Przeczytaj notkę pod rozdziałem
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
xoxo
Obudziły mnie wiadomości w telewizji. Podniosłem ociężale jedną powiekę i zorientowałem się, że nadal jestem w salonie. Widocznie musiałem zasnąć na kanapie, a mama nie chciała mnie budzić i przykryła mnie tylko kocem.
W
telewizji gadali jakieś ploteczki na temat gwiazd z Los Angeles, coś
wspominali o nowym filmie wchodzącym do kin i jakimś rozwodzie.
Jak zawsze to samo - totalna nuda i bzdury. Ciągle gadają o
romansach wśród gwiazd albo o tym co zrobił Bieber. Już mi się
to wszystko przejadło.
Spojrzałem
na zegarek w telefonie 6:30.”Co
ja tak wcześnie wstałem?”
Przeszło mi przez myśl. Zwlokłem się z kanapy i powędrowałem do
łazienki. Postanowiłem wziąć prysznic. Dobre orzeźwienie po
ciężkiej nocy na kanapie. Delikatne strużki wody badały każdą
część mojego ciała. Spływały niczym błogi dotyk kobiety.
Niestety, wszystko co piękne kiedyś się kończy. Skierowałem się
do szafy i dzisiaj postawiłem na nowo zakupione ciuchy: czarne
AirMaxy i bordową koszulkę z napisem „Fuck You”, do tego
założyłem ulubione czarne rurki z dziurami na kolanach. Po
wciągnięciu na siebie ubrań spakowałem książki do torby i udałem
się do kuchni po jakieś pożywne śniadanie.
-Co
dziś jemy? - zadałem pytanie wchodząc do kuchni. - Mamo!? - cisza w
całym domu.
Rzuciłem
okiem na lodówkę i wszystko zrozumiałem:
„Musiałam
wcześniej wyjść do pracy, a ty byłeś pod prysznicem.
Buziaki,
Ann „
-No
to musisz sam zrobić sobie śniadanie. - gadałem sam do siebie z
uśmiechem na twarzy.
Wyciągnąłem
mleko i płatki. „Coś
na szybko!”
miałem tylko 15 minut do rozpoczęcia lekcji, więc szybko spożyłem
posiłek i wyszedłem. Była ładna pogoda jak na Holmes Chapel,
trochę tylko wiało, ale szara bluza idealnie się sprawdzała.
Spokojnie kroczyłem sobie chodnikiem ze słuchawkami w uszach, gdy
nagle poczułem coś mokrego na nosie. Przetarłem go i „woda?”.
Spojrzałem na chodnik, który powoli zaczynał ciemnieć pod wpływem
spadających kropli deszczu. „A
miało być tak pięknie!”. Bez
chwili zastanowienia zacząłem biec. Wpadłem do szkoły zdyszany i
cały mokry. „Po
co ty się myłeś debilu jak pogoda i tak Cię zmoczyła!?”.
Na pierwszą lekcję nie poszedłem, bo jak wejdę taki mokry do
klasy? Otworzyłem swoją szafkę i wyciągnąłem jakąś zapasową
bluzę oraz szare dresy. Udałem się do łazienki w celu zmienienia
przemoczonych ubrań. Zamknąłem za sobą drzwi i oparłem się o
umywalkę dla chwili odpoczynku po moim maratonie. Gdy ściągałem
koszulkę usłyszałem, że ktoś wchodzi do pomieszczenia. Zbytnio się
tym nie przejąłem, bo spodziewałem się chłopaka, lecz gdy się
odwróciłem zobaczyłem Miriam.
-Jezu! - chwyciłem
się umywalki, żeby się nie wywrócić - Przestraszyłaś mnie.
-Przepraszam...
-Co
ty tu robisz? - powoli wracałem do normalnego stanu.
-Nie
mów do mnie tak oschle. - spuściła głowę w dół.
-O
co ci chodzi?
-Ja...Ja
chcę... - podeszła bliżej, a ja stałem jak sparaliżowany. Nie
wiedziałem co chce zrobić, co chce powiedzieć, byłem
zdezorientowany. Przysunęła się do mnie i przytuliła. Dopiero
teraz przypomniałem sobie, że stoję bez koszulki, teraz gdy jej
łzy spływały po moim torsie. Oderwałem się od niej i pośpiesznie
założyłem ubranie.
-Co
ty robisz!? - wrzasnąłem.
-Jesteś
mokry... Szedłeś w tym deszczu? - spojrzała na dresy leżące na
blacie i podała mi je - Przebież się, bo zachorujesz.
-Mogę
przeszkodzić? - jakiś chłopak stanął w drzwiach.
-Wypierdalaj
stąd jak nie chcesz mieć obitej mordy! - wrzasnąłem w jego
kierunku.
-Marcel... - wypowiedziała
ledwo słyszalnie, a chłopak zniknął z mojego pola widzenia.
-Co
ty odwalasz!? - znów mówiłem do dziewczyny.
-Idź,
a ja zaczekam. - wskazała na jedną z kabin.
Szybko
wszedłem i zmieniłem spodnie.
-Powiesz
mi wreszcie po co za mną tu przylazłaś? - składałem mokre rzeczy.
-Jak
zawsze musisz mieć porządek wszędzie. - powiedziała delikatnie
usiłując się uśmiechnąć.
-Do
cholery przestań zmieniać ciągle temat! Po jakiego chuja tu
przylazłaś za mną!? - teraz już nie mogłem powstrzymać swojej
złości. Przekroczyła wszelkie możliwe granice.
-Nie...- odwróciła
się i chciała wyjść, ale chwyciłem ją za nadgarstek i
szarpnąłem mocno, aby skończyła ze mną rozmowę.
-Nie
odwracaj się do mnie tyłem jak rozmawiamy rozumiesz? - wycedziłem
przez zęby z dużym naciskiem na ostatnie słowo.
-Marcel
to boli. - spojrzała na mnie swoimi dużymi oczami, które teraz były
zaszklone od wzbierających się łez, a makijaż spływał jej po
policzkach.
Skierowałem
wzrok na jej nadgarstki, które teraz kurczowo trzymałem. W miejscu
uścisku jej skóra, aż zbielała. „Puść
ją debilu!”, „Zrobisz jej krzywdę!”,
coś we mnie krzyczało lecz ktoś inny podpowiadał „A
jak ona obściskiwała się z Li na imprezie to było dobrze? Też
Cię zraniła wtedy!”.
Potrząsnąłem głową i puściłem jej ręce, nadal nie wierząc w
to co właśnie się tutaj rozegrało. Skąd we mnie tyle agresji?
Przecież ja nigdy taki nie byłem.
Biedna
dziewczyna pocierała teraz obolałe nadgarstki.
-Powiesz
mi po co tu przyszłaś za mną, czy nie? - starałem się być
spokojny.
-Marcel
dlaczego ty mnie tak traktujesz? Co ja Ci takiego zrobiłam. Po tej
imprezie u Matta totalnie mnie olewasz. Poza tą swoją laską w
szpilkach, która łasi się do ciebie na każdym kroku świata nie
widzisz. A tak zapomniałam o tych twoich marnych dwóch przyjaciołach
jak im jest? Nawet nie wiem jak mają na imię. To śmieszne!
Potraktowałeś mnie jak zwykłą szmatę! Myślisz, że jak ja
się czuję? Na mojej imprezie byłeś sobą tamten chłopak był
wspaniały! Teraz robisz z siebie przeciętnego chłopaka. Myślałam,
że chcesz być wyjątkowy. Jednak się pomyliłam, bo ty wolisz
puste cizie!
-Nie
mów tak o niej! Nie wiem kto powinien się nazywać pustą cizią!
Zapytaj się może swojego ukochanego co wyrabialiście razem jak
wparowaliście do jednego z pokoi u Matta na imprezie. Wydawało mi
się, że całkiem dobrze się bawiliście w swoim
towarzystwie! - wrzasnąłem przybliżając się do niej.
-O
czym ty mówisz? Skąd niby możesz wiedzieć co ja i z kim robiłam
i pieprzyć o jakimś pokoju i gościu, z którym rzekomo się
bawiłam? Od kiedy pan Styles słucha plotek.
-Jaka
ty jesteś nie domyślna. To ja byłem w tym pokoju! To ja Cię z nim
widziałem! To ja rozumiesz! To ty jesteś tutaj pusta!-zabrałem
swoje rzeczy i byłem przy drzwiach, gdy ona zadała to cholerne
pytanie.
-Kim
był ten koleś? - zamknąłem oczy próbując powstrzymać łzy i
złość, która się we mnie wzbierała.
-Payne...-szepnąłem
ledwo słyszalnie i wyszedłem na korytarz.
Tyle
co dotarłem do swojej szafki i zabrzmiał dzwonek na przerwę. Przy
mojej szafce pojawiła się Crazy i obradowała mnie soczystym
buziakiem w policzek.
-Hej! - objąłem
ją w pasie i mocno przytuliłem do siebie.
-Coś
się stało?
-Pogadamy
o tym później dobrze słonko?
-Jak chcesz.. - puściła mi oczko i poszła w kierunku swojej
klasy.
Na
lekcjach usiłowałem się skupić, ale za cholerę nie mogłem to
było silniejsze. Nadal miałem w głowie sytuację z rana. Co było
powodem tego, że tak agresywnie zachowałem się co do Miriam?
Rozumiem, że mogłem się zdenerwować, czy nawet wrzeszczeć na
nią, ale żeby zrobić jej krzywdę. Mam nadzieję, że ona tego
nikomu nie powie i nie zrobi wielkiej afery z tego powodu. „Może
powinna pójść z tym do dyrektora?”. Co ty pierdolisz? Do dyra z
tym? Przecież wylecisz ze szkoły jeśli on się o tym dowie. Zacznie
się wielka afera, wypytywanie Miriam czy do był jedyny raz. To
byłaby masakra jeśli ona coś komukolwiek powie. Byłbym skończony,
a Ann znowu byłaby na mnie wściekła i straciłbym z nią ten
wspaniały kontakt.
Jednak
co jest przyczyna tego zachowania? Kiedy ja się zrobiłem taki
agresywny? Najpierw William, teraz Miriam... Kto następny!? Przez
kogo... Czy to możliwe, że popadam w jakąś paranoję przez „M”?
Nie, to nie możliwe. Zrobiłbym się taki tuż po tym jak zacząłem
dostawać te wszystkie groźby. Co ja tak główkuję? „Przecież
nic wielkiego się nie stało, przecież się kontrolowałeś”.
Może i tak....
Dzwonek
na przerwę zabrzmiał i spokojnie mogłem wyjść. Dwie lekcje jakoś
przeżyłem, zostało tylko parę. Opuściłem klasę śmiejąc się
z Andym.
-Idziemy
na stołówkę coś zjeść? -zaproponował.
-Jasne.
Poznam Cię z moimi przyjaciółmi. - skierowaliśmy się w stronę
naszego celu.
-Jak
mogłeś mnie tak potraktować gnoju! Co ty sobie myślałeś, że o
niczym się nie dowiem!? Jesteś egoistą! Dupkiem! Nie masz duszy
ani sumienia! Lecz się psychopato! Jesteś parszywą świnią! Oby
Cię jakaś dziewczyna potraktowała tak samo podle jak ty
potraktowałeś mnie. - Miriam wrzeszczała w stronę Li.
-Uspokój
się. - chwycił ją za ramię, a ona gwałtownie się odsunęła od
niego.
-Nie
dotykaj mnie! - wymierzyła mu siarczysty policzek.
Kate
wzięła Mitsu pod rękę i ruszyły w naszym kierunku. Dziewczynie
makijaż spływał po twarzy. Już drugi raz widzę ją dziś w tym
stanie. Przeszły koło nas i wszystko działo się w zwolnionym
tempie. Kosmyki jej włosów powiewały jak na wietrze, twarz lekko
opuchnięta, oczy czerwone od wylanych łez. Tuliła się do
przyjaciółki w nadziei, że znajdzie u niej schronienie. Jej ciało
drżało jakby wyszła z lodowatej wody. Podniosła na mnie swoje
cudowne, zielone oczy i widać było w nich skruchę. Kate jak zawsze
podła i nie miła dla mnie spojrzała tylko kątem oka i wywróciła
oczami. Miriam na powrót zwróciła się do przyjaciółki i czas
ruszył...
-Co
to było? - szturchnął mnie Andy.
-Kłótnia
zakochanych. - zakpiłem wymuszając uśmiech.
-Wszystko
z tobą okey?
-Tak.
Jakby nie mogli się kłócić poza szkołą, tylko urządzają takie
żałosne scenki. - ruszyliśmy.
-Tu
się z tobą zgodzę. Chociaż poza szkoła też się kłócą.
-Jak
to? - potrząsnąłem głową próbując zrozumieć co do mnie
powiedział.
-Jak
biegałem ostatnio to ich widziałem. On chyba przyszedł pod jej
dom, kłócili się, ona nie chciała go wpuścić do domu, a on na
siłę chciał ją pocałować. Zresztą to nie moja sprawa co się
między nimi dzieje. - wzruszył ramionami.
-Mhm...- Zgodziłem
się z nim. „Może to powinno mnie zainteresować?”
Tak
prawdę mówiąc to byłem rozdarty na dwie części. Jedna mówiła
„Zainteresuj się tym”, druga zaś „To nie twoja sprawa”. To
było ciężkie, bo Miriam i Karoline wiele dla mnie znaczą. Nie
mogę wybierać między jedną a drugą. Chciałbym mieć obie bez
większych konsekwencji. Tyle, że tak się nie da...
Reszta
dnia minęła mi znośnie. Jak już przestałem zakrzątać sobie głowę
akcją z rana i kłótnią zakochańców to wszystko szło gładko.
Lekcje mijały w przyjemnej atmosferze. Zarobiłem nawet parę
pozytywnych ocen, więc będę mógł zaskoczyć tym mamę. Także
dzień można by rzec udany, no prawie. Chłopaki ze szkoły
większość dnia patrzyli się na mnie z zadowoleniem i dumą. Jakby
chcieli mi pogratulować jakiegoś zajebistego sukcesu. Dziewczyny
patrzyły się na mnie z pożądaniem - nienawidzę tego. Większości
z nich tylko jedno w głowie - seks. Jakby były od tego
uzależnione....
________________________________________________
Hej kochani! Tak jak obiecywałam, dodaję rozdział po trzech dniach :D Dziękuję za taki ogrom wyświetleń. Już nie wiem jak wam za to dziękować ;)
Co do rozdziału. Jak wypadła 13? podoba się, czy raczej nie bardzo? Co się dzieje z Marcelem? Czy Miriam powie coś dyrektorowi na temat tego incydentu? Czy Marcel przebaczy Miriam?
Czekam na wasze komentarze :D Pamiętajcie, że one bardzo motywują :D
![]() |
| Have a nice day <3 |
Hej kochani! Tak jak obiecywałam, dodaję rozdział po trzech dniach :D Dziękuję za taki ogrom wyświetleń. Już nie wiem jak wam za to dziękować ;)
Co do rozdziału. Jak wypadła 13? podoba się, czy raczej nie bardzo? Co się dzieje z Marcelem? Czy Miriam powie coś dyrektorowi na temat tego incydentu? Czy Marcel przebaczy Miriam?
Czekam na wasze komentarze :D Pamiętajcie, że one bardzo motywują :D

