21 marca 2014

Rozdział dziesiąty

Przeczytaj notkę pod rozdziałem! <3
 CZYTASZ = KOMENTUJESZ

   Rano obudził mnie mój potworny budzik, którym miałem wtedy ochotę rzucić o ścianę. Wyłączyłem go i jeszcze sobie leżałem. Zupełnie nie miałem ochoty się podnieść. Niestety wszystko tego dnia było przeciwko mnie. Moje błogie odpoczywanie przerwała mama, wparowując do pokoju i zdzierając ze mnie kołdrę. Wstałem i czułem się bardzo zmęczony. Podszedłem do szafy w moim pokoju i wybrałem jasne rurki z niskim krokiem i niebieską bokserkę z białym nadrukiem: „Kiss My A**”.
   W kuchni już czekało na mnie gotowe śniadanie. Tym razem mama przygotowała dla mnie płatki, bo nie chciało jej się wysilać. Razem z nią usiadłem do stołu i przy rozmowie spożyliśmy posiłek.
-Mamo... Opowiesz mi jak dokładnie poznałaś Marka?
-A po co Ci to wiedzieć?
-Przecież wiesz, że lubię twoich kolegów. Kocham Cię i uwielbiam jak jesteś szczęśliwa. Opowiedz mi trochę o nim.
-Właściwie to poznałam go przez Amandę. To jest jej dobry kolega. Jak byłyśmy razem kiedyś w kawiarni, to go spotkałyśmy. Amanda zaproponowała, aby się przysiadł. No i tak nas sobie przedstawiła. Bardzo miło nam się rozmawiało, bo okazało się, że mamy wiele wspólnych zainteresowań.
-Dalej nie wiem jak zaczęliście się spotykać.
-Jakbyś dał mi dokończyć, a nie przerywał to bym powiedziała. Tak, więc... Przypadliśmy sobie do gustu. Wymieniliśmy się numerami i jakiś dzień później zadzwonił, żeby się umówić. Zaiskrzyło między nami no i tak jakoś wyszło. Tego Ci już chyba tłumaczyć nie muszę.-zaśmiała się odkładając kubek po kawie do zlewu.
-Nie nie musisz.-powiedziałem wywracając oczami- Dobra mam jeszcze jedno pytanie co do niego.
-Słucham.-oparła się o framugę drzwi.
-Czy jesteś z nim naprawdę szczęśliwa?-skierowałem na nią wzrok.
-Oczywiście, że tak Marcel. Jestem z nim szczęśliwa. Wybacz, ale muszę zbierać się do pracy.
   Siedziałem w aucie i byłem w drodze po Karoline. Umówiliśmy się, że po nią przyjadę rano i razem pojedziemy do szkoły. Droga do niej zajmowała mi już tylko 15 minut. Teraz jak już wiedziałem i znałem dokładną trasę, to nie było to, aż tak trudne.
   Już byłem na miejscu i czekałem na nią, ale nie pojawiała się, więc wysłałem do niej sms:
„Czekam już na dole :D”
Może po jakiejś minucie, brunetka już była w moim aucie i ruszaliśmy do szkoły.
-Przepraszam jeśli czekałeś, ale nie wiedziałam, że już jesteś.-dała mi buziaka w policzek.
-Spokojnie, nic się nie stało.-uśmiechnąłem się.
-Jak tam się spało? Dostałeś jakieś smsy?
-Nie nic nie dostałem. Możemy zmienić temat?
-Jasne! Nie będę Cię przecież dołować niepotrzebnie. Włączysz coś?-wskazała na radio.
-Zastanowię się.-droczyłem się.
-Ej... Mów mi Elvis!-wyciągnęła dłoń w moją stronę mówiąc to zamiast „Mów do ręki”.
-Co to było.-zaniosłem się ze śmiechu.
-Nie wiem.-wybuchła śmiechem.

   Z dobrymi humorami dotarliśmy pod budynek. Zaparkowałem i wysiadłem, aby otworzyć dziewczynie drzwi. Szliśmy razem do wejścia, a wszyscy się na nas patrzyli.

-Nie wiesz czasem o co chodzi?-zapytałem.

-Właśnie nie. Nie przejmuj się.

-Ja się nie przejmuję, ale to jest irytujące.

-Damy radę.-uśmiechnęła się i chwyciła moją dłoń, a mnie to nie przeszkadzało.

-Razem.-odwzajemniłem uśmiech.

   Po drodze mijaliśmy chłopaków ze szkolnej drużyny siatkarskiej. Wszyscy chcieli się ze mną witać i mówili, że jestem spoko. Dziewczyny się na mnie patrzyły i nie odrywały choć na sekundę wzroku. My dopiero szliśmy przez parking, a co dopiero będzie w szkole...

   Weszliśmy i się zaczęło. Nie było osoby, która mijając nas nie zwróciłaby uwagi. To było straszne. Miałem wrażenie, a nawet pewność, że znowu staję się popularny i stanie się jakaś tragedia. Nie chciałem znowu czegoś zjebać, a potem próbować to naprawiać. Już raz mi się tak zdarzyło. Teraz mógłbym stracić Crazy, Nialla i Zayna. Przecież to moi przyjaciele! Nie chcę, żeby cierpieli przez moją głupotę. Muszę zacząć uważać na to co robię i na to co mówię, bo będę ranił bliskich. Styles znowu gadasz w myślach!? Ogarnij się!

-No to tu się rozstaniemy kochanie.-wyrwała mnie z rozmyślań brunetka.

-No dobrze.-dałem jej delikatnego buziaka, tak jak już miałem w zwyczaju.

Skierowałem się do mojej szafki. Miałem tam potrzebny mi na pierwszą lekcję podręcznik do biologi. Słyszałem gdzieś za plecami śmiech grupki dziewczyn, ale specjalnie się tym nie zainteresowałem. Dotarłem do szafki i wyciągałem książkę, kiedy jakieś trzy dziewczyny do mnie podeszły.

-Hej Marcel. Jestem Kristy.

-Miranda.

-Elizabeth, ale dla przyjaciół Ell.

-Teraz, gdy już nas wszystkie poznałeś, może pójdziesz jutro na kręgle, a potem...-ucięła puszczając do mnie oczko Miranda, czy jak jej tam.

-Z tobą?-zapytałem zaskoczony ich śmiałością.

-No coś ty. Z nami trzema.-uśmiechnęły się.

-To mi schlebia dziewczyny, ale jestem już zajęty. Wszystkie jesteście śliczne, ale nie urażając was, nie jesteście w moim typie.-zamknąłem szafkę i ruszyłem ku klasie.

-A jaki jest twój typ? Możemy się zmienić dla ciebie.-zachichotała Ell.

-Na pewno nie taki jak wy. Ja stawiam na oryginalność.-zatrzymałem się i powiedziałem, wciąż odwrócony do nich plecami.

-Och daj spokój. Nie możliwe, że się nie skusisz.-ciągnęła temat Kristy.

-Nie bądź już taki grzeczny.-wtórowała jej Miranda.

-Wszyscy wiedzą, że nie należysz do najgrzeczniejszych chłopców.

-Jak to?-odwróciłem się zaciekawiony tym co mówią.

-No po tym jak tańczyłeś na imprezie u Matta.-gadała Kris.

-I po tym jak ćpałeś tam.-dodała pośpiesznie Ell.

-Co robiłem!?

-No brałeś dragi.-powtórzyła.

-Skąd to wiesz?-dociekałem.

-Ogólnie, to mamy twoje zdjęcie z imprezy.-tłumaczyła Ell.

-Pokazały się one wczoraj. Matt dodał parę, a potem ludzie zaczęli dodawać swoje do albumu.

-Nie widziałeś?-pokiwałem przecząco głową.

-No to tutaj jest.-dała mi telefon do ręki Ell.

Miałem tam całe czerwone oczy, a na moim wyciągniętym języku leżała biała tabletka.

-Teraz nam wierzysz?-zapytała Miranda.

-Grzeczny z ciebie chłopczyk. Bardzo grzeczny, a raczej grzeszny.-przysunęła się do mnie Kris.

-Ja... Ja... Nie wiem co powiedzieć.- kiwałem głową nie wierząc w to co widziałem.

-Jak będziesz miał ochotę się zabawić to daj znać.-puściła oczko Miranda i odeszły kręcąc biodrami.

   Całą lekcję myślałem nad tym co się działo na tej imprezie. Za wszelką cenę usiłowałem sobie przypomnieć co się wydarzyło. Ja coś ćpałem!? Co się ze mną dzieje! Po kolei. Najpierw jechaliśmy moim autem na imprezę do Matta. Potem weszliśmy do środka, a ja poszedłem po drinki dla nas. Co było dalej? Co było dalej? A no tak! Poszliśmy tańczyć do ogrodu. Pamiętam, że była tam masa osób. Wszyscy pili, tańczyli i robili totalne głupoty. Weszliśmy chyba w środek tłumu i zaczęliśmy tańczyć. Piliśmy alkohol. Dużo alkoholu. Teraz to pamiętam. A kto mi podał to coś? Cholera! Jebana, czarna pustka w głowie! Dlaczego akurat teraz? Teraz, kiedy to jest ważne!

-Marcel, a może ty wiesz jaki jest wzór glukozy?-przywołała mnie do rzeczywistości profesorka.

-Naturalnie. C6H12O6 proszę Pani.

-Jedyny uczeń w klasie, który to wie. Kiedy wy się zaczniecie uczyć? To nie są już przelewki. Macie zaliczenia za niedługo. Zapowiadam wam sprawdzian powtórkowy z ostatniego materiału.-cała moja grupa jęczała z niezadowolenia- Nie jęczcie mi tu, bo to i tak wam nic nie da. Zasłużyliście sobie na to. Trzeba było się uczyć, to bym wam teraz nie dorzucała sprawdzianów.

-Proszę Pani, ale...

-Nie ma „ale”. Nie interesuje mnie to, że macie dużo nauki. Macie to umieć. Za tydzień wam pasuje?

-Za dwa.

-Nie przeginaj Darcy.

W klasie rozległ się głośny śmiech, kiedy moja koleżanka z grupy się zarumieniła.

-No to na czym...-urwała nauczycielka, kiedy rozbrzmiał dzwonek świadczący o zakończeniu lekcji- No to jesteście wolni.

Zabrałem swoje książki i wychodziłem z klasy, gdy nauczycielka poprosiła, abym został.

-Myślałeś już nad szkołą?

-Nie bardzo rozumiem.-zmarszczyłem brwi.

-Pytam czy zastanawiałeś się nad tym co dalej. Nad kolejną szkołą.-poprawiła spadające okulary.

-Mam jeszcze rok. Myślałem, że nie muszę się jeszcze nad tym zastanawiać.

-Zastanawiałam się nad tobą. Chłopcze widzę w tobie ogromny potencjał. Myślę, że jeśli przyłożyłbyś się jeszcze bardziej do nauki, to te egzaminy przyszłoroczne możesz zdać w tym roku.

-To naprawdę miłe, że Pani we mnie wierzy, ale ja chyba nie dam rady. To by mnie naprawdę dużo wysiłku kosztowało, a ja mam już dużo nauki i problemów.

-Rozumiem, a chciałbyś od przyszłego roku podjąć praktyki u mnie na akademii? Byłbyś moim pomocnikiem przy doświadczeniach i w prowadzeniu wykładów.

-To bardzo interesująca propozycja. Jeśli mi na to pozwoli czas, którym będę dysponował to z miłą chęcią skorzystam.

-Dobrze, a teraz idź już na przerwę.

-Dziękuję. Do widzenia!-skierowałem się do drzwi.

-Mam nadzieję, że ta dziewczyna nie wpłynie na twoje oceny i zachowanie.

-Na pewno nie.-powiedziałem idąc dalej.

   Co ona ma do tego z kim ja się spotykam. Przecież chyba mam prawo do życia prywatnego. Mam przecież prawo do bycia sobą i do posiadania dziewczyny! Co ona sobie wyobraża? Myśli, że będę rzucał wszystko dla jej cholernego przedmiotu i będę na każde jej zawołanie. Grubo się myli. Ja nie jestem jakimś chłopczykiem, który będzie robił to co będą od niego wymagać starsi.

   Większość dnia błądziłem myślami wszędzie, tylko nie tam gdzie powinienem. Na angielskim mój nauczyciel stał koło mojej ławki 5 minut, a ja go nie zauważyłem. Potem, żeby zwrócić moją uwagę rzucił na moją ławkę podręcznik koleżanki z ławki obok. Nawrzeszczał na mnie, że nie uważam, że bujam w obłokach. Na sam koniec, żeby mnie dobić wysłał mnie do dyrektora z karteczką od niego. Powiedział, że takie zachowanie jest niedopuszczalne, a tym bardziej na jego zajęciach. Tak, więc musiałem na przerwie iść do dyrektora i nie miałem odwrotu.

Wszedłem do sekretariatu i fantastyczna starsza pani przywitała mnie ciepłym uśmiechem.

-W czym mogę pomóc?

-Zostałem wysłany do dyrektora przez pana Collinsa.

-Oh. Rozumiem, że narozrabiałeś. Zaczekaj chwileczkę.-zniknęła za drzwiami.

-Dzień dobry.-weszła do pomieszczenia dziewczyna, którą już chyba wcześniej widziałem.

-Możesz wejść.-wyłoniła się sekretarka- Gemma już jesteś. Jak punktualnie.

   Już wiem gdzie ją widziałem. Ostatnio jak tu byłem to przyszła na rozmowę o pracę. Wtedy miała shorty i raczej nie przypominała nauczycielki. Dzisiaj miała czarne, podarte jeansy i beżowy sweter.

-Dzień dobry Marcel.-wstał z krzesła dyrektor, gdy pojawiłem się w pomieszczeniu.

-Dzień dobry.-usiadłem.

-Powiedz mi co się z tobą dzieje.

-Nic. Mam gorszy dzień, a pan Collins widocznie też miał zły dzień.

-Marcel? Doskonale wiesz na jakich warunkach pozwoliliśmy Ci się zmienić. Miałeś się uczyć i być grzeczny. Tymczasem ty jesteś u mnie, bo pan Collins rzekomo miał gorszy dzień. Uświadomię Cię jeszcze raz. Jeżeli złamiesz te zasady to muszę powiadomić twojego kuratora, który ma nad tobą opiekę. Po za tym będzie grozić Ci wydalenie ze szkoły. Chcesz kolejny raz przez to przechodzić?-stał koło mnie opierając się o biurko.
-Nie chcę przechodzić tego kolejny raz, ale ja naprawdę nic złego nie robiłem. Wyłączyłem się na sekundę na lekcji, a profesor robi z igły widły. Nie rozumiem o co ta cała awantura. Wiem doskonale co mi grozi jeżeli będę łamał te zasady.-wstałem z krzesła- Mogę już iść? Mam lekcję.
-Tak możesz.
    Wyszedłem I trzasnąłem drzwiami. Nie miałem najmniejszej ochoty być dla niego miły w tamtej chwili. Wkurzył mnie na maksa. Miałem nadzieję, że mam w nim wsparcie i nie będzie robił mi problemów, a on mi z czymś takim wyjechał. Jak widać to nie jest mój najlepszy dzień.
Z gabinetu dyrektora wyszedłem w połowie lekcji, wiec postanowiłem nie iść na drugą połowę. Musiałem ochłonąć, bo znów mógłbym wypalić z czymś do nauczyciela albo do kogoś ze znajomych. Udałem się na stołówkę i podłączyłem się do szkolnego internetu. Siedziałem sobie na Facebooku. To mnie zawsze odpręża. Wszedłem na pocztę i dzięki Bogu nic złego tam nie było. Do końca lekcji już tak siedziałem gapiąc się w telefon.

   Po przerwie poszedłem do szatni na wf. Pierwszy raz odkąd chodzę do tej szkoły będę ćwiczył na zajęciach. Wcześniej nie uczestniczyłem w nich, bo chłopaki zauważyliby moje tatuaże i mięśnie. Wiedzieliby, że nie jestem tym za kogo się podaje. Na moje szczęście będę mógł się teraz wykazać. 
   Po wspaniale spędzonych dwóch godzinach na świeżym powietrzu czułem się zmęczony. Facet kazał nam przebiec sześć okrążeń, potem graliśmy w nogę, a na drugiej lekcji w siatkę. Musiało to zabawnie wyglądać jeśli chodzi o granie w piłkę nożną, bo nie bardzo umiem w to grać. Siatkówka szła mi lepiej. Nasza drużyna nawet wygrała wszystkie sety. Po wyczerpujących zajęciach poszliśmy wszyscy pod prysznic i zaczęło się gadanie na cały regulator i wygłupy. Tego mi tak bardzo brakowało!

-Hej grubasie!-zawołał jeden.

-To jest masa na rzeźbę!-odezwał się.

-Jasne.-wszyscy się śmiali.

-Tarner zaliczyłeś tą swoją laskę w końcu, czy dalej Ci się opiera!?-kolejna fala śmiechu wypełniła pomieszczenie.

-Odwal się od niej wreszcie!

-A jak już jesteśmy na temacie zaliczania i imprez. Wytatuowany jak ta twoja dupa się zwie?-zakpił sobie doskonale mi znany Will.

   Jak udawałem kujona to uwielbiał się znęcać nade mną. Wiecznie wrzucał mi plecak do śmietnika albo łamał okulary. To raczej szkolny chuligan, któremu mam ochotę obić gębę za to wszystko co mi robił.

-No mówię do ciebie pacanie.-stanął za moimi plecami, aż czułem jego oddech na szyi.
Marcel "Hazza" Styles <3

______________________________________________
   Hej dziubaski! I znów mam poślizg... Wybaczycie? Staram się je dodawać jak tylko mam czas i możliwość, ale nie mam czasu ich pisać. Wiecie, że 3 klasa gimnazjum to nie przelewki. Chciałabym, abyście odpowiadali na moje pytania pod rozdziałami. Apeluje do was o to! <3 
Mam jeszcze jedną prośbę. Rozreklamowanie bloga trochę słabo mi idzie, więc gdybyście mogli pomóc. Możecie pisać, gdzie chcecie o nim. Tylko chcę, aby przybyło mi obserwatorów i czytających. :D
   A jak podoba wam się dziesiątka? Czy między Ann a Markiem będzie coś więcej? Dlaczego "M" milczy? Czy Marcel będzie miał napięte stosunki z dyrektorem? A może przypomni sobie co się działo na imprezie i kto podał mu dragi? I pytanie tego rozdziału: "Jak Marcel zareaguje na agresywne zachowanie Willa?". 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ <3

4 komentarze:

  1. W poprzednim rozdziale napisałaś, że Karoline dała mu narkotyk, ale to tak btw xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Owszem, ale on tego nie pamięta :)

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny, myślę, że Między Ann i Markiem nic wielkiego sie nie zdaży. a "M" milczy, bo mu sie znudziło xD Raczej Marcel sie dowie kto dał mu narkotyki, ale to tylko mój punkt widzenia <3 kocham Asia_Dir

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj Marcel. Coś ty rozrabiasz tak :o świetne xx

    OdpowiedzUsuń