29 kwietnia 2014

Rozdział trzynasty


 Przeczytaj notkę pod rozdziałem 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ 
xoxo





   Obudziły mnie wiadomości w telewizji. Podniosłem ociężale jedną powiekę i zorientowałem się, że nadal jestem w salonie. Widocznie musiałem zasnąć na kanapie, a mama nie chciała mnie budzić i przykryła mnie tylko kocem.
   W telewizji gadali jakieś ploteczki na temat gwiazd z Los Angeles, coś wspominali o nowym filmie wchodzącym do kin i jakimś rozwodzie. Jak zawsze to samo - totalna nuda i bzdury. Ciągle gadają o romansach wśród gwiazd albo o tym co zrobił Bieber. Już mi się to wszystko przejadło.
   Spojrzałem na zegarek w telefonie 6:30.”Co ja tak wcześnie wstałem?” Przeszło mi przez myśl. Zwlokłem się z kanapy i powędrowałem do łazienki. Postanowiłem wziąć prysznic. Dobre orzeźwienie po ciężkiej nocy na kanapie. Delikatne strużki wody badały każdą część mojego ciała. Spływały niczym błogi dotyk kobiety. Niestety, wszystko co piękne kiedyś się kończy. Skierowałem się do szafy i dzisiaj postawiłem na nowo zakupione ciuchy: czarne AirMaxy i bordową koszulkę z napisem „Fuck You”, do tego założyłem ulubione czarne rurki z dziurami na kolanach. Po wciągnięciu na siebie ubrań spakowałem książki do torby i udałem się do kuchni po jakieś pożywne śniadanie.
-Co dziś jemy? - zadałem pytanie wchodząc do kuchni. - Mamo!? - cisza w całym domu.
Rzuciłem okiem na lodówkę i wszystko zrozumiałem: 

Musiałam wcześniej wyjść do pracy, a ty byłeś pod prysznicem.
Buziaki, Ann „
   -No to musisz sam zrobić sobie śniadanie. - gadałem sam do siebie z uśmiechem na twarzy.
Wyciągnąłem mleko i płatki. „Coś na szybko!” miałem tylko 15 minut do rozpoczęcia lekcji, więc szybko spożyłem posiłek i wyszedłem. Była ładna pogoda jak na Holmes Chapel, trochę tylko wiało, ale szara bluza idealnie się sprawdzała. Spokojnie kroczyłem sobie chodnikiem ze słuchawkami w uszach, gdy nagle poczułem coś mokrego na nosie. Przetarłem go i „woda?”. Spojrzałem na chodnik, który powoli zaczynał ciemnieć pod wpływem spadających kropli deszczu. „A miało być tak pięknie!”. Bez chwili zastanowienia zacząłem biec. Wpadłem do szkoły zdyszany i cały mokry. „Po co ty się myłeś debilu jak pogoda i tak Cię zmoczyła!?”. Na pierwszą lekcję nie poszedłem, bo jak wejdę taki mokry do klasy? Otworzyłem swoją szafkę i wyciągnąłem jakąś zapasową bluzę oraz szare dresy. Udałem się do łazienki w celu zmienienia przemoczonych ubrań. Zamknąłem za sobą drzwi i oparłem się o umywalkę dla chwili odpoczynku po moim maratonie. Gdy ściągałem koszulkę usłyszałem, że ktoś wchodzi do pomieszczenia. Zbytnio się tym nie przejąłem, bo spodziewałem się chłopaka, lecz gdy się odwróciłem zobaczyłem Miriam.
-Jezu! - chwyciłem się umywalki, żeby się nie wywrócić - Przestraszyłaś mnie.
-Przepraszam...
-Co ty tu robisz? - powoli wracałem do normalnego stanu.
-Nie mów do mnie tak oschle. - spuściła głowę w dół.
-O co ci chodzi?
-Ja...Ja chcę... - podeszła bliżej, a ja stałem jak sparaliżowany. Nie wiedziałem co chce zrobić, co chce powiedzieć, byłem zdezorientowany. Przysunęła się do mnie i przytuliła. Dopiero teraz przypomniałem sobie, że stoję bez koszulki, teraz gdy jej łzy spływały po moim torsie. Oderwałem się od niej i pośpiesznie założyłem ubranie.
-Co ty robisz!? - wrzasnąłem.
-Jesteś mokry... Szedłeś w tym deszczu? - spojrzała na dresy leżące na blacie i podała mi je - Przebież się, bo zachorujesz.
-Mogę przeszkodzić? - jakiś chłopak stanął w drzwiach.
-Wypierdalaj stąd jak nie chcesz mieć obitej mordy! - wrzasnąłem w jego kierunku.
-Marcel... - wypowiedziała ledwo słyszalnie, a chłopak zniknął z mojego pola widzenia.
-Co ty odwalasz!? - znów mówiłem do dziewczyny.
-Idź, a ja zaczekam. - wskazała na jedną z kabin.
Szybko wszedłem i zmieniłem spodnie.
-Powiesz mi wreszcie po co za mną tu przylazłaś? - składałem mokre rzeczy.
-Jak zawsze musisz mieć porządek wszędzie. - powiedziała delikatnie usiłując się uśmiechnąć.
-Do cholery przestań zmieniać ciągle temat! Po jakiego chuja tu przylazłaś za mną!? - teraz już nie mogłem powstrzymać swojej złości. Przekroczyła wszelkie możliwe granice.
-Nie...- odwróciła się i chciała wyjść, ale chwyciłem ją za nadgarstek i szarpnąłem mocno, aby skończyła ze mną rozmowę.
-Nie odwracaj się do mnie tyłem jak rozmawiamy rozumiesz? - wycedziłem przez zęby z dużym naciskiem na ostatnie słowo.
-Marcel to boli. - spojrzała na mnie swoimi dużymi oczami, które teraz były zaszklone od wzbierających się łez, a makijaż spływał jej po policzkach.
   Skierowałem wzrok na jej nadgarstki, które teraz kurczowo trzymałem. W miejscu uścisku jej skóra, aż zbielała. „Puść ją debilu!”, „Zrobisz jej krzywdę!”, coś we mnie krzyczało lecz ktoś inny podpowiadał „A jak ona obściskiwała się z Li na imprezie to było dobrze? Też Cię zraniła wtedy!”. Potrząsnąłem głową i puściłem jej ręce, nadal nie wierząc w to co właśnie się tutaj rozegrało. Skąd we mnie tyle agresji? Przecież ja nigdy taki nie byłem.
   Biedna dziewczyna pocierała teraz obolałe nadgarstki.
-Powiesz mi po co tu przyszłaś za mną, czy nie? - starałem się być spokojny.
-Marcel dlaczego ty mnie tak traktujesz? Co ja Ci takiego zrobiłam. Po tej imprezie u Matta totalnie mnie olewasz. Poza tą swoją laską w szpilkach, która łasi się do ciebie na każdym kroku świata nie widzisz. A tak zapomniałam o tych twoich marnych dwóch przyjaciołach jak im jest? Nawet nie wiem jak mają na imię. To śmieszne! Potraktowałeś mnie jak zwykłą szmatę! Myślisz, że jak ja się czuję? Na mojej imprezie byłeś sobą tamten chłopak był wspaniały! Teraz robisz z siebie przeciętnego chłopaka. Myślałam, że chcesz być wyjątkowy. Jednak się pomyliłam, bo ty wolisz puste cizie!
-Nie mów tak o niej! Nie wiem kto powinien się nazywać pustą cizią! Zapytaj się może swojego ukochanego co wyrabialiście razem jak wparowaliście do jednego z pokoi u Matta na imprezie. Wydawało mi się, że całkiem dobrze się bawiliście w swoim towarzystwie! - wrzasnąłem przybliżając się do niej.
-O czym ty mówisz? Skąd niby możesz wiedzieć co ja i z kim robiłam i pieprzyć o jakimś pokoju i gościu, z którym rzekomo się bawiłam? Od kiedy pan Styles słucha plotek.
-Jaka ty jesteś nie domyślna. To ja byłem w tym pokoju! To ja Cię z nim widziałem! To ja rozumiesz! To ty jesteś tutaj pusta!-zabrałem swoje rzeczy i byłem przy drzwiach, gdy ona zadała to cholerne pytanie.
-Kim był ten koleś? - zamknąłem oczy próbując powstrzymać łzy i złość, która się we mnie wzbierała.
-Payne...-szepnąłem ledwo słyszalnie i wyszedłem na korytarz.
   Tyle co dotarłem do swojej szafki i zabrzmiał dzwonek na przerwę. Przy mojej szafce pojawiła się Crazy i obradowała mnie soczystym buziakiem w policzek.
-Hej! - objąłem ją w pasie i mocno przytuliłem do siebie.
-Coś się stało?
-Pogadamy o tym później dobrze słonko?
-Jak chcesz.. - puściła mi oczko i poszła w kierunku swojej klasy.
   Na lekcjach usiłowałem się skupić, ale za cholerę nie mogłem to było silniejsze. Nadal miałem w głowie sytuację z rana. Co było powodem tego, że tak agresywnie zachowałem się co do Miriam? Rozumiem, że mogłem się zdenerwować, czy nawet wrzeszczeć na nią, ale żeby zrobić jej krzywdę. Mam nadzieję, że ona tego nikomu nie powie i nie zrobi wielkiej afery z tego powodu. „Może powinna pójść z tym do dyrektora?”. Co ty pierdolisz? Do dyra z tym? Przecież wylecisz ze szkoły jeśli on się o tym dowie. Zacznie się wielka afera, wypytywanie Miriam czy do był jedyny raz. To byłaby masakra jeśli ona coś komukolwiek powie. Byłbym skończony, a Ann znowu byłaby na mnie wściekła i straciłbym z nią ten wspaniały kontakt.
Jednak co jest przyczyna tego zachowania? Kiedy ja się zrobiłem taki agresywny? Najpierw William, teraz Miriam... Kto następny!? Przez kogo... Czy to możliwe, że popadam w jakąś paranoję przez „M”? Nie, to nie możliwe. Zrobiłbym się taki tuż po tym jak zacząłem dostawać te wszystkie groźby. Co ja tak główkuję? „Przecież nic wielkiego się nie stało, przecież się kontrolowałeś”. Może i tak....
Dzwonek na przerwę zabrzmiał i spokojnie mogłem wyjść. Dwie lekcje jakoś przeżyłem, zostało tylko parę. Opuściłem klasę śmiejąc się z Andym.
-Idziemy na stołówkę coś zjeść?  -zaproponował.
-Jasne. Poznam Cię z moimi przyjaciółmi. - skierowaliśmy się w stronę naszego celu.
-Jak mogłeś mnie tak potraktować gnoju! Co ty sobie myślałeś, że o niczym się nie dowiem!? Jesteś egoistą! Dupkiem! Nie masz duszy ani sumienia! Lecz się psychopato! Jesteś parszywą świnią! Oby Cię jakaś dziewczyna potraktowała tak samo podle jak ty potraktowałeś mnie. - Miriam wrzeszczała w stronę Li.
-Uspokój się. - chwycił ją za ramię, a ona gwałtownie się odsunęła od niego.
-Nie dotykaj mnie! - wymierzyła mu siarczysty policzek.
   Kate wzięła Mitsu pod rękę i ruszyły w naszym kierunku. Dziewczynie makijaż spływał po twarzy. Już drugi raz widzę ją dziś w tym stanie. Przeszły koło nas i wszystko działo się w zwolnionym tempie. Kosmyki jej włosów powiewały jak na wietrze, twarz lekko opuchnięta, oczy czerwone od wylanych łez. Tuliła się do przyjaciółki w nadziei, że znajdzie u niej schronienie. Jej ciało drżało jakby wyszła z lodowatej wody. Podniosła na mnie swoje cudowne, zielone oczy i widać było w nich skruchę. Kate jak zawsze podła i nie miła dla mnie spojrzała tylko kątem oka i wywróciła oczami. Miriam na powrót zwróciła się do przyjaciółki i czas ruszył...
-Co to było? - szturchnął mnie Andy.
-Kłótnia zakochanych. - zakpiłem wymuszając uśmiech.
-Wszystko z tobą okey?
-Tak. Jakby nie mogli się kłócić poza szkołą, tylko urządzają takie żałosne scenki. - ruszyliśmy.
-Tu się z tobą zgodzę. Chociaż poza szkoła też się kłócą.
-Jak to? - potrząsnąłem głową próbując zrozumieć co do mnie powiedział.
-Jak biegałem ostatnio to ich widziałem. On chyba przyszedł pod jej dom, kłócili się, ona nie chciała go wpuścić do domu, a on na siłę chciał ją pocałować. Zresztą to nie moja sprawa co się między nimi dzieje. - wzruszył ramionami.
-Mhm...- Zgodziłem się z nim. „Może to powinno mnie zainteresować?”
   Tak prawdę mówiąc to byłem rozdarty na dwie części. Jedna mówiła „Zainteresuj się tym”, druga zaś „To nie twoja sprawa”. To było ciężkie, bo Miriam i Karoline wiele dla mnie znaczą. Nie mogę wybierać między jedną a drugą. Chciałbym mieć obie bez większych konsekwencji. Tyle, że tak się nie da...
   Reszta dnia minęła mi znośnie. Jak już przestałem zakrzątać sobie głowę akcją z rana i kłótnią zakochańców to wszystko szło gładko. Lekcje mijały w przyjemnej atmosferze. Zarobiłem nawet parę pozytywnych ocen, więc będę mógł zaskoczyć tym mamę. Także dzień można by rzec udany, no prawie. Chłopaki ze szkoły większość dnia patrzyli się na mnie z zadowoleniem i dumą. Jakby chcieli mi pogratulować jakiegoś zajebistego sukcesu. Dziewczyny patrzyły się na mnie z pożądaniem - nienawidzę tego. Większości z nich tylko jedno w głowie - seks. Jakby były od tego uzależnione....

Have a nice day <3
________________________________________________


   Hej kochani! Tak jak obiecywałam, dodaję rozdział po trzech dniach :D Dziękuję za taki ogrom wyświetleń. Już nie wiem jak wam za to dziękować ;)
  Co do rozdziału. Jak wypadła 13? podoba się, czy raczej nie bardzo? Co się dzieje z Marcelem? Czy Miriam powie coś dyrektorowi na temat tego incydentu? Czy Marcel przebaczy Miriam?
  Czekam na wasze komentarze :D Pamiętajcie, że one bardzo motywują :D

26 kwietnia 2014

Rozdział dwunasty


 Przeczytaj notkę pod rozdziałem!
CZYTASZ=KOMENTUJESZ 
xoxo





    Dzisiaj nic specjalnego nie miało się wydarzyć. Ciągle się tylko uczę, chodzę do szkoły i spotykam się ze znajomymi. Wbrew pozorom to może być bardzo męczące. Moja kochana mama wpadła na pomysł, abym nie szedł dziś do szkoły, tylko na zakupy. Musi sobie kupić jakąś sukienkę i nowe szpilki. Lubię z nią chodzić do galerii. Świetnie się z nią bawię wtedy, bo mamy wspaniały kontakt. Jak tylko znów mogę być sobą to stosunki między nami nie są już takie chłodne.
    Rano obudziłem się z uśmiechem na twarzy. Coś chyba mi się śniło, ale nie pamietam co. Mój pokój był oświetlony promieniami słońca wpadajacymi przez okno. Przeciągnąłem się i wstałem zastanawiając się co założę na siebie. Odsunąłem drzwi od szafy i westchnąłem. W ostateczności zdecydowałem się na coś wygodniejszego, bo zapowiadał się długi dzień. Wyciągnąłem beżową koszulkę, czarną bluzę na zamek i czarne spodnie. Po założeniu ubrań udałem się do kuchni.
-Cześć.
-Hej. Dłużej nie dało się spać? Mieliśmy wyjść o 12:00, a jest 12:30.-upiła łyk kawy.
-Daj spokój. Jak już mam wolne w środku tygodnia to się wyśpię.-wyszczerzyłem się wywołując u niej śmiech.
-Jedz i wychodzimy.-rzuciła wychodząc z kuchni.

    Postanowiliśmy pojechać najpierw do galeri, potem zjeść lunch i na koniec wrócić do domku na miły wieczór we dwoje.
-To gdzie najpierw madame?
-Myślę, że do Zary. Zawsze tam coś znajdę dla siebie.
-Okey. Kierunek Zara!-zaśmiałem się.
    Moja mama wpadla w jakiś zakupowy szał. Weszliśmy do sklepu, a ona zaczęła zabierać wszystkie rzeczy jakie jej się spodobały. Nie ważne, czy była to koszula, sukienka, spódnica, czy spodnie musiała to przymierzyć. Do przymierzalni szedłem cały obładowany jej rzeczami. Wpadła do kabiny i zaczęła przymierzać...
-W tej wyglądasz fantastycznie. Idealnie podkreśla twoją figurę. Musisz ją wziąć!
-Na pewno nie jest za krótka? Gdzie ja założę taką sukienkę Marcel?
-Jest eleganka i idealna na różne imprezy. Jest uniwersalna. Założysz ją wszędzie! Jak ty jej nie kupisz to ja Ci ją kupię i będę Cię zmuszał, żebyś ją nosiła.
-Dobra, jesteś przekonujący. Wezmę ją.-wywróciła oczami.
-Przymierz jeszcze te rurki, które tam wybrałem. Bardzo mi się podoba ten materiał.
-Dobra.-zniknęła za drzwiami.
-Możesz szybciej?
-Już, już!
-Myślę, że będziesz wyglądać zajebiście!
-No i jak?-uchyliły się drzwiczki, a ja zaniemówiłem. Jakbym był starszy to na pewno obróciłbym się za nią na ulicy. Szary materiał z czarnym, drobnym motywem kwiatowym idealnie się układał na zdgrabnych nogach Ann.
-Ja... Chwileczkę.-wpadłem na genialny pomysł.
Uznacie mnie za totalnego idiotę, ale poszedłem po dziewczynę, która układała tam ciuchy. Ann nigdy by mi nie uwierzyla co do tych spodni. Ona jest uparta jak osioł. Nic nie da sobie powiedzieć.
-Hej mam do ciebie prośbę. -zwróciłem sie do uroczej blondynki.
-Słucham.
-Pomogłabyś mi przekonać moją mamę, że wygląda fajnie w spodniach, ktore jej wybrałem?
-Nie ma problemu.-uśmiechnęła się i pokazała dwa dołeczki w policzkach.
-Przyprowadziłem Ci wiarygodną osobę. Mnie nie uwierzysz jak powiem Ci, że wyglądasz w nich jak bogini.
-Marcel jesteś głupi. - zaśmiała się.
-Ja uważam, że on ma rację.  Ten materiał idealnie podkreśla Pani szczupłe nogi i do tego optycznie wydają się dłuższe. Ja na Pani miejscu bym je wzięła.
-Tak mówisz?
-Dzięki za pomoc.  Możesz wrócić do pracy. - obdarowałem dziewczynę przyjaznym uśmiechem.
-Dzięki za pozwolenie Styles. - odwróciła się, a mnie zamurowało na chwilę.
-Skąd wiesz jak się nazywam?
-Chodzę z Tobą do szkoły i tańczyłeś ze mną na imprezie u Matta. - puściła mi perskie oko.
-Aha. Nic nie pamiętam.-szeptałem tak, żeby mama nic nie słyszała.
-Do zobaczenia w szkole.
-No to do kasy. Teraz pójdziemy do obuwniczego. Jakieś nowe szpilki mi sie przydadzą. - ominęła mnie i udała się do kasy. 


-To może te przymierz. - podałem jej parę beżowych szpilek z ćwiekami na pięcie.
-Całkiem ładne. - dodała odbierając obuwie.
-I jak?
-Bardzo wygodne. Wezmę je.
  Jeszcze godzinę chodziliśmy po centrum handlowym. Kupiłem sobie czarne Air Maxy, bo już dawno miałem taki zamiar.  Mama wybrała mi jeszcze dwie czarne bokserki z jakimiś kolorowymi nadrukami.
-To co powiesz na coś tłustego i kalorycznego?-zaproponowałem głodny jak wilk.
-Masz ochotę na McDonald's?
-Bardzo. Już dawno nic tam nie jadłem.
-No to chodź. - pociągnęła mnie w stronę knajpy.
   Po odebraniu zamówienia usiedliśmy przy stoliku i zaczęliśmy spożywać. Na początku nikt sie nie odzywał, ale Ann nagle coś olśniło.
-Opowiesz mi co jest miedzy tobą, a Karoline?
-To znaczy?-udawałem totalnego idiotę.
-Mówiłeś, że nie jesteście razem, ale przyjaciele nie zachowują sie tak jak wy.
-Jesteśmy przyjaciółmi,  tylko trochę innymi. Nie jesteśmy parą w dalszym ciągu. Jest nam dobrze tak jak jest teraz.
-Ale powiesz mi jeśli między wami do czegoś dojdzie?
-Jasne! Będziesz pierwsza. - chwyciłem jej dłoń i ścisnąłem.
-To z Niallem i Zaynem tworzycie taką paczkę przyjaciół?  Często przychodzą. Śmiejecie się tak, że ja was słyszę na dole. Fajnie, że wreszcie znalazłeś prawdziwych przyjaciół. Jestem bardzo szczęśliwa. - gładziła kciukiem moją dłoń.
-Też się cieszę, że ich mam. To taki mój skarb, który muszę cenić. Nasza więź rośnie z dnia na dzień, ale jeden ruch, jedno słowo i wszystko legnie w gruzach.  Muszę być ostrożny. Już zapomniałem jak to jest mieć przyjaciół i o nich dbać. - skrzywiłem sie na wspomnienie przeszłości.
-Wszystko będzie dobrze. To już zamknięty rozdział. - chyba się domyśliła o czym pomyślałem.
   Włuczyliśmy sie jeszcze po sklepach patrząc czy nie ma czegoś fajnego. Wychaczylem tylko koszulkę z napisem: "Fuck You", a na dole jest dopisek: "PS I Love You." Przypadła mi do gustu,  więc ją kupiłem.
-Mam dla ciebie niespodziankę. - powiedziałem wsiadając do auta.
-Już się boję co tym razem wymyśliłeś. - zachichotała cicho.
-Bądź grzeczna to się dowiesz. - zawiązałem jej oczy przepaską.
   Jechałem dłuższa trasą,  żeby nie domyśliła się, gdzie ją wiozę. Krążyłem między uliczkami mista, a ona wciąż powtarzała: „Daleko jeszcze?”. Jak jakaś starta płyta. Na miejsce dowiozłem ją po około dwudziestu minutach. Wyskoczyłem z auta, aby otworzyć jej drzwi.
-Gdzie jesteśmy?
-Możesz ściągnąć przepaskę.
-Marcel...-zakryła twarz dłońmi- To jest nasza restauracja? Tak dawno razem tu nie byliśmy, już tak dawno wspólnie nie jedliśmy.
-Zapraszam do środka madame.-otworzyłem drzwi i zaprosiłem ją ręką do środka.
-Stolik na nazwisko Styles.-zwróciłem się do kierownika sali.
-Już sprawdzam.-przejechał palcem po księdze na kontuarze.
-Co dziś jemy?-zapytała mnie mama.
-Zobaczysz.
-Wszystko się zgadza. Zapraszam do stolika.
    Lawirowaliśmy między stolikami idąc za wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną. Zaprowadził nas do stolika. Został on przygotowany tak jak o to poprosiłem. Czerwony obrus, zapalone świece i nastrojowa muzyka. Miałem nadzieję, że jej się spodoba. Myślała pewnie, że zapomniałem o jej święcie. Kelnerka w idealnym momencie przyniosła mi bukiet czerwonych róż, który wcześniej zamówiłem.
-Marcel pamiętałeś?-odwróciła się do mnie, a jej oczy lśniły.
-Oczywiście, że pamiętałem.-wręczyłem jej kwiaty- Nie mogłem o tym zapomnieć.
-Jesteś taki kochany.-zarzuciła mi ręce na szyję.
-Może już usiądziemy?
-Kocham Cię.
-Ja ciebie też.
    Spożywaliśmy kolację we dwoje. Towarzyszyły nam śmiechy i całkiem dobre poczucie humoru. Cieszyłem się jak dziecko tym, że sprawiłem jej tak ogromną przyjemność. Na okrągło mówiła jak bardzo dziękuje mi za taką niespodzinkę.
-To było urocze. Jeszcze raz Ci dziękuje.-powtórzyła jeszcze raz jak wychodziliśmy z restauracji.
-Wiem. Już mi to mówiłaś dzisiaj.-śmiałem się otwierając jej drzwi od auta.
-To co będziemy dziś jeszcze robic?
-Jedziemy do domu. Tam oglądniemy sobie jakiś film.-ukazałem dołeczki w policzkach.

    Ann zmęczona dniem zaległa na kanapie przed telewizorem. Ja skierowałem się do kuchni. Przygotowałem miskę popcornu, do innej nasypałem żelki, a w trzeciej wyłożyłem ciastka. Szklanki napełniłem sokiem jabłkowym i wszystko zabrałem na tacy do salonu. Położyłem na ławie tuż obok nóg mojej mamy.
-Co wybrałaś?
-Myślałam nad „Charlie St.Cloud”.-pokazała na płyte w jej dłoni.
-Świetny wybór.-podszedłem do DVD i załączyłem film.
    Wygodnie rozsiedliśmy się na kanapie i zaczęliśmy oglądać pochłaniając przygotowane wczesniej pyszności.
    Film był o szesnastoletnim Charlie'm St. Cloud, który cudem uniknął śmierci w wypadku samochodowym. Jego młodszy brat, Sam, umarł podczas reanimacji. Mijały lata, a Charlie wciąż mieszkał w rodzinnym miasteczku w Nowej Anglii. Kosił trawniki i dbał o groby na starym cmentarzu, gdzie pochowano Sama. Po wypadku został obdarzony zadziwiającą zdolnością: mógł widywać zmarłego, rozmawiać z nim, a nawet grać z duchem Sama w baseball.
Pewnego dnia w jego zorganizowane życie wkracza Tess Carroll, wspaniała i silna młoda kobieta, planująca samotny rejs dookoła świata. Niepowtarzalne uczucie, które ich połączyło, stało się początkiem dramatycznych zdarzeń, prowadzących do wyboru między śmiercią i życiem, przeszłością i przyszłością, przyzwyczajeniem i zmianami.
-I jak?
-Myślę, że to fantastyczny film. Muszę go oglądnąć z Amandą.
-Ann, Mam do Ciebie pytanie.
-Słucham.-podniosła się z mojej klatki piersiowej i spojrzała mi w oczy.
-Co się stało z Markiem? Rozstaliście się? Mam nadzieję, że wszystko okey.-ująłem jej dłoń.
-Słuchaj...-mocniej ścisnęła moją rękę-To skomplikowane. To...To takie, eh.-otarłem łzę spływającą po jej policzku. Mocno wtuliła się we mnie i zaczęła szlochać. Już dawno nie widziałem jej w takim stanie. Nie pamiętam kiedy ona płakała, aż tak bardzo. Odsunęła się i nabrała dużo powietrza.- Marka już nie ma. Umówilismy się, a on mnie wystawił. Rozumiesz, zwyczjnie mnie wystawił. Myślałam, że to fantastyczny facet, ale widocznie się pomyliłam. Nie wiem co zrobiłam nie tak. Zwyczajnie przestał mnie kochać? To wszystko mnie przytłacza. Myślałam, że nam się ułoży. Myślałam, że będzie jak w bajcie. Jednak dalej się nie nauczyłam, że życie to nie "love story". Mam Ciebie i to mi chyba wystarczy.-przyciągnąłem ją do siebie i mocno przytuliłem.
-Co za dupek. Obiecał mi, że nigdy cię nie skrzywdzi. Mówił, że mu zależy. Znów się zawiodłem. Co za palant. Jak do dorwę to mu nie daruję! Jebany skurwysyn. Mordę mu tak obiję, że własna matka go nie pozna, a najlepszy chirurg będzie miał problem z poskładaniem go w całość. Parszywa świnia! Nie odpuszczę mu!
   Wszystkie emocje skumulowały się we mnie i przybierały na sile. Miałem wrażenie, że zaraz wybuchnę jak tykająca bomba. Cudownym dopełnieniem wieczoru był sms, którego najmniej się teraz spodziewałem:


"A może odszedł z tego świata?"
-M

   ŻE CO PROSZĘ!? Odszedł z tego świata? Nie możliwe, że on go zabił. Byłby w stanie się do tego posunąć, żeby pokazać mi że bliscy będą cierpieć przeze mnie? Wątpię, żeby podjął tak ryzykowny krok. A może... To by było bez sensu. Zbyt by się naraził. Wiedziałby, że będę prowadził dochodzenie na własną rękę. A moze o to chodzi? Może chce się ujawnić, a może podłoży mi nogę? Sam już nie wiem co mam na ten temat myśleć. Jest na tyle groźny? Może chce skrzywdzić mnie, ale dlaczego wykorzystując moich bliskich?
 
_________________________________________

   Witajcie kochani! Dziękuję za tyle wyświetleń! Tak jak obiecywałam rozdział dziś się pojawił. W gipsie jestem do 5 maja i jestem już po egzaminach, wiec mam teraz mnóstwo czasu, żeby pisać rozdziały. Myślę, że teraz jak mam już luz to rozdziały będą się pojawiać co trzy dni. 
   Po raz kolejny apeluje do was o komentarze. Jest ich naprawdę mało. To mnie smuci kiedy ja dodaje rozdział, a komentarze się nie pojawiają. Największy szał to są 3 komentarze. Bardzo was proszę, żebyście dali znak, że przeczytaliście. Wasza wypowiedź mnie  na pewno zmotywuje, bo wiem, że mam dla kogo to pisać. Jeszcze większa ochota mnie nachodzi jeżeli odpowiadacie na moje pytania pod rozdziałami. Proszę was, bądźcie aktywni!
   A jak wam się podoba dwunastka? Poszlibyście normalnie do pracownicy w sklepie i poprosili o radę tak jak zrobił to Marcel? Kto z was myślał, że Hazza jest taki romantyczny? Czy "M" Zrobił coś Markowi? Czy Nasz bohater będzie prowadził śledztwo?
   Czekam na wasze odpowiedzi :D

9 kwietnia 2014

Ważne!

Przepraszam was!

Nie chciałam tego robić, ale niestety muszę.
Zawieszam bloga do 26 kwietnia. Wszyscy doskonale wiecie, że chodzę do trzeciej klasy gimnazjum i mam w tym roku egzaminy. Niestety teraz mam tyle powtarzania, że nie mam kiedy pisać rozdziałów i ich dodawać. Bardzo was proszę, żebyście się nie gniewali na mnie. Nie wiedziałam, że będzie tyle nauki! Obiecuję wam, że 26 kwietnia pojawi się kolejny rozdział i wznowię pisanie. Proszę was o cierpliwość i wyrozumiałość. Jeszcze raz przepraszam.


 <3

6 kwietnia 2014

Rozdział jedenasty

CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Przeczytaj notkę pod rozdziałem <3







-Odwal się!-odepchnąłem go i owinąłem się ręcznikiem w pasie, po czym odwróciłem się do niego tyłem kierując się do szatni.

-Coś ty powiedział.-chwycił mnie za prawy bark i pociągnął.

Odruchowo ująłem lewą ręką jego nadgarstek, obróciłem się i wykręciłem mu rękę tak, że klęczał u moich stóp.

-Powiedziałem, żebyś się odwalił.

-Dobra.-puściłem go i na powrót się odwróciłem.

   Poczułem, że coś chwyta mnie za prawą kostkę u nogi. Szybko wykonałem zwrot na lewej nodze i uścisk się zluźnił. Ja nie wahając się pchnąłem prawą nogę ku jego twarzy i zadałem cios, czym rozwaliłem mu nos. Upadł na podłogę, a woda momentalnie zabarwiła się na bordowy kolor.

-Jak ty to zrobiłeś?-padło pytanie z grupy obserwujących.

-Ty gnoju! Odpłacę ci się!- pluł krwią.

-Spróbuj, a skończysz tak samo.- poszedłem do szatni.

   Po chwili dopiero do mnie dotarło co się stało. To były sekundy. Ten cios zadany nogą, ułamek sekundy. Jak to się stało? Ja jeszcze pamiętam takie rzeczy? Przecież to nie możliwe. Tyle czasu nie walczyłem i teraz takie coś. Ty debilu miałeś nie rozrabiać! Idź tam do niego, bo Cię wywalą ze szkoły! Musisz go opatrzyć! Nie wracaj tam! Będą się śmiali, że tchórzysz! On nic nie piśnie jeśli jest taki za jakiego się uważa! Mam taki mętlik...

-Hej.-wyrwało mnie z kłótni w mojej głowie.

-Hej.

-Mamy do ciebie parę pytań.-zaczął Jack.

-No dobra. Jak będę umiał odpowiedzieć to jasne.-zebrała się większa grupka.

-Jak to było z tą twoją przemianą? Jak zrobiłeś te tatuaże? Czemu się tu przeprowadziłeś?

-No i jak wyrwałeś tą laskę, którą mało kto zna?-dodał James.

-Po pierwsze to ta laska ma na imię Karoline. Jest rok starsza i się ostatnio zmieniła, tak jak ja. Kojarzycie taką laskę w babcinych sweterkach, z aparatem na zębach i lubiącą się uczyć. Ma dwóch zajebistych przyjaciół, takich chłopaków?- kiwnęli głowami na tak- To właśnie jest ona.

-Jaja sobie robisz!?

-Nie.

-Jak Ci się udało ją wyrwać?

-Normalnie. Samo wyszło. Nawet się nie starałem za bardzo. Wpadłem na nią w szkole i odświeżyliśmy kontakt.

-A te tatuaże? Są zajebiste.

-Też je lubię. Robiłem je w poprzednim mieście. Mam, a raczej miałem tam zaprzyjaźnionego kolegę tatuażystę. Pierwszy tatuaż zrobił mi na szesnastkę. Moja mama jak do zobaczyła to wpadła w szał, że oszpecam sobie ciało. Chciała mi dać szlaban, ale wiedziała, że to nic nie da. Jakiś tydzień później zrobiłem następny. No i tak szło po kolei. Moja piękna bajka skończyła się tuż po tym jak wpakowałem się w małe bagno z gangami w poprzednim mieście i musiałem wyjechać. Takie zarządzenie sądu.

-Sądu? Gangi? Styles coś Ty zrobił?

-Ogólnie to nic wielkiego. Chciałem wyciągnąć z tego bagna dziewczynę przyjaciela i za bardzo się w to wepchałem. Dostałem drobną karę jaką była zmiana miasta, wyglądu i dobre wyniki w nauce. Musiałem się dostosować.

-Beznadziejnie. Chociaż z drugiej strony zajebiście, bo możemy Cię poznać.

-To by wyjaśniało też, gdzie nauczyłeś się tak dobrze bić.

-Uznam to za komplement.-pomieszczenie zalała fala śmiechu.

-Czyli to tyle z twojej historii?

-No tak. Za ciekawa nie była, wiem. Wybaczcie, ale muszę spadać do domu się uczyć.-zabrałem swoją torbę.

-Jasne. Teraz jesteś spoko. A i Willem się nie martw. Jak coś to staniemy w twojej obronie. Przesadził co do tej twojej dziewczyny.

-To nie...-urwałem.

-No to spadaj do książek.-zaśmiał się James



   Po powrocie do domu przysiadłem do książek na chwilę. Moja mama jeszcze robiła obiad, więc miałem trochę czasu. Założyłem na siebie tylko luźne, szare dresy i bluzę z nike. Miałem mieć jutro ciężki dzień w szkole, ale mama mi odpuściła i powiedziała, że mogę nie iść. Jednak wymyśliła, że pójdziemy na zakupy, bo coś potrzebuje dla siebie. W sumie to mi też by się coś nowego przydało. Może odświeżyłbym swój styl. To nie jest głupi pomysł. W każdym razie uczyłem się na piątek, bo miała być jakaś kartkówka z chemii.

-Marcel obiad!-usłyszałem wołanie Ann z dołu.

-Idę!

W drodze na posiłek dostałem sms:

Wpadnę dziś, pouczymy się, a potem może komedia? ;)”

Pośpiesznie naskrobałem na ekranie odpowiedź:

Jasne! Jestem za! :3”

Schowałem telefon do kieszeni i przekroczyłem próg pomieszczenia.

-Co dziś na obiad? Ładnie pachnie.

-Na obiad mamy roladki w płatkach zbożowych, sałatkę warzywną i purée ziemniaczane.-wskazała na parujący posiłek.

-Zapomniałaś o czymś do picia.-zażartowałem podchodząc do lodówki.

-Oh... Faktycznie.

-Też chcesz sok pomarańczowy?

-Tak możesz nalać.

Sięgnąłem do szafki po dwie szklanki i nalałem. Postawiłem szkło na stole, a obok sok.

-To opowiesz mi co było dzisiaj w szkole?

-No w sumie nic ciekawego nie było. Ćwiczyłem dzisiaj na zajęciach z wychowania fizycznego. Chłopaki mnie polubili i powiedzieli mi, że jestem całkiem spoko. Na szczęście nie mam czym się stresować.

-No to się cieszę.

-Mamo to jest pyszne!-powiedziałem tuż po wzięciu pierwszego kęsa do ust.

-Cieszę się, że Ci smakuje. Doceniam to.

-Czy mi kiedyś coś twojego nie smakowało?

-W sumie... Było coś. Pamiętasz jak zrobiłam taką zieloną papkę jako jakiś sos czy dodatek do czegoś?

-Nie bardzo.-zmarszczyłem czoło usiłując sobie to przypomnieć.

-To inaczej to ujmę. Pamiętasz jak jadłeś coś może z rok temu i potem przez pół godziny nie wychodziłeś z toalety, bo twój żołądek tego nie chciał przyjąć?

-O... To było to. Tak pamiętam, to było najgorsze pół godziny w moim życiu.-zaśmiałem się.

-Jednak coś Ci mojego nie posmakowało.

-To był jeden jedyny raz. Wtedy dopiero zaczynałaś wchodzić na wyższe stopnie gotowania. Teraz jesteś już chyba mistrzynią.

-Marcel, bo się zarumienię.-wybuchliśmy śmiechem-Jakieś plany na dzisiaj?

-Schodząc na dół dostałem sms od Crazy, że wpadnie. A co z chłopakami to nie wiem.

-Crazy?-podniosła wzrok znad talerza.

-Karoline. Nie mówiłem Ci, że ma taką ksywkę?

-Nic nie wspominałeś. Jakbyś coś powiedział to nie pytałabym się jak głupia o co chodzi.

-Dobra.-podniosłem ręce w geście poddania.

-Dzień dobry! Hazza gdzie się ukrywasz!?-rozległ się krzyk brunetki, która najwyraźniej sama wparowała do domu nie dzwoniąc do drzwi.

-Jesteśmy w kuchni.-odezwałem się.

-Dzień dobry.

-Hej Karoline. Mówisz na niego Hazza?

-Tak jakoś wyszło, że wymyśliłam akurat taką ksywkę.-oparła się o ścianę.

-Całkiem ładnie. Co będziecie robić?

-Myślałam, że się pouczymy trochę razem. A potem dołączą do nas Zack i Nialler.-wskazała na torbę pełną książek na jej ramieniu.

-Ale ty chyba jesteś rok starsza, to jak chcecie się uczyć tego samego?-skierowała do niej pytanie, równocześnie wkładając talerz do zlewu.

-Powiedziałam, że będziemy się uczyć razem, a nie tego samego Ann. Po prostu dobrze mi się uczy w czyimś towarzystwie.

-Tylko macie mi się uczyć, a nie rozmawiać i się wygłupiać.-pogroziła mi palcem jak małemu dziecku.

-Dobrze. Postaramy się skupić na nauce, chociaż to będzie trudne przy niej.-klepnąłem brunetkę w tyłek i wyszedłem.

-Ej! Co to było!?-słyszałem tylko jej oburzenie w głosie, a potem poczułem jak wskakuje mi na plecy.

-O! Możesz uprzedzać, że biegniesz i masz takie zamiary. A co jakbym się wywrócił?

-Nie marudź! Zanieś mnie na górę.

-Dobrze księżniczko.



   Już chyba z godzinę się uczyliśmy. Znaczy ona się uczyła. Ja co chwilę odrywałem wzrok od książki i wpatrywałem się w nią. Nie mogłem się zupełnie skupić na materiale, który miałem powtarzać na piątek. Szkoda, że ona się we mnie tak nie wpatruje.

-Chłopaki będą za jakieś pięć minut.-powiedziała zerkając na telefon.

-No oki. A mają jakiś film, czy znowu ja mam coś wybierać?

-Okaże się, bo nic mi nie napisali na ten temat.

-Jak tam powtarzanie?

-W sumie dobrze, bo chyba już wszystko umiem.

-Ja chyba też.-uśmiechnąłem się.

-Chyba zajęło im to mniej niż pięć minut, bo już są na schodach.

-Jak...-urwałem pytanie, gdy chłopaki weszli do pomieszczenia.

-Hi.

-Przynieśliśmy film.-wskazał na opakowanie Zayn.

-Czy to jest EuroTrip?-otwarłem szerzej oczy.

-Tak. Coś z nim nie tak?

-To jest mój ulubiony film. Uwielbiam go oglądać!

-No to chłopaki trafili w twój gust.

-Zajmuję łóżko!-krzyknąłem rzucając się na nie.

-To my wylądowaliśmy przed łóżkiem Nialler. Zapowiada się pikantnie.-objął go ramieniem.

-Dlaczego wy mnie na to skazujecie?-zwrócił się do mnie i brunetki blondasek.

-Nie wybrzydzaj. On nie jest taką przeciętną partią znowu.-zażartowała.

-Choć tu do mnie. Pobaraszkujemy razem.-Zayn poklepał miejsce koło siebie.

-Usiądę obok Ciebie pod jednym warunkiem. Nie dotkniesz mnie palcem.-czarnuszek wywrócił tylko oczami i kiwnął głową na tak.

   Film minął mi w bardzo głośnej atmosferze. Wszyscy śmialiśmy się z filmu, a raczej bardziej ze śmiechu Nialla. On wybuchał śmiechem z niewiadomego powodu, ale my mimo to się śmialiśmy. Karoline się nie pomyliła mówiąc, że jego śmiech jest bardzo zaraźliwy. Ja razem z brunetką spędziłem cały czas na przytulaniu i obdarowywaniu się delikatnymi pocałunkami. Chłopaki zaś pogodzili się może po pięciu minutach od rozpoczęcia filmu i tarzali się ze śmiechu na podłodze. Oczywiście nie obyło się bez docinków z ich strony co do naszej pary, ale bardzo szybko za to dostawali. Raz rzucaliśmy w nich poduszkami, innym razem dostali garścią popcornu. Ogólnie nie było jak narzekać na nudę. Przy nich nie da się nudzić. Cieszę się, że wepchnąłem się w tą chorą paczkę przyjaciół.

-My chyba będziemy już spadać.-odezwał się Niall patrząc na Zayna.

-To zabierzecie mnie ze sobą?-zapytała się brunetka.

-Myślałem, że zostaniesz jeszcze chwilę i pogadamy.

-Dum-dum-dum. Zaczyna się groźnie.-zaśmiał się farbowany.

-To ja was odprowadzę na dół.-podniosłem się z miejsca.

-Tylko macie mi być grzeczni. Żadnych igraszek.-zakpił ze mnie Zayn tuż po wyjściu z pokoju.

-Żadnych dzieci.-dodał blondyn.

-Bardzo zabawne. Idźcie już sobie.-otwarłem drzwi.

-Pa.

-Nara.

Szybko wróciłem do pokoju, aby porozmawiać z dziewczyną.

-To co to za ważna rozmowa?-zaczęła siadając po turecku na łóżku.

-Chciałem porozmawiać o tym co jest między nami.

-No to wal śmiało. A jakie dokładnie masz do mnie pytania?

-Naprawdę podchodzisz do tego z taką lekkością? Ja szczerze mówiąc trochę się stresuje tą rozmową. Nie wiem od czego mam zacząć. Hm... Może od tego co nas łączy? Bo tak prawdę mówiąc ja nie mam bladego pojęcia jak to jest. Jesteśmy para? A może tylko bardzo bliskimi przyjaciółmi?

-Przyjaciółmi to my jesteśmy na pewno. Jednak po dłuższym zastanowieniu ja nie wiem czy my jesteśmy parą. Łączy nas coś więcej, ale...-spuściła głowę.

   Bez chwili zawahania podniosłem ją za podbródek i spojrzałem w jej, jakby szklane, oczy. Przybliżyłem twarz do jej tak blisko, że stykaliśmy się czołami. Delikatnie musnąłem jej usta zapraszając ją do kontynuacji. Jednak ona delikatnie pocałowała mnie w policzek i wtuliła się we mnie. Objąłem ją w pasie i położyłem nas na łóżku. Leżeliśmy tak i wpatrywaliśmy się w siebie. Gładziłem jej plecy, chcąc w jakikolwiek sposób jej ulżyć. Chciałbym wiedzieć co w tamtym momencie roiło się w jej głowie, tak bardzo chciałbym jej pomóc.

-Będziecie coś jeść?-uchyliła drzwi do pokoju moja mama.

-A robisz kolację?

-Tak. Pomyślałam, że wam coś zrobię smacznego.

-I co wymyśliłaś?

-Kolorowe kanapki.

-Brzmi ciekawie i smacznie.-powiedziała Karoline i dało się usłyszeć głośne burczenie w jej brzuchu.

-Jest pyszne, a ty jesteś głodna.-zwróciłem się do niej i odpowiedziałem Ann- Już idziemy mamo.

   Puściłem dziewczynę i wstałem z łózka. Ona jeszcze leżała i patrzyła prosto na mnie. Wspierała się na łokciach i śledziła każdy mój ruch po pokoju. Podszedłem do drzwi i chwyciłem za klamkę, a ona szybko się poderwała i podbiegła do mnie. Ujęła moją dłoń i pociągnęła po schodach na dół. Lubiłem jak trzymała moją dłoń, to było przyjemne uczucie. Zajęliśmy swoje miejsca przy stole,a mama podała nam posiłek.

-To to są te „kolorowe kanapki”.

-Tak, a coś nie tak?-zapytała moja mama.

-Nie, wszystko w jak najlepszym porządku.

-To o co chodzi skarbie?

-Bo to wygląda tak smakowicie, że aż żal mi to zjeść. Te piękne kanapeczki. Szynka, ser, ogórek, pomidor, i mnóstwo innych warzyw. Mogę prosić herbatkę?-zwróciła się do mnie.

-Jasne. Już Ci zrobię.-podniosłem się z krzesła.

-Fajnie się oglądało film?-zaczęła Ann.

-Tak. Był bardzo zabawny. Dużo śmiechu i wspaniale spędzony czas ze znajomymi.

-To się cieszę.

-Mam Cię odwieźć do domu?-rzuciłem do dziewczyny.

-Nie, nie trzeba. Przejdę się i dotlenię.


   Ten dzień był bardzo ciężki i męczący. Poszedłem pod prysznic i wciągnąłem na siebie piżamkę. Szybko wskoczyłem do łóżka i przyłożyłem głowę do miękkiej poduszki. Nim się zorientowałem odpłynąłem do krainy Morfeusza. 
Have a nice day :D

___________________________________________

   Hej słoneczka! Na wstępie dziękuję za ponad 1000 wyświetleń. Jesteście kochani!
Pogoda się poprawia, a ja wylądowałam w gipsie. Miałam w tym tygodniu jechać na rolki z koleżanką, a złamałam sobie nogę. Przepraszam was strasznie, że nie dodaję rozdziałów, ale zwyczajnie nie mam czasu ich pisać. Myślałam, że prowadzenie tego bloga będzie prostsze... Niestety jestem w trzeciej klasie gimnazjum i mam okropnie dużo nauki przed egzaminami i każdy nauczyciel powtarza: "Masz to umieć i nie interesuje mnie, że masz inne rzeczy do nauki". Każdy myśli, że jego przedmiot jest najważniejszy. Totalny bezsens!
   Co do rozdziału to ja uważam, że jest beznadziejny. Gorzej chyba być już nie mogło. ale co wy uważacie? Jak po tej rozmowie będzie między Marcelem a Karoline? Czy Marcel się zakochał i nie chce się przyznać przed samym sobą? A może brunetka nic do niego nie czuje? Czy Marcel poniesie konsekwencje wybryku w szkole? 
Odpowiadajcie!