6 kwietnia 2014

Rozdział jedenasty

CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Przeczytaj notkę pod rozdziałem <3







-Odwal się!-odepchnąłem go i owinąłem się ręcznikiem w pasie, po czym odwróciłem się do niego tyłem kierując się do szatni.

-Coś ty powiedział.-chwycił mnie za prawy bark i pociągnął.

Odruchowo ująłem lewą ręką jego nadgarstek, obróciłem się i wykręciłem mu rękę tak, że klęczał u moich stóp.

-Powiedziałem, żebyś się odwalił.

-Dobra.-puściłem go i na powrót się odwróciłem.

   Poczułem, że coś chwyta mnie za prawą kostkę u nogi. Szybko wykonałem zwrot na lewej nodze i uścisk się zluźnił. Ja nie wahając się pchnąłem prawą nogę ku jego twarzy i zadałem cios, czym rozwaliłem mu nos. Upadł na podłogę, a woda momentalnie zabarwiła się na bordowy kolor.

-Jak ty to zrobiłeś?-padło pytanie z grupy obserwujących.

-Ty gnoju! Odpłacę ci się!- pluł krwią.

-Spróbuj, a skończysz tak samo.- poszedłem do szatni.

   Po chwili dopiero do mnie dotarło co się stało. To były sekundy. Ten cios zadany nogą, ułamek sekundy. Jak to się stało? Ja jeszcze pamiętam takie rzeczy? Przecież to nie możliwe. Tyle czasu nie walczyłem i teraz takie coś. Ty debilu miałeś nie rozrabiać! Idź tam do niego, bo Cię wywalą ze szkoły! Musisz go opatrzyć! Nie wracaj tam! Będą się śmiali, że tchórzysz! On nic nie piśnie jeśli jest taki za jakiego się uważa! Mam taki mętlik...

-Hej.-wyrwało mnie z kłótni w mojej głowie.

-Hej.

-Mamy do ciebie parę pytań.-zaczął Jack.

-No dobra. Jak będę umiał odpowiedzieć to jasne.-zebrała się większa grupka.

-Jak to było z tą twoją przemianą? Jak zrobiłeś te tatuaże? Czemu się tu przeprowadziłeś?

-No i jak wyrwałeś tą laskę, którą mało kto zna?-dodał James.

-Po pierwsze to ta laska ma na imię Karoline. Jest rok starsza i się ostatnio zmieniła, tak jak ja. Kojarzycie taką laskę w babcinych sweterkach, z aparatem na zębach i lubiącą się uczyć. Ma dwóch zajebistych przyjaciół, takich chłopaków?- kiwnęli głowami na tak- To właśnie jest ona.

-Jaja sobie robisz!?

-Nie.

-Jak Ci się udało ją wyrwać?

-Normalnie. Samo wyszło. Nawet się nie starałem za bardzo. Wpadłem na nią w szkole i odświeżyliśmy kontakt.

-A te tatuaże? Są zajebiste.

-Też je lubię. Robiłem je w poprzednim mieście. Mam, a raczej miałem tam zaprzyjaźnionego kolegę tatuażystę. Pierwszy tatuaż zrobił mi na szesnastkę. Moja mama jak do zobaczyła to wpadła w szał, że oszpecam sobie ciało. Chciała mi dać szlaban, ale wiedziała, że to nic nie da. Jakiś tydzień później zrobiłem następny. No i tak szło po kolei. Moja piękna bajka skończyła się tuż po tym jak wpakowałem się w małe bagno z gangami w poprzednim mieście i musiałem wyjechać. Takie zarządzenie sądu.

-Sądu? Gangi? Styles coś Ty zrobił?

-Ogólnie to nic wielkiego. Chciałem wyciągnąć z tego bagna dziewczynę przyjaciela i za bardzo się w to wepchałem. Dostałem drobną karę jaką była zmiana miasta, wyglądu i dobre wyniki w nauce. Musiałem się dostosować.

-Beznadziejnie. Chociaż z drugiej strony zajebiście, bo możemy Cię poznać.

-To by wyjaśniało też, gdzie nauczyłeś się tak dobrze bić.

-Uznam to za komplement.-pomieszczenie zalała fala śmiechu.

-Czyli to tyle z twojej historii?

-No tak. Za ciekawa nie była, wiem. Wybaczcie, ale muszę spadać do domu się uczyć.-zabrałem swoją torbę.

-Jasne. Teraz jesteś spoko. A i Willem się nie martw. Jak coś to staniemy w twojej obronie. Przesadził co do tej twojej dziewczyny.

-To nie...-urwałem.

-No to spadaj do książek.-zaśmiał się James



   Po powrocie do domu przysiadłem do książek na chwilę. Moja mama jeszcze robiła obiad, więc miałem trochę czasu. Założyłem na siebie tylko luźne, szare dresy i bluzę z nike. Miałem mieć jutro ciężki dzień w szkole, ale mama mi odpuściła i powiedziała, że mogę nie iść. Jednak wymyśliła, że pójdziemy na zakupy, bo coś potrzebuje dla siebie. W sumie to mi też by się coś nowego przydało. Może odświeżyłbym swój styl. To nie jest głupi pomysł. W każdym razie uczyłem się na piątek, bo miała być jakaś kartkówka z chemii.

-Marcel obiad!-usłyszałem wołanie Ann z dołu.

-Idę!

W drodze na posiłek dostałem sms:

Wpadnę dziś, pouczymy się, a potem może komedia? ;)”

Pośpiesznie naskrobałem na ekranie odpowiedź:

Jasne! Jestem za! :3”

Schowałem telefon do kieszeni i przekroczyłem próg pomieszczenia.

-Co dziś na obiad? Ładnie pachnie.

-Na obiad mamy roladki w płatkach zbożowych, sałatkę warzywną i purée ziemniaczane.-wskazała na parujący posiłek.

-Zapomniałaś o czymś do picia.-zażartowałem podchodząc do lodówki.

-Oh... Faktycznie.

-Też chcesz sok pomarańczowy?

-Tak możesz nalać.

Sięgnąłem do szafki po dwie szklanki i nalałem. Postawiłem szkło na stole, a obok sok.

-To opowiesz mi co było dzisiaj w szkole?

-No w sumie nic ciekawego nie było. Ćwiczyłem dzisiaj na zajęciach z wychowania fizycznego. Chłopaki mnie polubili i powiedzieli mi, że jestem całkiem spoko. Na szczęście nie mam czym się stresować.

-No to się cieszę.

-Mamo to jest pyszne!-powiedziałem tuż po wzięciu pierwszego kęsa do ust.

-Cieszę się, że Ci smakuje. Doceniam to.

-Czy mi kiedyś coś twojego nie smakowało?

-W sumie... Było coś. Pamiętasz jak zrobiłam taką zieloną papkę jako jakiś sos czy dodatek do czegoś?

-Nie bardzo.-zmarszczyłem czoło usiłując sobie to przypomnieć.

-To inaczej to ujmę. Pamiętasz jak jadłeś coś może z rok temu i potem przez pół godziny nie wychodziłeś z toalety, bo twój żołądek tego nie chciał przyjąć?

-O... To było to. Tak pamiętam, to było najgorsze pół godziny w moim życiu.-zaśmiałem się.

-Jednak coś Ci mojego nie posmakowało.

-To był jeden jedyny raz. Wtedy dopiero zaczynałaś wchodzić na wyższe stopnie gotowania. Teraz jesteś już chyba mistrzynią.

-Marcel, bo się zarumienię.-wybuchliśmy śmiechem-Jakieś plany na dzisiaj?

-Schodząc na dół dostałem sms od Crazy, że wpadnie. A co z chłopakami to nie wiem.

-Crazy?-podniosła wzrok znad talerza.

-Karoline. Nie mówiłem Ci, że ma taką ksywkę?

-Nic nie wspominałeś. Jakbyś coś powiedział to nie pytałabym się jak głupia o co chodzi.

-Dobra.-podniosłem ręce w geście poddania.

-Dzień dobry! Hazza gdzie się ukrywasz!?-rozległ się krzyk brunetki, która najwyraźniej sama wparowała do domu nie dzwoniąc do drzwi.

-Jesteśmy w kuchni.-odezwałem się.

-Dzień dobry.

-Hej Karoline. Mówisz na niego Hazza?

-Tak jakoś wyszło, że wymyśliłam akurat taką ksywkę.-oparła się o ścianę.

-Całkiem ładnie. Co będziecie robić?

-Myślałam, że się pouczymy trochę razem. A potem dołączą do nas Zack i Nialler.-wskazała na torbę pełną książek na jej ramieniu.

-Ale ty chyba jesteś rok starsza, to jak chcecie się uczyć tego samego?-skierowała do niej pytanie, równocześnie wkładając talerz do zlewu.

-Powiedziałam, że będziemy się uczyć razem, a nie tego samego Ann. Po prostu dobrze mi się uczy w czyimś towarzystwie.

-Tylko macie mi się uczyć, a nie rozmawiać i się wygłupiać.-pogroziła mi palcem jak małemu dziecku.

-Dobrze. Postaramy się skupić na nauce, chociaż to będzie trudne przy niej.-klepnąłem brunetkę w tyłek i wyszedłem.

-Ej! Co to było!?-słyszałem tylko jej oburzenie w głosie, a potem poczułem jak wskakuje mi na plecy.

-O! Możesz uprzedzać, że biegniesz i masz takie zamiary. A co jakbym się wywrócił?

-Nie marudź! Zanieś mnie na górę.

-Dobrze księżniczko.



   Już chyba z godzinę się uczyliśmy. Znaczy ona się uczyła. Ja co chwilę odrywałem wzrok od książki i wpatrywałem się w nią. Nie mogłem się zupełnie skupić na materiale, który miałem powtarzać na piątek. Szkoda, że ona się we mnie tak nie wpatruje.

-Chłopaki będą za jakieś pięć minut.-powiedziała zerkając na telefon.

-No oki. A mają jakiś film, czy znowu ja mam coś wybierać?

-Okaże się, bo nic mi nie napisali na ten temat.

-Jak tam powtarzanie?

-W sumie dobrze, bo chyba już wszystko umiem.

-Ja chyba też.-uśmiechnąłem się.

-Chyba zajęło im to mniej niż pięć minut, bo już są na schodach.

-Jak...-urwałem pytanie, gdy chłopaki weszli do pomieszczenia.

-Hi.

-Przynieśliśmy film.-wskazał na opakowanie Zayn.

-Czy to jest EuroTrip?-otwarłem szerzej oczy.

-Tak. Coś z nim nie tak?

-To jest mój ulubiony film. Uwielbiam go oglądać!

-No to chłopaki trafili w twój gust.

-Zajmuję łóżko!-krzyknąłem rzucając się na nie.

-To my wylądowaliśmy przed łóżkiem Nialler. Zapowiada się pikantnie.-objął go ramieniem.

-Dlaczego wy mnie na to skazujecie?-zwrócił się do mnie i brunetki blondasek.

-Nie wybrzydzaj. On nie jest taką przeciętną partią znowu.-zażartowała.

-Choć tu do mnie. Pobaraszkujemy razem.-Zayn poklepał miejsce koło siebie.

-Usiądę obok Ciebie pod jednym warunkiem. Nie dotkniesz mnie palcem.-czarnuszek wywrócił tylko oczami i kiwnął głową na tak.

   Film minął mi w bardzo głośnej atmosferze. Wszyscy śmialiśmy się z filmu, a raczej bardziej ze śmiechu Nialla. On wybuchał śmiechem z niewiadomego powodu, ale my mimo to się śmialiśmy. Karoline się nie pomyliła mówiąc, że jego śmiech jest bardzo zaraźliwy. Ja razem z brunetką spędziłem cały czas na przytulaniu i obdarowywaniu się delikatnymi pocałunkami. Chłopaki zaś pogodzili się może po pięciu minutach od rozpoczęcia filmu i tarzali się ze śmiechu na podłodze. Oczywiście nie obyło się bez docinków z ich strony co do naszej pary, ale bardzo szybko za to dostawali. Raz rzucaliśmy w nich poduszkami, innym razem dostali garścią popcornu. Ogólnie nie było jak narzekać na nudę. Przy nich nie da się nudzić. Cieszę się, że wepchnąłem się w tą chorą paczkę przyjaciół.

-My chyba będziemy już spadać.-odezwał się Niall patrząc na Zayna.

-To zabierzecie mnie ze sobą?-zapytała się brunetka.

-Myślałem, że zostaniesz jeszcze chwilę i pogadamy.

-Dum-dum-dum. Zaczyna się groźnie.-zaśmiał się farbowany.

-To ja was odprowadzę na dół.-podniosłem się z miejsca.

-Tylko macie mi być grzeczni. Żadnych igraszek.-zakpił ze mnie Zayn tuż po wyjściu z pokoju.

-Żadnych dzieci.-dodał blondyn.

-Bardzo zabawne. Idźcie już sobie.-otwarłem drzwi.

-Pa.

-Nara.

Szybko wróciłem do pokoju, aby porozmawiać z dziewczyną.

-To co to za ważna rozmowa?-zaczęła siadając po turecku na łóżku.

-Chciałem porozmawiać o tym co jest między nami.

-No to wal śmiało. A jakie dokładnie masz do mnie pytania?

-Naprawdę podchodzisz do tego z taką lekkością? Ja szczerze mówiąc trochę się stresuje tą rozmową. Nie wiem od czego mam zacząć. Hm... Może od tego co nas łączy? Bo tak prawdę mówiąc ja nie mam bladego pojęcia jak to jest. Jesteśmy para? A może tylko bardzo bliskimi przyjaciółmi?

-Przyjaciółmi to my jesteśmy na pewno. Jednak po dłuższym zastanowieniu ja nie wiem czy my jesteśmy parą. Łączy nas coś więcej, ale...-spuściła głowę.

   Bez chwili zawahania podniosłem ją za podbródek i spojrzałem w jej, jakby szklane, oczy. Przybliżyłem twarz do jej tak blisko, że stykaliśmy się czołami. Delikatnie musnąłem jej usta zapraszając ją do kontynuacji. Jednak ona delikatnie pocałowała mnie w policzek i wtuliła się we mnie. Objąłem ją w pasie i położyłem nas na łóżku. Leżeliśmy tak i wpatrywaliśmy się w siebie. Gładziłem jej plecy, chcąc w jakikolwiek sposób jej ulżyć. Chciałbym wiedzieć co w tamtym momencie roiło się w jej głowie, tak bardzo chciałbym jej pomóc.

-Będziecie coś jeść?-uchyliła drzwi do pokoju moja mama.

-A robisz kolację?

-Tak. Pomyślałam, że wam coś zrobię smacznego.

-I co wymyśliłaś?

-Kolorowe kanapki.

-Brzmi ciekawie i smacznie.-powiedziała Karoline i dało się usłyszeć głośne burczenie w jej brzuchu.

-Jest pyszne, a ty jesteś głodna.-zwróciłem się do niej i odpowiedziałem Ann- Już idziemy mamo.

   Puściłem dziewczynę i wstałem z łózka. Ona jeszcze leżała i patrzyła prosto na mnie. Wspierała się na łokciach i śledziła każdy mój ruch po pokoju. Podszedłem do drzwi i chwyciłem za klamkę, a ona szybko się poderwała i podbiegła do mnie. Ujęła moją dłoń i pociągnęła po schodach na dół. Lubiłem jak trzymała moją dłoń, to było przyjemne uczucie. Zajęliśmy swoje miejsca przy stole,a mama podała nam posiłek.

-To to są te „kolorowe kanapki”.

-Tak, a coś nie tak?-zapytała moja mama.

-Nie, wszystko w jak najlepszym porządku.

-To o co chodzi skarbie?

-Bo to wygląda tak smakowicie, że aż żal mi to zjeść. Te piękne kanapeczki. Szynka, ser, ogórek, pomidor, i mnóstwo innych warzyw. Mogę prosić herbatkę?-zwróciła się do mnie.

-Jasne. Już Ci zrobię.-podniosłem się z krzesła.

-Fajnie się oglądało film?-zaczęła Ann.

-Tak. Był bardzo zabawny. Dużo śmiechu i wspaniale spędzony czas ze znajomymi.

-To się cieszę.

-Mam Cię odwieźć do domu?-rzuciłem do dziewczyny.

-Nie, nie trzeba. Przejdę się i dotlenię.


   Ten dzień był bardzo ciężki i męczący. Poszedłem pod prysznic i wciągnąłem na siebie piżamkę. Szybko wskoczyłem do łóżka i przyłożyłem głowę do miękkiej poduszki. Nim się zorientowałem odpłynąłem do krainy Morfeusza. 
Have a nice day :D

___________________________________________

   Hej słoneczka! Na wstępie dziękuję za ponad 1000 wyświetleń. Jesteście kochani!
Pogoda się poprawia, a ja wylądowałam w gipsie. Miałam w tym tygodniu jechać na rolki z koleżanką, a złamałam sobie nogę. Przepraszam was strasznie, że nie dodaję rozdziałów, ale zwyczajnie nie mam czasu ich pisać. Myślałam, że prowadzenie tego bloga będzie prostsze... Niestety jestem w trzeciej klasie gimnazjum i mam okropnie dużo nauki przed egzaminami i każdy nauczyciel powtarza: "Masz to umieć i nie interesuje mnie, że masz inne rzeczy do nauki". Każdy myśli, że jego przedmiot jest najważniejszy. Totalny bezsens!
   Co do rozdziału to ja uważam, że jest beznadziejny. Gorzej chyba być już nie mogło. ale co wy uważacie? Jak po tej rozmowie będzie między Marcelem a Karoline? Czy Marcel się zakochał i nie chce się przyznać przed samym sobą? A może brunetka nic do niego nie czuje? Czy Marcel poniesie konsekwencje wybryku w szkole? 
Odpowiadajcie! 

1 komentarz:

  1. Rozdział cudo. Oni muszą być razem!!! xx I wracaj szybko do zdrowia <3

    OdpowiedzUsuń