Przeczytaj notkę pod rozdziałem!
Po
szkole postanowiłem się przejść na krótki spacer. Lawirowałem
między uliczkami Holmes Chapel. Teraz już nie padało, ale kto wie
co może być za chwile. Pogody niestety nie da się przewidzieć.
Trafiłem do parku i przysiadłem przy fontannie. Znajdowała się ona
w samym centrum, więc mogłem obserwować dzieci bawiące się na
placyku tuż obok. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i podłączyłem
do niego słuchawki. Położyłem się na brzegu fontanny, a torbę
podłożyłem pod głowę. Głęboko oddychałem delektując się
chwilą wspaniałej ciszy i odpoczynku. Marzyłem, jakby to było,
gdybym nie musiał się przeprowadzać i zrywać kontaktów z
przyjaciółmi. Niestety czar prysł, gdy sobie zdałem sprawę, że
czasu nie cofnę. Zastanawiałem się jaką niespodziankę przygotować
dla Crazy na urodziny. To już niedługo. „Coś się wymyśli”
uśmiechnąłem się w myślach. Leżałem spokojnie, gdy poczułem,
że moja koszulka robi się mokra. Otwarłem oczy:
-Tylko
nie to! - nie wiem czemu, ale się uśmiechnąłem - Znowu deszcz!
Wsunąłem
telefon do tylnej kieszeni spodni i zarzuciłem torbę na ramię.
Ruszyłem tanecznym krokiem w stronę do domu. Szedłem sobie
spacerkiem i cieszyłem się życiem. Wszystkie problemy jakby
odeszły z przyjściem tego deszczu. Miałem ochotę tańczyć w
deszczu, tak jak to robią na teledyskach. Jeden problem: nie umiem
tańczyć. I znów się zaśmiałem. Na myśl przyszła mi piosenka
„Singin' in the rain”. Przeleciałem swoją playliste w
telefonie i puściłem utwór. Z początku nuciłem, ale z czasem
zacząłem ją śpiewać. Na ulicach nikogo nie było, więc mogłem robić to bez oporów. Uśmiech oraz dobra muzyka towarzyszyły mi
całą drogę do domu.
- Coś
ty taki przemoczony!? - podeszła do mnie Ann.
- Przecież
pada. - uśmiechnąłem się mimowolnie.
- Wiem,
że pada. Nie mogłeś pojechać autem albo chociaż wziąć parasol?
- Chciałem
się przejść do szkoły, a w połowie drogi dopiero zaczęło
padać, więc nie chciało mi się wracać do domu
- Ty
leniu! Będziesz chory. - śmiała się.
- Nic
mi nie będzie. Idę się uczyć.
- Najpierw
się przebierz. - klepnęła mnie w tyłek.
- Nie tak ostro! - wybuchnęliśmy śmiechem.
- Nie tak ostro! - wybuchnęliśmy śmiechem.
Tak
jak prosiła mnie Anne przebrałem się i usiadłem do książek.
Jutro piątek, więc specjalnie dużo do nauki nie miałem, ale
wolałem coś tam sobie powtórzyć. Rozsiadłem się na łóżku i
rozłożyłem wokół siebie wszystkie książki.
- Przyniosłam
Ci obiad. - weszła do pokoju rodzicielka z tacą.
- Mogłaś
zawołać, żebym zszedł na dół. - uśmiechnąłem się do niej,
odbierając ciężki przedmiot.
- Nie
chciałam, żebyś przeszkadzał sobie w nauce.
- Wychodzisz
gdzieś? - zmarszczyłem czoło.
- Czemu
tak sądzisz?
-Jesteś
ubrana inaczej niż byłaś wcześniej, do tego makijaż i masz loki. - wziąłem pierwszy kęs
posiłku.
- Idę
do Amandy. Postanowiłyśmy sobie zrobić babski wieczór u niej.
Wiesz ploteczki, czekolada, lody i romansidła.
- Tylko
masz być grzeczna i nie siedź tam za długo młoda
damo. - powiedziałem to niskim tonem i pogroziłem jej palcem.
- Tak
jest tatusiu. - oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- Baw
się dobrze.
- Dzięki. - rzuciła
zamykając drzwi do mojego pokoju.
Godzinę
już siedziałem nad książkami. Literki zaczęły mi się
przestawiać i nie mogłem niczego zapamiętać. Nagle sms:
„Wyjdź
przed dom”
-M
Podniosłem
się z łózka i podążyłem do drzwi. W drodze usiłowałem się
opanować, ponieważ strach ogarnął całe moje ciało. Wziąłem
głęboki wdech i otwarłem drzwi, a moim oczom ukazało się pudełko
stojące na wycieraczce. Było średniej wielkości, szare i na
wieczku pisało: Marcel Styles. Wciągnąłem je do domu i zamknąłem
drzwi. Chwyciłem je w ręce i udałem się do pokoju. Ostrożnie
położyłem je na łóżku, wciąż nie wiedząc jaka jest jego
zawartość. Rozciąłem nożyczkami taśmę, która zamykała
pudełko i powoli otwarłem. Na samym wierzchu leżała, już
doskonale mi znana, czarna karteczka ze złotą uśmiechniętą
buźką, a obok róża.
„Jeszcze
jeden taki numer więcej, a skończysz jak ta lalka”
-M
Było
tam pełno ziemi. Wystawał jakiś kawałek beżowego plastiku.
Pociągnąłem to i wyciągnąłem urwaną głowę lalki. Reszta jej
ciała była cała pocięta. „Już wiem co miał na myśli”.
Zamknąłem pudło i jak na razie postanowiłem je zostawić pod
łóżkiem.
Usiadłem
na krześle przy biurku i zastanawiałem się co robić, żeby
przestać o tym myśleć i na chwilę się od tego oderwać.
Wyciągnąłem telefon i napisałem sms to Karoline:
„Idziemy
do kina?”
Szybko
dostałem odpowiedz:
„Jasne.
W kinie za 15 minut :* ”
- Hej! - dałem
buziaka w policzek dziewczynie na przywitanie.
- To
na co idziemy? - zapytał Niall.
- Nie
wiem. Wybierzcie coś, a ja idę z Hazzą po popcorn. - uśmiechnął
się Zayn.
- Dzięki
stary. - szepnąłem do niego jak już byliśmy sami.
- Nie
ma sprawy. Dwa duże zestawy. - rzucił do dziewczyny za ladą.
- Masz
parę na bal? - zagadnąłem.
- Nie,
ale zobaczysz, że zaraz będę miał. - uśmiechnął się cwaniacko.
- Wasze
zamówienie. - podała nam dziewczyna popcorn i colę.
- Nie
masz ochoty czasem iść na bal, potańczyć trochę ze
mną? - wyszczerzył się do niej, płacąc za zakup.
- Em...- nie
wiedziała co powiedzieć.
- Masz
kartkę i długopis? - ciągnął dalej.
- Ta...- podała
mu spot lady to o co prosił.
- Tu
masz mój numer. Jak się namyślisz to napisz mi sms. - podał jej
karteczkę i uśmiechnął się zalotnie.
Wzięliśmy
zamówienie i skierowaliśmy się na kanapy w kinie.
- Co
to było?
- Mówiłem
Ci, że zaraz będę miał parę na bal. - wziął garść popcornu.
- Ale
jak? Naucz mnie tego. - wyszczerzyłem się, a on wybuchnął śmiechem.
- Jakbyś
był pewniejszy siebie wystarczyłoby, żebyś się uśmiechnął.
Dziewczyny mają słabość do dołeczków w policzkach. - klepnął
mnie w ramie.
- Wybraliśmy
„Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz”. - pokazał na bilety Niall.
- To
było najciekawsze z tego wszystkiego. Przynajmniej wiemy, że nie
będzie nudy. - uśmiechnęła się dziewczyna.
Usiedli
koło nas i we czwórkę czekaliśmy, aż będzie można wchodzić na
salę. Rozmawialiśmy i głośno się śmialiśmy. Koło nas
siedziała para starszych ludzi. Wydawało mi się, że to
małżeństwo. Ta kobieta była urocza. Kiedy na nią spoglądałem
ona obdarowywała mnie słodkim, a zarazem delikatnym uśmiechem.
- Hej
Marcel! - usłyszałem z oddali i odwróciłem się w stronę wejścia.
- Hej!
Chodźcie do nas. - pokazałem gestem ręki, aby się dołączyli do
nas.
- Na
co idziecie? - zagadnął Andy.
- Na
Kapitana Amerykę.
- My
też. To widzę, że będzie zabawnie. - uśmiechnął się - Ale ze
mnie gapa. Wybaczcie, że tak stoicie, a ja was nie przedstawiłem.
To jest Matt, Paul, Samy i Markus. - pokazywał po kolei na kolegów,
którzy stali obok niego.
- To
jest Zayn, Niall, Karoline i ja jestem Marcel. - przedstawiłem
przyjaciół.
- Dlaczego
Samy? - zapytał czarnuszek.
- To
przezwisko. Nie lubię swojego imienia i mało kto je zna. - tłumaczył.
- Wy
jesteście parą? - zapytał Paul, wskazując na mnie i Crazy.
- Przepraszam,
ale czy piszesz książkę? Przerzuć kartkę i pisz dalej.- wstała
z kanapy i udała się do łazienki.
- Co
jej? - zapytał po chwili milczenia Andy.
- Ma
zły dzień. Jak każda, ma humorki. - chciałem się uśmiechnąć,
ale raczej wyszedł z tego jakiś krzywy grymas.
Zebraliśmy
wszystko co nasze i skierowaliśmy się do wejścia na salę kinową.
Cały czas rozmawiałem z Andym i Samym, a Zayn z Niallem świetnie
dogadywali się z Paulem i Marcusem. Zajmując nasze miejsca
blondasek zaliczył taką glebę, że o mało wszyscy się ze śmiechu
nie posikaliśmy. Po chwili dołączyła do nas Karoline. Nadal była
trochę zła, ale już trochę ochłonęła.
- Szczerze
mówiąc to... To był zajebisty film! - wydarł się Andy wychodząc z
kina.
- Mnie
tez się podobał. - dodałem żegnając się z nim.
- Pa! - rzucili
wszyscy chórkiem, gdy odchodzili.
- Dostałem
sms. - spojrzał na telefon Zayn - Zgadnij od kogo.
- Nie
wierzę. - pokiwałem głową z uśmiechem.
- To
uwierz. Patrz. - podał mi telefon.
„Gdzie
i kiedy? - dziewczyna z kina”
- Ty
farciarzu!
- Można
wiedzieć o co chodzi?-powiedział Niall.
- Zayn
zapytał się tej dziewczyny co popcorn sprzedaje, czy nie poszłaby
z nim na bal i dał jej swój numer, żeby napisała mu sms jak się
zastanowi. - tłumaczyłem
- No
i? - uśmiechnęła się brunetka.
- No
i mu się udało. Napisała mu: Gdzie i kiedy?-dziewczyna z kina.
- Tobie
to się zawsze udaje. - założył ręce na klatce farbowany.
- Nie
narzekaj. Ty też idziesz na ten bal z dobrą partią. - szturchnęła
go w bok.
- Masz
rację! - od razu się rozchmurzył.
- My
też się chyba już pożegnamy. - uśmiechnęła się do mnie
dziewczyna.
- Dobrze. - przytuliłem
ją mocno, a ona oplotła swoje ręce wokół mnie.
_________________________________________
Tak jak obiecywałam rozdziały pojawiają się częściej! U mnie wreszcie za oknem się rozpogadza i zapowiadają, że teraz będzie tylko cieplej :) Mam nadzieję, że to się sprawdzi, bo nie cierpię zimna. Podzielę się z wami tą wspaniałą wiadomością: ŚCIĄGNĘLI MI GIPS! Niestety czeka mnie długa i mozolna rehabilitacja zanim o własnych siłach stanę na nodze i zacznę chodzić. Ale tak jest jak się zachciewa zawodów z ręcznej po 2 miesiącach ćwiczenia na wf. :D Czy u was też jest tak słonecznie za oknem?
Jak wam się podoba czternastka? Czy groźby "M" mogą przerodzić się w rzeczywistość?
I ostatnia rzecz. Ogromnie wam dziękuję za tyle wyświetleń! To prawie 1400! Nawet nie wiecie ile we mnie siły rośnie, kiedy widzę te wyświetlenia. <3 Kocham was! Czekam tylko kiedy będziecie komentować :D
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
xoxo

Twoje rozdziały nieźle trzymają w napięciu :-)
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejne rozdziały :-)
OdpowiedzUsuń