na ogród i zatrzymałem się na balkonie. Moim oczom ukazał się ogrom ludzi, po lewej DJ, po prawej jezioro i na nim pomost, parę osób się kąpało. Wszyscy tańczą, leje się alkohol każdą stroną. Po zejściu na trawę weszliśmy w środek grupy tańczących. Karoline zaczęła tańczyć z dziewczynami, więc ja postanowiłem obejść dookoła całą posiadłość i zorientować się co jest grane. Chłopaki pili piwo z metalowych beczek, inni urządzili sobie zawody w piciu, ktoś gdzieś dalej ścigał się na motorach na drodze. Wokół był las, jak się domyślacie, dużo osób tam szło. Zgarnąłem jakieś piwo, bo poprzednie już wypiłem i chciałem wrócić do dziewczyny. Zanim się do niej dopchałem to trochę minęło, bo wiele dziewczyn ze mną tańczyło, a raczej mnie obmacywało. Ja jeszcze nie byłem wstawiony, więc raczej mnie to zniesmaczyło niż jakoś podnieciło. Nareszcie dostałem się do Karoline. Oddaliśmy się tańcu pełnym pasji. Dotykaliśmy się nawzajem sprawiając sobie ogromną przyjemność, całowałem jej szyję, świrowaliśmy, dawaliśmy z siebie wszystko. Zbliżyłem się do niej bardziej i musnąłem jej usta, nawet nie wiem czy specjalnie, czy przypadkiem. Ona po chwili musnęła moje i oddaliśmy się delikatnym pocałunkom. Z początku to było nieśmiałe, skromne i powolne, ale już po chwili łapczywie wpiłem się w jej usta i zachłannie je całowałem. Nie chciałem, żeby ktoś nam wtedy przerwał, bo było mi tak wspaniale. Ona tak na mnie wpływała, jakbym dostawał przy niej skrzydeł. Pomimo roztaczającego się pijaństwa przyciągnęliśmy wiele spojrzeń, parę osób chyba robiło nam zdjęcia. Dokładnie nie wiem, pamiętam to tak jakby troche jak przez mgłę.
Nie przejmowałem się specjalnie tym wszystkim, bo byłem tylko ja i ona. Po części byłem przyzwyczajony do bycia popularnym. Przecież byłem kiedyś taki w poprzednim mieście. Zastanawiam się tylko czy znowu chcę taki być i czy znowu chce to przechodzić. Przecież miałem być sobą, ale miałem się uczyć. Niestety jak być tu sobą kiedy masz pełno tatuaży na ciele, jesteś umięśniony i niewinnego chłopaka raczej nie przypominasz. Mam być kujonem tylko w swojej skórze! To nie realne! Lecz tak po chwili zastanowienia ja nie mam wpływu na to czy jestem popularny czy nie. Taki już jestem, że przyciągam ludzi jak magnes...
-Wszystko dobrze?-zaśmiała się lekko wstawiona dziewczyna.
-Tak. Po prostu zrozumiałem, że znów będę popularny!-krzyczałem żeby mnie usłyszała.
-Już jesteś Hazza! Popatrz na jakiej jesteśmy imprezie! Myślisz, że byłbyś tu będąc tym grzecznym chłopcem, bo ja uważam, że nie!
-Ale czy coś między nami się zmieni jeśli będę popularny!?
-No co ty skarbie kocham Cię jak przyjaciela i to się nie zmieni!-pocałowała mnie w policzek.-Otwórz usta.-powiedziała mi do ucha i zamruczała.
   Wykonałem jej polecenie i włożyła mi do ust narkotyk, a potem sama wzięła drugą tabletkę.
Po jakiejś chwili zaczęła działać. W głowie mi się kręciło, humor mi się poprawił i przestałem przejmować się wszystkimi swoimi problemami. Przysunąłem się do dziewczyny i ocierałem się o jej ciało zapominając o Mitsu. Chciałem wyrwać się od tego wszystkiego i po prostu zapomnieć o świecie. Dzięki brunetce mi się udało i szalałem ile mogłem. Ściągnąłem z siebie koszulkę i rzuciłem ją byle gdzie. Szybko i mocno przysunąłem dziewczynę do siebie. Nasze ciała były cholernie blisko, prawie tworząc jedno. Ona była tak samo bardzo rozpalona jak i ja, z obojga lał się pot. Była zwrócona twarzą do mnie i uśmiechała się z zadowolenia. Dotykałem ją po całym ciele, wciąż badając i rozkoszując się jej idealnym ciałem. Naszym pocałunkom i pieszczotom nie było końca. Zdecydowałem się na trochę śmielszy krok i zamruczałem jej do ucha z nadzieją, że zorientuje się co mam na myśli. Byłem już tak naćpany i schlany, że było mi wszystko jedno. Ona tylko lekko przygryzła wargę i w geście zgody poprawiła włosy.
Ujęła moją dłoń i prowadziła mnie przez cały ogród do domu, potem po schodach do pokoi jakby znała tą chatę na pamięć. Weszliśmy do jakiegoś pokoju, w którym znajdowało się duże łóżko, biurko, szafa i kanapa. Pomyślałem wtedy z początku, że to może być pokój Marka.
Pchnęła mnie na łóżko, a ja niczym sparaliżowany nie mogłem nic zrobić. Wsunąłem się tylko głębiej na nie i dziewczyna zawisła nad moim ciałem.
-Na pewno tego chcesz?
-Nigdy bardziej nie chciałam.-przygryzła moje ucho.
   Poczęła całować mnie całego. Nie przerywając delikatnych pieszczot zabrała się za rozbieranie dolnej części mojego ciała. Moje dłonie pieściły jej delikatne ciało. Ściągnąłem z niej sukienkę i obróciłem nas na łóżku. Teraz to ja miałem kontrole nad wszystkim. Jedyny skrawek materiału jaki na niej został to stringi, bo pod sukienką nie miała stanika. Naszym namiętnym pocałunkom towarzyszyły przyjemne dreszcze przeszywające nasze ciała. Z jej ust co jakiś czas wydobywały się jęki rozkoszy.
   Nagle ktoś wszedł do pokoju. Gwałtownie się odwróciłem i ujrzałem Miriam jak całuje się z Liamem. Sam byłem naćpany, ale ona chyba za bardzo, nie kontaktowała co się działo. Drzwi otwarły się i uderzyły o ścianę. Chłopak przyparł dziewczynę do nich i zaczął się do niej dobierać, jakby mógł ją zaraz stracić. To było ohydne co oni robili! Nie mogłem na to patrzyć. Co ona ze sobą zrobiła! Wyglądała w tamtej chwili jak jakaś zwykła dziwka! Niedobrze mi się aż zrobiło. Była taką dziewczyną z manierami w moich oczach. Myślałem, że jest inna. Nigdy bym jej o coś takiego nie posądził. Wtedy na jej urodzinach nie była taka... Może jednak była, może zwyczajnie jej wtedy nie znałem? A może to wpływ narkotyków? A może zwyczajnie jestem zazdrosny o nią i wolałbym być na miejscu Li? Mimo to teraz wiem, że nie chciałbym z nią być. Nie taką ją kochałem...
-Przerwaliście nam!-wrzasnęła Karoline.
-Sorry.-powiedział tylko lekko wstawiony chłoptaś i zamknął drzwi.
   My za to po chwili wróciliśmy do naszych poprzednich czynności. Dziewczyna dała z siebie wszystko i w miarę szybko pozbyła się wszystkich moich ubrań.
Co było dalej? Chyba odpłynąłem...

Have a nice day <3

________________________________________

   Przepraszam, przepraszam, przepraszam! Ala wiem, że obiecywałam go wcześniej :) Nie chciałam dodawać tak późno, lecz byłam zmuszona. Ostatni rozdział dodawałam z gorączką, dlatego ten jest tak późno. Mam nadzieję, że wybaczycie mi wszystkie błędy, jeśli się jakieś znajdą. Mam kolorowy zawrót głowy i dodaję go w biegu. Bardzo was proszę o komentarze. Zniosę każdą krytykę i tą pozytywną i tą negatywną. Każda się dla mnie bardzo liczy, ponieważ uczy mnie co poprawić i jak pisać. Lubię jak doradzacie mi co powinno być dalej. Komentujcie i odpowiadajcie na moje pytania pod rozdziałami. Jestem ciekawa jakie was nowe pomysły najdą. 
   Co do rozdziału. Czy waszym zdaniem działo się coś ciekawego? Coś szczególnego może przykuło waszą uwagę? Co sądzicie o imprezie? Czy miedzy Liamem a Miriam dzieje się coś więcej? A co z Kate i Li? Czemu Marcel zajął się Crazy, a Miriam odstawił na bok? Jak sądzicie, może robi się nieczułym chamem? I chyba najważniejsze: Dlaczego "M" nie daje znaku życia?
   Czkam na wasze odpowiedzi. Jak przeczytacie napiszcie chociaż: "czytam :)".
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
XOXO

2 komentarze: