29 kwietnia 2014

Rozdział trzynasty


 Przeczytaj notkę pod rozdziałem 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ 
xoxo





   Obudziły mnie wiadomości w telewizji. Podniosłem ociężale jedną powiekę i zorientowałem się, że nadal jestem w salonie. Widocznie musiałem zasnąć na kanapie, a mama nie chciała mnie budzić i przykryła mnie tylko kocem.
   W telewizji gadali jakieś ploteczki na temat gwiazd z Los Angeles, coś wspominali o nowym filmie wchodzącym do kin i jakimś rozwodzie. Jak zawsze to samo - totalna nuda i bzdury. Ciągle gadają o romansach wśród gwiazd albo o tym co zrobił Bieber. Już mi się to wszystko przejadło.
   Spojrzałem na zegarek w telefonie 6:30.”Co ja tak wcześnie wstałem?” Przeszło mi przez myśl. Zwlokłem się z kanapy i powędrowałem do łazienki. Postanowiłem wziąć prysznic. Dobre orzeźwienie po ciężkiej nocy na kanapie. Delikatne strużki wody badały każdą część mojego ciała. Spływały niczym błogi dotyk kobiety. Niestety, wszystko co piękne kiedyś się kończy. Skierowałem się do szafy i dzisiaj postawiłem na nowo zakupione ciuchy: czarne AirMaxy i bordową koszulkę z napisem „Fuck You”, do tego założyłem ulubione czarne rurki z dziurami na kolanach. Po wciągnięciu na siebie ubrań spakowałem książki do torby i udałem się do kuchni po jakieś pożywne śniadanie.
-Co dziś jemy? - zadałem pytanie wchodząc do kuchni. - Mamo!? - cisza w całym domu.
Rzuciłem okiem na lodówkę i wszystko zrozumiałem: 

Musiałam wcześniej wyjść do pracy, a ty byłeś pod prysznicem.
Buziaki, Ann „
   -No to musisz sam zrobić sobie śniadanie. - gadałem sam do siebie z uśmiechem na twarzy.
Wyciągnąłem mleko i płatki. „Coś na szybko!” miałem tylko 15 minut do rozpoczęcia lekcji, więc szybko spożyłem posiłek i wyszedłem. Była ładna pogoda jak na Holmes Chapel, trochę tylko wiało, ale szara bluza idealnie się sprawdzała. Spokojnie kroczyłem sobie chodnikiem ze słuchawkami w uszach, gdy nagle poczułem coś mokrego na nosie. Przetarłem go i „woda?”. Spojrzałem na chodnik, który powoli zaczynał ciemnieć pod wpływem spadających kropli deszczu. „A miało być tak pięknie!”. Bez chwili zastanowienia zacząłem biec. Wpadłem do szkoły zdyszany i cały mokry. „Po co ty się myłeś debilu jak pogoda i tak Cię zmoczyła!?”. Na pierwszą lekcję nie poszedłem, bo jak wejdę taki mokry do klasy? Otworzyłem swoją szafkę i wyciągnąłem jakąś zapasową bluzę oraz szare dresy. Udałem się do łazienki w celu zmienienia przemoczonych ubrań. Zamknąłem za sobą drzwi i oparłem się o umywalkę dla chwili odpoczynku po moim maratonie. Gdy ściągałem koszulkę usłyszałem, że ktoś wchodzi do pomieszczenia. Zbytnio się tym nie przejąłem, bo spodziewałem się chłopaka, lecz gdy się odwróciłem zobaczyłem Miriam.
-Jezu! - chwyciłem się umywalki, żeby się nie wywrócić - Przestraszyłaś mnie.
-Przepraszam...
-Co ty tu robisz? - powoli wracałem do normalnego stanu.
-Nie mów do mnie tak oschle. - spuściła głowę w dół.
-O co ci chodzi?
-Ja...Ja chcę... - podeszła bliżej, a ja stałem jak sparaliżowany. Nie wiedziałem co chce zrobić, co chce powiedzieć, byłem zdezorientowany. Przysunęła się do mnie i przytuliła. Dopiero teraz przypomniałem sobie, że stoję bez koszulki, teraz gdy jej łzy spływały po moim torsie. Oderwałem się od niej i pośpiesznie założyłem ubranie.
-Co ty robisz!? - wrzasnąłem.
-Jesteś mokry... Szedłeś w tym deszczu? - spojrzała na dresy leżące na blacie i podała mi je - Przebież się, bo zachorujesz.
-Mogę przeszkodzić? - jakiś chłopak stanął w drzwiach.
-Wypierdalaj stąd jak nie chcesz mieć obitej mordy! - wrzasnąłem w jego kierunku.
-Marcel... - wypowiedziała ledwo słyszalnie, a chłopak zniknął z mojego pola widzenia.
-Co ty odwalasz!? - znów mówiłem do dziewczyny.
-Idź, a ja zaczekam. - wskazała na jedną z kabin.
Szybko wszedłem i zmieniłem spodnie.
-Powiesz mi wreszcie po co za mną tu przylazłaś? - składałem mokre rzeczy.
-Jak zawsze musisz mieć porządek wszędzie. - powiedziała delikatnie usiłując się uśmiechnąć.
-Do cholery przestań zmieniać ciągle temat! Po jakiego chuja tu przylazłaś za mną!? - teraz już nie mogłem powstrzymać swojej złości. Przekroczyła wszelkie możliwe granice.
-Nie...- odwróciła się i chciała wyjść, ale chwyciłem ją za nadgarstek i szarpnąłem mocno, aby skończyła ze mną rozmowę.
-Nie odwracaj się do mnie tyłem jak rozmawiamy rozumiesz? - wycedziłem przez zęby z dużym naciskiem na ostatnie słowo.
-Marcel to boli. - spojrzała na mnie swoimi dużymi oczami, które teraz były zaszklone od wzbierających się łez, a makijaż spływał jej po policzkach.
   Skierowałem wzrok na jej nadgarstki, które teraz kurczowo trzymałem. W miejscu uścisku jej skóra, aż zbielała. „Puść ją debilu!”, „Zrobisz jej krzywdę!”, coś we mnie krzyczało lecz ktoś inny podpowiadał „A jak ona obściskiwała się z Li na imprezie to było dobrze? Też Cię zraniła wtedy!”. Potrząsnąłem głową i puściłem jej ręce, nadal nie wierząc w to co właśnie się tutaj rozegrało. Skąd we mnie tyle agresji? Przecież ja nigdy taki nie byłem.
   Biedna dziewczyna pocierała teraz obolałe nadgarstki.
-Powiesz mi po co tu przyszłaś za mną, czy nie? - starałem się być spokojny.
-Marcel dlaczego ty mnie tak traktujesz? Co ja Ci takiego zrobiłam. Po tej imprezie u Matta totalnie mnie olewasz. Poza tą swoją laską w szpilkach, która łasi się do ciebie na każdym kroku świata nie widzisz. A tak zapomniałam o tych twoich marnych dwóch przyjaciołach jak im jest? Nawet nie wiem jak mają na imię. To śmieszne! Potraktowałeś mnie jak zwykłą szmatę! Myślisz, że jak ja się czuję? Na mojej imprezie byłeś sobą tamten chłopak był wspaniały! Teraz robisz z siebie przeciętnego chłopaka. Myślałam, że chcesz być wyjątkowy. Jednak się pomyliłam, bo ty wolisz puste cizie!
-Nie mów tak o niej! Nie wiem kto powinien się nazywać pustą cizią! Zapytaj się może swojego ukochanego co wyrabialiście razem jak wparowaliście do jednego z pokoi u Matta na imprezie. Wydawało mi się, że całkiem dobrze się bawiliście w swoim towarzystwie! - wrzasnąłem przybliżając się do niej.
-O czym ty mówisz? Skąd niby możesz wiedzieć co ja i z kim robiłam i pieprzyć o jakimś pokoju i gościu, z którym rzekomo się bawiłam? Od kiedy pan Styles słucha plotek.
-Jaka ty jesteś nie domyślna. To ja byłem w tym pokoju! To ja Cię z nim widziałem! To ja rozumiesz! To ty jesteś tutaj pusta!-zabrałem swoje rzeczy i byłem przy drzwiach, gdy ona zadała to cholerne pytanie.
-Kim był ten koleś? - zamknąłem oczy próbując powstrzymać łzy i złość, która się we mnie wzbierała.
-Payne...-szepnąłem ledwo słyszalnie i wyszedłem na korytarz.
   Tyle co dotarłem do swojej szafki i zabrzmiał dzwonek na przerwę. Przy mojej szafce pojawiła się Crazy i obradowała mnie soczystym buziakiem w policzek.
-Hej! - objąłem ją w pasie i mocno przytuliłem do siebie.
-Coś się stało?
-Pogadamy o tym później dobrze słonko?
-Jak chcesz.. - puściła mi oczko i poszła w kierunku swojej klasy.
   Na lekcjach usiłowałem się skupić, ale za cholerę nie mogłem to było silniejsze. Nadal miałem w głowie sytuację z rana. Co było powodem tego, że tak agresywnie zachowałem się co do Miriam? Rozumiem, że mogłem się zdenerwować, czy nawet wrzeszczeć na nią, ale żeby zrobić jej krzywdę. Mam nadzieję, że ona tego nikomu nie powie i nie zrobi wielkiej afery z tego powodu. „Może powinna pójść z tym do dyrektora?”. Co ty pierdolisz? Do dyra z tym? Przecież wylecisz ze szkoły jeśli on się o tym dowie. Zacznie się wielka afera, wypytywanie Miriam czy do był jedyny raz. To byłaby masakra jeśli ona coś komukolwiek powie. Byłbym skończony, a Ann znowu byłaby na mnie wściekła i straciłbym z nią ten wspaniały kontakt.
Jednak co jest przyczyna tego zachowania? Kiedy ja się zrobiłem taki agresywny? Najpierw William, teraz Miriam... Kto następny!? Przez kogo... Czy to możliwe, że popadam w jakąś paranoję przez „M”? Nie, to nie możliwe. Zrobiłbym się taki tuż po tym jak zacząłem dostawać te wszystkie groźby. Co ja tak główkuję? „Przecież nic wielkiego się nie stało, przecież się kontrolowałeś”. Może i tak....
Dzwonek na przerwę zabrzmiał i spokojnie mogłem wyjść. Dwie lekcje jakoś przeżyłem, zostało tylko parę. Opuściłem klasę śmiejąc się z Andym.
-Idziemy na stołówkę coś zjeść?  -zaproponował.
-Jasne. Poznam Cię z moimi przyjaciółmi. - skierowaliśmy się w stronę naszego celu.
-Jak mogłeś mnie tak potraktować gnoju! Co ty sobie myślałeś, że o niczym się nie dowiem!? Jesteś egoistą! Dupkiem! Nie masz duszy ani sumienia! Lecz się psychopato! Jesteś parszywą świnią! Oby Cię jakaś dziewczyna potraktowała tak samo podle jak ty potraktowałeś mnie. - Miriam wrzeszczała w stronę Li.
-Uspokój się. - chwycił ją za ramię, a ona gwałtownie się odsunęła od niego.
-Nie dotykaj mnie! - wymierzyła mu siarczysty policzek.
   Kate wzięła Mitsu pod rękę i ruszyły w naszym kierunku. Dziewczynie makijaż spływał po twarzy. Już drugi raz widzę ją dziś w tym stanie. Przeszły koło nas i wszystko działo się w zwolnionym tempie. Kosmyki jej włosów powiewały jak na wietrze, twarz lekko opuchnięta, oczy czerwone od wylanych łez. Tuliła się do przyjaciółki w nadziei, że znajdzie u niej schronienie. Jej ciało drżało jakby wyszła z lodowatej wody. Podniosła na mnie swoje cudowne, zielone oczy i widać było w nich skruchę. Kate jak zawsze podła i nie miła dla mnie spojrzała tylko kątem oka i wywróciła oczami. Miriam na powrót zwróciła się do przyjaciółki i czas ruszył...
-Co to było? - szturchnął mnie Andy.
-Kłótnia zakochanych. - zakpiłem wymuszając uśmiech.
-Wszystko z tobą okey?
-Tak. Jakby nie mogli się kłócić poza szkołą, tylko urządzają takie żałosne scenki. - ruszyliśmy.
-Tu się z tobą zgodzę. Chociaż poza szkoła też się kłócą.
-Jak to? - potrząsnąłem głową próbując zrozumieć co do mnie powiedział.
-Jak biegałem ostatnio to ich widziałem. On chyba przyszedł pod jej dom, kłócili się, ona nie chciała go wpuścić do domu, a on na siłę chciał ją pocałować. Zresztą to nie moja sprawa co się między nimi dzieje. - wzruszył ramionami.
-Mhm...- Zgodziłem się z nim. „Może to powinno mnie zainteresować?”
   Tak prawdę mówiąc to byłem rozdarty na dwie części. Jedna mówiła „Zainteresuj się tym”, druga zaś „To nie twoja sprawa”. To było ciężkie, bo Miriam i Karoline wiele dla mnie znaczą. Nie mogę wybierać między jedną a drugą. Chciałbym mieć obie bez większych konsekwencji. Tyle, że tak się nie da...
   Reszta dnia minęła mi znośnie. Jak już przestałem zakrzątać sobie głowę akcją z rana i kłótnią zakochańców to wszystko szło gładko. Lekcje mijały w przyjemnej atmosferze. Zarobiłem nawet parę pozytywnych ocen, więc będę mógł zaskoczyć tym mamę. Także dzień można by rzec udany, no prawie. Chłopaki ze szkoły większość dnia patrzyli się na mnie z zadowoleniem i dumą. Jakby chcieli mi pogratulować jakiegoś zajebistego sukcesu. Dziewczyny patrzyły się na mnie z pożądaniem - nienawidzę tego. Większości z nich tylko jedno w głowie - seks. Jakby były od tego uzależnione....

Have a nice day <3
________________________________________________


   Hej kochani! Tak jak obiecywałam, dodaję rozdział po trzech dniach :D Dziękuję za taki ogrom wyświetleń. Już nie wiem jak wam za to dziękować ;)
  Co do rozdziału. Jak wypadła 13? podoba się, czy raczej nie bardzo? Co się dzieje z Marcelem? Czy Miriam powie coś dyrektorowi na temat tego incydentu? Czy Marcel przebaczy Miriam?
  Czekam na wasze komentarze :D Pamiętajcie, że one bardzo motywują :D

1 komentarz:

  1. Na lekcji się nie je :-* super rozdział. Najlepszy sposób na nudę :-)

    OdpowiedzUsuń