5 maja 2014

Rozdział czternasty



Przeczytaj notkę pod rozdziałem!


   Po szkole postanowiłem się przejść na krótki spacer. Lawirowałem między uliczkami Holmes Chapel. Teraz już nie padało, ale kto wie co może być za chwile. Pogody niestety nie da się przewidzieć. Trafiłem do parku i przysiadłem przy fontannie. Znajdowała się ona w samym centrum, więc mogłem obserwować dzieci bawiące się na placyku tuż obok. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i podłączyłem do niego słuchawki. Położyłem się na brzegu fontanny, a torbę podłożyłem pod głowę. Głęboko oddychałem delektując się chwilą wspaniałej ciszy i odpoczynku. Marzyłem, jakby to było, gdybym nie musiał się przeprowadzać i zrywać kontaktów z przyjaciółmi. Niestety czar prysł, gdy sobie zdałem sprawę, że czasu nie cofnę.     Zastanawiałem się jaką niespodziankę przygotować dla Crazy na urodziny. To już niedługo. „Coś się wymyśli” uśmiechnąłem się w myślach. Leżałem spokojnie, gdy poczułem, że moja koszulka robi się mokra. Otwarłem oczy:
-Tylko nie to! - nie wiem czemu, ale się uśmiechnąłem - Znowu deszcz!
   Wsunąłem telefon do tylnej kieszeni spodni i zarzuciłem torbę na ramię. Ruszyłem tanecznym krokiem w stronę do domu. Szedłem sobie spacerkiem i cieszyłem się życiem. Wszystkie problemy jakby odeszły z przyjściem tego deszczu. Miałem ochotę tańczyć w deszczu, tak jak to robią na teledyskach. Jeden problem: nie umiem tańczyć. I znów się zaśmiałem. Na myśl przyszła mi piosenka „Singin' in the rain”. Przeleciałem swoją playliste w telefonie i puściłem utwór. Z początku nuciłem, ale z czasem zacząłem ją śpiewać. Na ulicach nikogo nie było, więc mogłem robić to bez oporów. Uśmiech oraz dobra muzyka towarzyszyły mi całą drogę do domu.
- Coś ty taki przemoczony!? - podeszła do mnie Ann.
- Przecież pada. - uśmiechnąłem się mimowolnie.
- Wiem, że pada. Nie mogłeś pojechać autem albo chociaż wziąć parasol?
- Chciałem się przejść do szkoły, a w połowie drogi dopiero zaczęło padać, więc nie chciało mi się wracać do domu
- Ty leniu! Będziesz chory. - śmiała się.
- Nic mi nie będzie. Idę się uczyć.
- Najpierw się przebierz. - klepnęła mnie w tyłek.
- Nie tak ostro! - wybuchnęliśmy śmiechem.
   Tak jak prosiła mnie Anne przebrałem się i usiadłem do książek. Jutro piątek, więc specjalnie dużo do nauki nie miałem, ale wolałem coś tam sobie powtórzyć. Rozsiadłem się na łóżku i rozłożyłem wokół siebie wszystkie książki.
- Przyniosłam Ci obiad. - weszła do pokoju rodzicielka z tacą.
- Mogłaś zawołać, żebym zszedł na dół. - uśmiechnąłem się do niej, odbierając ciężki przedmiot.
- Nie chciałam, żebyś przeszkadzał sobie w nauce.
- Wychodzisz gdzieś? - zmarszczyłem czoło.
- Czemu tak sądzisz?
-Jesteś ubrana inaczej niż byłaś wcześniej, do tego makijaż i masz loki. - wziąłem pierwszy kęs posiłku.
- Idę do Amandy. Postanowiłyśmy sobie zrobić babski wieczór u niej. Wiesz ploteczki, czekolada, lody i romansidła.
- Tylko masz być grzeczna i nie siedź tam za długo młoda damo. - powiedziałem to niskim tonem i pogroziłem jej palcem.
- Tak jest tatusiu. - oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- Baw się dobrze.
- Dzięki. - rzuciła zamykając drzwi do mojego pokoju.

   Godzinę już siedziałem nad książkami. Literki zaczęły mi się przestawiać i nie mogłem niczego zapamiętać. Nagle sms:
Wyjdź przed dom”
-M
   Podniosłem się z łózka i podążyłem do drzwi. W drodze usiłowałem się opanować, ponieważ strach ogarnął całe moje ciało. Wziąłem głęboki wdech i otwarłem drzwi, a moim oczom ukazało się pudełko stojące na wycieraczce. Było średniej wielkości, szare i na wieczku pisało: Marcel Styles. Wciągnąłem je do domu i zamknąłem drzwi. Chwyciłem je w ręce i udałem się do pokoju. Ostrożnie położyłem je na łóżku, wciąż nie wiedząc jaka jest jego zawartość. Rozciąłem nożyczkami taśmę, która zamykała pudełko i powoli otwarłem. Na samym wierzchu leżała, już doskonale mi znana, czarna karteczka ze złotą uśmiechniętą buźką, a obok róża.
Jeszcze jeden taki numer więcej, a skończysz jak ta lalka”
-M
   Było tam pełno ziemi. Wystawał jakiś kawałek beżowego plastiku. Pociągnąłem to i wyciągnąłem urwaną głowę lalki. Reszta jej ciała była cała pocięta. „Już wiem co miał na myśli”. Zamknąłem pudło i jak na razie postanowiłem je zostawić pod łóżkiem.
Usiadłem na krześle przy biurku i zastanawiałem się co robić, żeby przestać o tym myśleć i na chwilę się od tego oderwać. Wyciągnąłem telefon i napisałem sms to Karoline:
Idziemy do kina?”
Szybko dostałem odpowiedz:
Jasne. W kinie za 15 minut :* ”

- Hej! - dałem buziaka w policzek dziewczynie na przywitanie.
- To na co idziemy? - zapytał Niall.
- Nie wiem. Wybierzcie coś, a ja idę z Hazzą po popcorn. - uśmiechnął się Zayn.
- Dzięki stary. - szepnąłem do niego jak już byliśmy sami.
- Nie ma sprawy. Dwa duże zestawy. - rzucił do dziewczyny za ladą.
- Masz parę na bal? - zagadnąłem.
- Nie, ale zobaczysz, że zaraz będę miał. - uśmiechnął się cwaniacko.
- Wasze zamówienie. - podała nam dziewczyna popcorn i colę.
- Nie masz ochoty czasem iść na bal, potańczyć trochę ze mną? - wyszczerzył się do niej, płacąc za zakup.
- Em...- nie wiedziała co powiedzieć.
- Masz kartkę i długopis? - ciągnął dalej.
- Ta...- podała mu spot lady to o co prosił.
- Tu masz mój numer. Jak się namyślisz to napisz mi sms. - podał jej karteczkę i uśmiechnął się zalotnie.
    Wzięliśmy zamówienie i skierowaliśmy się na kanapy w kinie.
- Co to było?
- Mówiłem Ci, że zaraz będę miał parę na bal. - wziął garść popcornu.
- Ale jak? Naucz mnie tego. - wyszczerzyłem się, a on wybuchnął śmiechem.
- Jakbyś był pewniejszy siebie wystarczyłoby, żebyś się uśmiechnął. Dziewczyny mają słabość do dołeczków w policzkach. - klepnął mnie w ramie.
- Wybraliśmy „Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz”. - pokazał na bilety Niall.
- To było najciekawsze z tego wszystkiego. Przynajmniej wiemy, że nie będzie nudy. - uśmiechnęła się dziewczyna.
    Usiedli koło nas i we czwórkę czekaliśmy, aż będzie można wchodzić na salę. Rozmawialiśmy i głośno się śmialiśmy. Koło nas siedziała para starszych ludzi. Wydawało mi się, że to małżeństwo. Ta kobieta była urocza. Kiedy na nią spoglądałem ona obdarowywała mnie słodkim, a zarazem delikatnym uśmiechem.
- Hej Marcel! - usłyszałem z oddali i odwróciłem się w stronę wejścia.
- Hej! Chodźcie do nas. - pokazałem gestem ręki, aby się dołączyli do nas.
- Na co idziecie? - zagadnął Andy.
- Na Kapitana Amerykę.
- My też. To widzę, że będzie zabawnie. - uśmiechnął się - Ale ze mnie gapa. Wybaczcie, że tak stoicie, a ja was nie przedstawiłem. To jest Matt, Paul, Samy i Markus. - pokazywał po kolei na kolegów, którzy stali obok niego.
- To jest Zayn, Niall, Karoline i ja jestem Marcel. - przedstawiłem przyjaciół.
- Dlaczego Samy? - zapytał czarnuszek.
- To przezwisko. Nie lubię swojego imienia i mało kto je zna. - tłumaczył.
- Wy jesteście parą? - zapytał Paul, wskazując na mnie i Crazy.
- Przepraszam, ale czy piszesz książkę? Przerzuć kartkę i pisz dalej.- wstała z kanapy i udała się do łazienki.
- Co jej? - zapytał po chwili milczenia Andy.
- Ma zły dzień. Jak każda, ma humorki. - chciałem się uśmiechnąć, ale raczej wyszedł z tego jakiś krzywy grymas.
    Zebraliśmy wszystko co nasze i skierowaliśmy się do wejścia na salę kinową. Cały czas rozmawiałem z Andym i Samym, a Zayn z Niallem świetnie dogadywali się z Paulem i Marcusem. Zajmując nasze miejsca blondasek zaliczył taką glebę, że o mało wszyscy się ze śmiechu nie posikaliśmy. Po chwili dołączyła do nas Karoline. Nadal była trochę zła, ale już trochę ochłonęła.

- Szczerze mówiąc to... To był zajebisty film! - wydarł się Andy wychodząc z kina.
- Mnie tez się podobał. - dodałem żegnając się z nim.
- Pa! - rzucili wszyscy chórkiem, gdy odchodzili.
- Dostałem sms. - spojrzał na telefon Zayn - Zgadnij od kogo.
- Nie wierzę. - pokiwałem głową z uśmiechem.
- To uwierz. Patrz. - podał mi telefon.

Gdzie i kiedy? - dziewczyna z kina”

- Ty farciarzu!
- Można wiedzieć o co chodzi?-powiedział Niall.
- Zayn zapytał się tej dziewczyny co popcorn sprzedaje, czy nie poszłaby z nim na bal i dał jej swój numer, żeby napisała mu sms jak się zastanowi. - tłumaczyłem
- No i? - uśmiechnęła się brunetka.
- No i mu się udało. Napisała mu: Gdzie i kiedy?-dziewczyna z kina.
- Tobie to się zawsze udaje. - założył ręce na klatce farbowany.
- Nie narzekaj. Ty też idziesz na ten bal z dobrą partią. - szturchnęła go w bok.
- Masz rację! - od razu się rozchmurzył.
- My też się chyba już pożegnamy. - uśmiechnęła się do mnie dziewczyna.
- Dobrze. - przytuliłem ją mocno, a ona oplotła swoje ręce wokół mnie.



_________________________________________

   Tak jak obiecywałam rozdziały pojawiają się częściej! U mnie wreszcie za oknem się rozpogadza i zapowiadają, że teraz będzie tylko cieplej :) Mam nadzieję, że to się sprawdzi, bo nie cierpię zimna. Podzielę się z wami tą wspaniałą wiadomością: ŚCIĄGNĘLI MI GIPS! Niestety czeka mnie długa i mozolna rehabilitacja zanim o własnych siłach stanę na nodze i zacznę chodzić. Ale tak jest jak się zachciewa zawodów z ręcznej po 2 miesiącach ćwiczenia na wf. :D Czy u was też jest tak słonecznie za oknem? 
   Jak wam się podoba czternastka? Czy groźby "M" mogą przerodzić się w rzeczywistość?
   I ostatnia rzecz. Ogromnie wam dziękuję za tyle wyświetleń! To prawie 1400! Nawet nie wiecie ile we mnie siły rośnie, kiedy widzę te wyświetlenia. <3 Kocham was! Czekam tylko kiedy będziecie komentować :D 

CZYTASZ = KOMENTUJESZ
xoxo


2 komentarze:

  1. Twoje rozdziały nieźle trzymają w napięciu :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam na kolejne rozdziały :-)

    OdpowiedzUsuń