21 marca 2014

Rozdział dziesiąty

Przeczytaj notkę pod rozdziałem! <3
 CZYTASZ = KOMENTUJESZ

   Rano obudził mnie mój potworny budzik, którym miałem wtedy ochotę rzucić o ścianę. Wyłączyłem go i jeszcze sobie leżałem. Zupełnie nie miałem ochoty się podnieść. Niestety wszystko tego dnia było przeciwko mnie. Moje błogie odpoczywanie przerwała mama, wparowując do pokoju i zdzierając ze mnie kołdrę. Wstałem i czułem się bardzo zmęczony. Podszedłem do szafy w moim pokoju i wybrałem jasne rurki z niskim krokiem i niebieską bokserkę z białym nadrukiem: „Kiss My A**”.
   W kuchni już czekało na mnie gotowe śniadanie. Tym razem mama przygotowała dla mnie płatki, bo nie chciało jej się wysilać. Razem z nią usiadłem do stołu i przy rozmowie spożyliśmy posiłek.
-Mamo... Opowiesz mi jak dokładnie poznałaś Marka?
-A po co Ci to wiedzieć?
-Przecież wiesz, że lubię twoich kolegów. Kocham Cię i uwielbiam jak jesteś szczęśliwa. Opowiedz mi trochę o nim.
-Właściwie to poznałam go przez Amandę. To jest jej dobry kolega. Jak byłyśmy razem kiedyś w kawiarni, to go spotkałyśmy. Amanda zaproponowała, aby się przysiadł. No i tak nas sobie przedstawiła. Bardzo miło nam się rozmawiało, bo okazało się, że mamy wiele wspólnych zainteresowań.
-Dalej nie wiem jak zaczęliście się spotykać.
-Jakbyś dał mi dokończyć, a nie przerywał to bym powiedziała. Tak, więc... Przypadliśmy sobie do gustu. Wymieniliśmy się numerami i jakiś dzień później zadzwonił, żeby się umówić. Zaiskrzyło między nami no i tak jakoś wyszło. Tego Ci już chyba tłumaczyć nie muszę.-zaśmiała się odkładając kubek po kawie do zlewu.
-Nie nie musisz.-powiedziałem wywracając oczami- Dobra mam jeszcze jedno pytanie co do niego.
-Słucham.-oparła się o framugę drzwi.
-Czy jesteś z nim naprawdę szczęśliwa?-skierowałem na nią wzrok.
-Oczywiście, że tak Marcel. Jestem z nim szczęśliwa. Wybacz, ale muszę zbierać się do pracy.
   Siedziałem w aucie i byłem w drodze po Karoline. Umówiliśmy się, że po nią przyjadę rano i razem pojedziemy do szkoły. Droga do niej zajmowała mi już tylko 15 minut. Teraz jak już wiedziałem i znałem dokładną trasę, to nie było to, aż tak trudne.
   Już byłem na miejscu i czekałem na nią, ale nie pojawiała się, więc wysłałem do niej sms:
„Czekam już na dole :D”
Może po jakiejś minucie, brunetka już była w moim aucie i ruszaliśmy do szkoły.
-Przepraszam jeśli czekałeś, ale nie wiedziałam, że już jesteś.-dała mi buziaka w policzek.
-Spokojnie, nic się nie stało.-uśmiechnąłem się.
-Jak tam się spało? Dostałeś jakieś smsy?
-Nie nic nie dostałem. Możemy zmienić temat?
-Jasne! Nie będę Cię przecież dołować niepotrzebnie. Włączysz coś?-wskazała na radio.
-Zastanowię się.-droczyłem się.
-Ej... Mów mi Elvis!-wyciągnęła dłoń w moją stronę mówiąc to zamiast „Mów do ręki”.
-Co to było.-zaniosłem się ze śmiechu.
-Nie wiem.-wybuchła śmiechem.

   Z dobrymi humorami dotarliśmy pod budynek. Zaparkowałem i wysiadłem, aby otworzyć dziewczynie drzwi. Szliśmy razem do wejścia, a wszyscy się na nas patrzyli.

-Nie wiesz czasem o co chodzi?-zapytałem.

-Właśnie nie. Nie przejmuj się.

-Ja się nie przejmuję, ale to jest irytujące.

-Damy radę.-uśmiechnęła się i chwyciła moją dłoń, a mnie to nie przeszkadzało.

-Razem.-odwzajemniłem uśmiech.

   Po drodze mijaliśmy chłopaków ze szkolnej drużyny siatkarskiej. Wszyscy chcieli się ze mną witać i mówili, że jestem spoko. Dziewczyny się na mnie patrzyły i nie odrywały choć na sekundę wzroku. My dopiero szliśmy przez parking, a co dopiero będzie w szkole...

   Weszliśmy i się zaczęło. Nie było osoby, która mijając nas nie zwróciłaby uwagi. To było straszne. Miałem wrażenie, a nawet pewność, że znowu staję się popularny i stanie się jakaś tragedia. Nie chciałem znowu czegoś zjebać, a potem próbować to naprawiać. Już raz mi się tak zdarzyło. Teraz mógłbym stracić Crazy, Nialla i Zayna. Przecież to moi przyjaciele! Nie chcę, żeby cierpieli przez moją głupotę. Muszę zacząć uważać na to co robię i na to co mówię, bo będę ranił bliskich. Styles znowu gadasz w myślach!? Ogarnij się!

-No to tu się rozstaniemy kochanie.-wyrwała mnie z rozmyślań brunetka.

-No dobrze.-dałem jej delikatnego buziaka, tak jak już miałem w zwyczaju.

Skierowałem się do mojej szafki. Miałem tam potrzebny mi na pierwszą lekcję podręcznik do biologi. Słyszałem gdzieś za plecami śmiech grupki dziewczyn, ale specjalnie się tym nie zainteresowałem. Dotarłem do szafki i wyciągałem książkę, kiedy jakieś trzy dziewczyny do mnie podeszły.

-Hej Marcel. Jestem Kristy.

-Miranda.

-Elizabeth, ale dla przyjaciół Ell.

-Teraz, gdy już nas wszystkie poznałeś, może pójdziesz jutro na kręgle, a potem...-ucięła puszczając do mnie oczko Miranda, czy jak jej tam.

-Z tobą?-zapytałem zaskoczony ich śmiałością.

-No coś ty. Z nami trzema.-uśmiechnęły się.

-To mi schlebia dziewczyny, ale jestem już zajęty. Wszystkie jesteście śliczne, ale nie urażając was, nie jesteście w moim typie.-zamknąłem szafkę i ruszyłem ku klasie.

-A jaki jest twój typ? Możemy się zmienić dla ciebie.-zachichotała Ell.

-Na pewno nie taki jak wy. Ja stawiam na oryginalność.-zatrzymałem się i powiedziałem, wciąż odwrócony do nich plecami.

-Och daj spokój. Nie możliwe, że się nie skusisz.-ciągnęła temat Kristy.

-Nie bądź już taki grzeczny.-wtórowała jej Miranda.

-Wszyscy wiedzą, że nie należysz do najgrzeczniejszych chłopców.

-Jak to?-odwróciłem się zaciekawiony tym co mówią.

-No po tym jak tańczyłeś na imprezie u Matta.-gadała Kris.

-I po tym jak ćpałeś tam.-dodała pośpiesznie Ell.

-Co robiłem!?

-No brałeś dragi.-powtórzyła.

-Skąd to wiesz?-dociekałem.

-Ogólnie, to mamy twoje zdjęcie z imprezy.-tłumaczyła Ell.

-Pokazały się one wczoraj. Matt dodał parę, a potem ludzie zaczęli dodawać swoje do albumu.

-Nie widziałeś?-pokiwałem przecząco głową.

-No to tutaj jest.-dała mi telefon do ręki Ell.

Miałem tam całe czerwone oczy, a na moim wyciągniętym języku leżała biała tabletka.

-Teraz nam wierzysz?-zapytała Miranda.

-Grzeczny z ciebie chłopczyk. Bardzo grzeczny, a raczej grzeszny.-przysunęła się do mnie Kris.

-Ja... Ja... Nie wiem co powiedzieć.- kiwałem głową nie wierząc w to co widziałem.

-Jak będziesz miał ochotę się zabawić to daj znać.-puściła oczko Miranda i odeszły kręcąc biodrami.

   Całą lekcję myślałem nad tym co się działo na tej imprezie. Za wszelką cenę usiłowałem sobie przypomnieć co się wydarzyło. Ja coś ćpałem!? Co się ze mną dzieje! Po kolei. Najpierw jechaliśmy moim autem na imprezę do Matta. Potem weszliśmy do środka, a ja poszedłem po drinki dla nas. Co było dalej? Co było dalej? A no tak! Poszliśmy tańczyć do ogrodu. Pamiętam, że była tam masa osób. Wszyscy pili, tańczyli i robili totalne głupoty. Weszliśmy chyba w środek tłumu i zaczęliśmy tańczyć. Piliśmy alkohol. Dużo alkoholu. Teraz to pamiętam. A kto mi podał to coś? Cholera! Jebana, czarna pustka w głowie! Dlaczego akurat teraz? Teraz, kiedy to jest ważne!

-Marcel, a może ty wiesz jaki jest wzór glukozy?-przywołała mnie do rzeczywistości profesorka.

-Naturalnie. C6H12O6 proszę Pani.

-Jedyny uczeń w klasie, który to wie. Kiedy wy się zaczniecie uczyć? To nie są już przelewki. Macie zaliczenia za niedługo. Zapowiadam wam sprawdzian powtórkowy z ostatniego materiału.-cała moja grupa jęczała z niezadowolenia- Nie jęczcie mi tu, bo to i tak wam nic nie da. Zasłużyliście sobie na to. Trzeba było się uczyć, to bym wam teraz nie dorzucała sprawdzianów.

-Proszę Pani, ale...

-Nie ma „ale”. Nie interesuje mnie to, że macie dużo nauki. Macie to umieć. Za tydzień wam pasuje?

-Za dwa.

-Nie przeginaj Darcy.

W klasie rozległ się głośny śmiech, kiedy moja koleżanka z grupy się zarumieniła.

-No to na czym...-urwała nauczycielka, kiedy rozbrzmiał dzwonek świadczący o zakończeniu lekcji- No to jesteście wolni.

Zabrałem swoje książki i wychodziłem z klasy, gdy nauczycielka poprosiła, abym został.

-Myślałeś już nad szkołą?

-Nie bardzo rozumiem.-zmarszczyłem brwi.

-Pytam czy zastanawiałeś się nad tym co dalej. Nad kolejną szkołą.-poprawiła spadające okulary.

-Mam jeszcze rok. Myślałem, że nie muszę się jeszcze nad tym zastanawiać.

-Zastanawiałam się nad tobą. Chłopcze widzę w tobie ogromny potencjał. Myślę, że jeśli przyłożyłbyś się jeszcze bardziej do nauki, to te egzaminy przyszłoroczne możesz zdać w tym roku.

-To naprawdę miłe, że Pani we mnie wierzy, ale ja chyba nie dam rady. To by mnie naprawdę dużo wysiłku kosztowało, a ja mam już dużo nauki i problemów.

-Rozumiem, a chciałbyś od przyszłego roku podjąć praktyki u mnie na akademii? Byłbyś moim pomocnikiem przy doświadczeniach i w prowadzeniu wykładów.

-To bardzo interesująca propozycja. Jeśli mi na to pozwoli czas, którym będę dysponował to z miłą chęcią skorzystam.

-Dobrze, a teraz idź już na przerwę.

-Dziękuję. Do widzenia!-skierowałem się do drzwi.

-Mam nadzieję, że ta dziewczyna nie wpłynie na twoje oceny i zachowanie.

-Na pewno nie.-powiedziałem idąc dalej.

   Co ona ma do tego z kim ja się spotykam. Przecież chyba mam prawo do życia prywatnego. Mam przecież prawo do bycia sobą i do posiadania dziewczyny! Co ona sobie wyobraża? Myśli, że będę rzucał wszystko dla jej cholernego przedmiotu i będę na każde jej zawołanie. Grubo się myli. Ja nie jestem jakimś chłopczykiem, który będzie robił to co będą od niego wymagać starsi.

   Większość dnia błądziłem myślami wszędzie, tylko nie tam gdzie powinienem. Na angielskim mój nauczyciel stał koło mojej ławki 5 minut, a ja go nie zauważyłem. Potem, żeby zwrócić moją uwagę rzucił na moją ławkę podręcznik koleżanki z ławki obok. Nawrzeszczał na mnie, że nie uważam, że bujam w obłokach. Na sam koniec, żeby mnie dobić wysłał mnie do dyrektora z karteczką od niego. Powiedział, że takie zachowanie jest niedopuszczalne, a tym bardziej na jego zajęciach. Tak, więc musiałem na przerwie iść do dyrektora i nie miałem odwrotu.

Wszedłem do sekretariatu i fantastyczna starsza pani przywitała mnie ciepłym uśmiechem.

-W czym mogę pomóc?

-Zostałem wysłany do dyrektora przez pana Collinsa.

-Oh. Rozumiem, że narozrabiałeś. Zaczekaj chwileczkę.-zniknęła za drzwiami.

-Dzień dobry.-weszła do pomieszczenia dziewczyna, którą już chyba wcześniej widziałem.

-Możesz wejść.-wyłoniła się sekretarka- Gemma już jesteś. Jak punktualnie.

   Już wiem gdzie ją widziałem. Ostatnio jak tu byłem to przyszła na rozmowę o pracę. Wtedy miała shorty i raczej nie przypominała nauczycielki. Dzisiaj miała czarne, podarte jeansy i beżowy sweter.

-Dzień dobry Marcel.-wstał z krzesła dyrektor, gdy pojawiłem się w pomieszczeniu.

-Dzień dobry.-usiadłem.

-Powiedz mi co się z tobą dzieje.

-Nic. Mam gorszy dzień, a pan Collins widocznie też miał zły dzień.

-Marcel? Doskonale wiesz na jakich warunkach pozwoliliśmy Ci się zmienić. Miałeś się uczyć i być grzeczny. Tymczasem ty jesteś u mnie, bo pan Collins rzekomo miał gorszy dzień. Uświadomię Cię jeszcze raz. Jeżeli złamiesz te zasady to muszę powiadomić twojego kuratora, który ma nad tobą opiekę. Po za tym będzie grozić Ci wydalenie ze szkoły. Chcesz kolejny raz przez to przechodzić?-stał koło mnie opierając się o biurko.
-Nie chcę przechodzić tego kolejny raz, ale ja naprawdę nic złego nie robiłem. Wyłączyłem się na sekundę na lekcji, a profesor robi z igły widły. Nie rozumiem o co ta cała awantura. Wiem doskonale co mi grozi jeżeli będę łamał te zasady.-wstałem z krzesła- Mogę już iść? Mam lekcję.
-Tak możesz.
    Wyszedłem I trzasnąłem drzwiami. Nie miałem najmniejszej ochoty być dla niego miły w tamtej chwili. Wkurzył mnie na maksa. Miałem nadzieję, że mam w nim wsparcie i nie będzie robił mi problemów, a on mi z czymś takim wyjechał. Jak widać to nie jest mój najlepszy dzień.
Z gabinetu dyrektora wyszedłem w połowie lekcji, wiec postanowiłem nie iść na drugą połowę. Musiałem ochłonąć, bo znów mógłbym wypalić z czymś do nauczyciela albo do kogoś ze znajomych. Udałem się na stołówkę i podłączyłem się do szkolnego internetu. Siedziałem sobie na Facebooku. To mnie zawsze odpręża. Wszedłem na pocztę i dzięki Bogu nic złego tam nie było. Do końca lekcji już tak siedziałem gapiąc się w telefon.

   Po przerwie poszedłem do szatni na wf. Pierwszy raz odkąd chodzę do tej szkoły będę ćwiczył na zajęciach. Wcześniej nie uczestniczyłem w nich, bo chłopaki zauważyliby moje tatuaże i mięśnie. Wiedzieliby, że nie jestem tym za kogo się podaje. Na moje szczęście będę mógł się teraz wykazać. 
   Po wspaniale spędzonych dwóch godzinach na świeżym powietrzu czułem się zmęczony. Facet kazał nam przebiec sześć okrążeń, potem graliśmy w nogę, a na drugiej lekcji w siatkę. Musiało to zabawnie wyglądać jeśli chodzi o granie w piłkę nożną, bo nie bardzo umiem w to grać. Siatkówka szła mi lepiej. Nasza drużyna nawet wygrała wszystkie sety. Po wyczerpujących zajęciach poszliśmy wszyscy pod prysznic i zaczęło się gadanie na cały regulator i wygłupy. Tego mi tak bardzo brakowało!

-Hej grubasie!-zawołał jeden.

-To jest masa na rzeźbę!-odezwał się.

-Jasne.-wszyscy się śmiali.

-Tarner zaliczyłeś tą swoją laskę w końcu, czy dalej Ci się opiera!?-kolejna fala śmiechu wypełniła pomieszczenie.

-Odwal się od niej wreszcie!

-A jak już jesteśmy na temacie zaliczania i imprez. Wytatuowany jak ta twoja dupa się zwie?-zakpił sobie doskonale mi znany Will.

   Jak udawałem kujona to uwielbiał się znęcać nade mną. Wiecznie wrzucał mi plecak do śmietnika albo łamał okulary. To raczej szkolny chuligan, któremu mam ochotę obić gębę za to wszystko co mi robił.

-No mówię do ciebie pacanie.-stanął za moimi plecami, aż czułem jego oddech na szyi.
Marcel "Hazza" Styles <3

______________________________________________
   Hej dziubaski! I znów mam poślizg... Wybaczycie? Staram się je dodawać jak tylko mam czas i możliwość, ale nie mam czasu ich pisać. Wiecie, że 3 klasa gimnazjum to nie przelewki. Chciałabym, abyście odpowiadali na moje pytania pod rozdziałami. Apeluje do was o to! <3 
Mam jeszcze jedną prośbę. Rozreklamowanie bloga trochę słabo mi idzie, więc gdybyście mogli pomóc. Możecie pisać, gdzie chcecie o nim. Tylko chcę, aby przybyło mi obserwatorów i czytających. :D
   A jak podoba wam się dziesiątka? Czy między Ann a Markiem będzie coś więcej? Dlaczego "M" milczy? Czy Marcel będzie miał napięte stosunki z dyrektorem? A może przypomni sobie co się działo na imprezie i kto podał mu dragi? I pytanie tego rozdziału: "Jak Marcel zareaguje na agresywne zachowanie Willa?". 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ <3

16 marca 2014

Rozdział dziewiąty

   Rano obudziłem się i pierwsze co poczułem to ogromny ból głowy. Ja chyba nie umiem ograniczyć swojego picia. Niby tam wiem jaki jest mój próg, ale wczoraj i tak poszedłem na całość. Chwilę leżałem i zastanawiałem się, czy Lou przyszedł na tą imprezę. Przecież go wczoraj nie widziałem, a przynajmniej tak mi się zdaje.
Wstałem ubrałem się w swoje dresy i myślałem jak ja się znalazłem w domu. Zszedłem tylko na dół po wode i aspiryne. Zażyłem tabletkę i zabierając butelkę z płynem wróciłem do pokoju. Jak wiadomo nie poszedłem do szkoły, bo moja głowa była jak miliard kawałków.
Spałem może z jakieś 5 godzin. Po obudzeniu była już 15:00, więc wypadało coś zjeść i powtórzyć na jutro do szkoły. Wstałem i zszedłem na dół do kuchni.
-Mój śpioch się już obudził?-zapytała mama z uśmiechem.
-Ymm...
-Siadaj. Zaraz dam Ci coś do zjedzenia.-sięgneła do lodówki- Widzę, że impreza się udała.-postawiła pod moim nosem jogurt.
-Tak, było nawet fajnie. Nie jesteś zła o to, że nie poszedłem do szkoły?
-Nie. Bardziej byłabym jakbyś w takim stanie się tam pojawił i jakiś nauczyciel zadzwoniłby i powiedział, że wyglądasz jak tróp.
-Ej... Aż tak źle nie może ze mną być!-dźgnąłem ją w bok.
-No powiedzmy. Za jakieś dwie godzinki wpadnie tu Karoline i chłopaki.
-Skąd to wiesz?-odłożyłem swój posiłek.
-Dzwoniła do mnie jakąś godzinę temu i prosiła, żebym Cię poinformowała jak wstaniesz, bo nie odpisujesz na jej smsy. -puściła mi oczko i opuściła pomieszczenie.


   Siedziałem sobie na kanapie w salonie z mamą i oglądaliśmy jakiś film w TV. Nagle w całym domu rozbrzmiał dzwonek. Podszedłem do drzwi, aby otworzyć naszym gościom.
-Siemaneczko.-pierwszy wparował do środka Niall.
-Damę się w drzwiach przepuszcza idioto!-wrzeszczał do niego Zayn.
-Cześć Hazza.-dała mi buziaka dziewczyna.
-To chodźmy do mnie.-wskazałem na schody.
Zasiedliśmy u mnie. Jak zawsze: ja na łóżku z dziewczyną, a chłopaki obok nas na kanapie.
-A to co z tymi twoimi urodzinami? Robisz jakąś imprezę?-zapytałem brunetkę.
-Właściwie to ja nic na ten temat nie wiem. Może chłopaki coś znowu wymyślili.
-Nie. W tym roku planów na takie niespodzianki nie mamy raczej.-wyszczerzył się blondasek.
-Damy się wykazać loczkowi.
-Ej... Mieliście tak nie mówić więcej.-udałem oburzonego.
-Wyluzuj!-dźgnęła mnie w bok Karoline.
-Chwaliłem się wam już, że mam z kim iść na bal?-pokiwaliśmy przecząco głowami na pytanie Malika.
-Okay. Z początku chciałem zaprosić jakąś laskę z poza szkoły, ale się okazało, że nie można. Tak, więc znalazłem odpowiednią w naszej budzie. Dziewczyna jest niższa niż ja, jest blondynką i ma wspaniały charakter.-słuchałem pijąc sok- Ma na imię Kate, ale wszyscy mówią jej Chihiro.
-Co!?-wyplułem cały sok na farbowanego.
-Ochyda!-wrzasnął wstając z kanapy.
-Co się stało?-zmarszczyła czoło dziewczyna.
-To jest najlepsza przyjaciółka Miriam. Ja myślałem, że ona coś z Liam'em, a potem widziałem Li z Mitsu, w teraz ty mówisz, że z nią idziesz na bal.-zwróciłem się do chłopaka.
-Ale skoro on z Mitsu, to nie mam co się przejmować.-puścił mi oczko.
Sztucznie się uśmiechnąłem i dostałem wiadomość:

Zmieniasz je jak rękawiczki”
-M

-Hazza co się stało?-położyła swoją dłoń na moim barku Karoline.
-Nie będę was dłużej zbywać. Jesteśmy przyjaciółmi, więc powiem wam całą prawdę, ale to zostaje między nami.-dostałem skinięcie głowami.
   Opowiedziałem im to co mogłem, wiedząc, że jak powiem wszystko to mogą być w niebezpieczeństwie. Opowiedziałem prawie całą moją historię. Dlaczego się tutaj przeprowadziłem, dlaczego się tak ubierałem, musiałem się tak dobrze uczyć. Skończyłem swoją opowieść na tych tajemniczych wiadomościach, które dostaje systematycznie i nie dają mi żyć. Oni wpatrywali się we mnie i słuchali mojej opowieści z ogromnym zaciekawieniem. Gdy skończyłem wszyscy mocno mnie przytulili i powiedzieli, że mnie z tym sam na sam nie zostawią i będą mi pomać jak tylko będą potrafili.
Nie chciałem długo trwać w tej atomosferze, więc szybko zmieniłem temat.
-Byliście na tej imprezie u Matta, bo ja was dziwnym trafem nie widziałem?-zapytałem chłopaków.
-Byliśmy, tylko ty byłeś tak zpity, że pewnie nas nie pamiętasz. Wiesz jak się znalazłeś w domu?-gadał Niall.
-No w sumie to nie wiem. Nie pamiętam nic z tej imprezy.
-Nie dziwne, bo ciebie i ją zaciągaliśmy do auta, bo nie mogliście ustać na nogach.-śmiał się Zayn.
-W takim razie dzięki za bezpieczne dostarczenie do domu.
-Nie ma sprawy.


   Wieczorem, jak już wszyscy poszli, w spokoju powtórzyłem parę tematów. Dla odprężenia poszedłem pod prysznic i stałem pod nim z dobre 20 minut. Taki ciepły wodospad wody wspaniale pomaga po wyczerpującym dniu. Zjadłem tylko jeszcze jeden jogurt i położyłem się spać.
Długo nie mogłem zasnąć, bo wciąż myślałem nad tą imprezą. Miałem wrażenie, że chłopaków tam nie było. Jeszcze to, że ja i dziewczyna byliśmy pijani. A co jeśli do czegoś między nami doszlo, a ja niczego nie pamiętam? Nie cierpię takich sytuacji jak nic nie pamiętam, a im bardziej chcę sobie przypomnieć, tym gorzej mi idzie. Moja głowa była cała zapełniona róznymi myślami, ale mimo to udało mi się wreszcie zasnąć.

________________________________
   Moje dziubaski! Ostatni rozdział był krótki, więc ten jest szybko i niestety jest jeszcze krótszy. Mam nadzieję, że wybaczycie mi to. pogoda raczej nie dopisuje. U mnie pada i nie zamierza być inaczej na razie. Miałam kręcić w tym tygodniu filmik na zlot Directioners, ale oczywiście deszcz! Przeklęta pogoda! :( 
   Co do rozdziału. Czy IX się wam podoba? Nic specjalnego sie tu nie działo, ale czy spodziewaliście się, że Hazza wyzna im prawdę? Czy dojdzie do tego, że powie im wszystko ze szczegółami? 
   Czekam na wasze komentarze i liczę, że dodacie jakieś swoje pomysły <3
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
xx

14 marca 2014

Rozdział ósmy

-Hej!- tylko tyle umiałem z siebie wydusić.
   Moim oczom ukazała się Karoline. Wyglądała oszałamiająco i brakuje mi epitetów do opisania jej. Ach... Na sobie miała białą, bardzo dopasowaną sukienkę z dużym dekoltem, która idealnie podkreślała jej fantastyczną figurę, miała ćwieki na ramionach i była bardzo krótka. To wszystko dopełniły miętowe szpilki. Włosy zaś miała upięte w zwykłego koczka.
Wpatrywałem się w nią i nie wierzyłem własnym oczom. Jak ona w ogóle mogła zwątpić czy mi się to spodoba!? Jestem wniebowzięty!
-Kochanie zamknij buzie, bo to nie ładnie.-odezwała się do mnie moja mama, a na policzkach brunetki zagościł delikatny rumieniec.
-Możemy już iść piękna?-zapytałem wyciągając rękę w jej stronę.
-Tak.-pożegnała się z moją mamą, ujęła moją dłoń i skierowaliśmy się do samochodu.

   Puściłem radio i nikt nawet nie odezwał się słowem, a mieliśmy kawał drogi do przejechania. Chwilę pomyślałem i wpadłem na genialny temat.
-Karoline gadałaś już z chłopakami o naszym wczorajszym porannym gościu?
-Jeszcze nie.-wycedziła przez zęby posyłając mi gniewne spojrzenie.
-O jakim gościu?-dopytywał się Zayn.
-To nic takiego.-puściła mu oczko.
-Nic takiego? Chyba sobie jaja robisz!-wybuchnąłem- Najpierw przy śniadaniu się wypiera, że nie ma córki, a dzisiaj jak z nim pojechałem na strzelnicę jak zahaczyłem o temat jego małżeństw to wybuchł jak jakaś bomba. Powiedział, że w pierwszym małżeństwie nie miał dzieci! Po raz kolejny się Ciebie wyparł, a ty mówisz, że to nic takiego!? Myślę, że jak tyle razem przeszłaś z chłopakami to należałoby im się trochę szacunku i powinni wiedzieć o takich sprawach! Podobno jesteście jak rodzina i nie macie przed sobą sekretów!-skończyłem rozzłoszczony na maxa.
-Marcel nie poznaje Cię-powiedziała przerażona.
-Chwila! To twój stary jest w mieście?-chwycił dziewczynę za ramię Niall.
-No niestety. Wiecie jak z nim jest. Coś trzeba będzie wymyślić.-powiedziała smutna, a ja słuchałem ich niezrozumiałego bełkotu.
-On to nie problem. Pozbędziemy się go szybko.-rozsiadł się wygodnie Zayn.
-Skoro tak twierdzisz.-przyznał mu niepewnie racje Niall.
-No i po problemie. Zadowolony?-oschle mnie potraktowała.
-Przepraszam. Nie chciałem Cie urazić.
-Już wszystko dobrze. Nie umiem się na ciebie długo gniewać.
-Nie będzie Ci w tym zimno?-dopytałem patrząc się na dziewczynę.
-Nie. U Marka jest ciepło, już tam kiedyś byłam na imprezie.
   Resztę drogi trwaliśmy w milczeniu. Było słychać tylko nawigacje, która co jakiś czas odzywała się jak jechać. W głowie miałem cały czas jedno zdanie Zayn'a  „Pozbędziemy się go szybko”. Co to miało znaczyć? Zabiją go!? Za dużo filmów się naoglądałeś Styles!
-Jesteś na miejscu.-odezwała się nawigacja.
-No to wysiadamy!-wyskoczyłem z auta- Idziemy?-zapytałem się mojej towarzyszki i ująłem jej dłoń.
   Domek wyglądał niewinnie, jak zwykła chatka. Zbita z drewna, a z daleka było słychać imprezowiczów. Pchnąłem drzwi i moje uszy dobiegła bardzo głośna muzyka. Pierwsze w oczy rzuciły mi się hektolitry alkoholu, mnóstwo tańczących osób i dym unoszący się w powietrzu. Na kanapach i fotelach było pełno obściskujących się ludzi, inni grali w bilard, a jeszcze inni leżeli już gdzieś na podłodze. Dziewczyny kleiły się do facetów i miały cholernie wulgarne stroje, a oni wykorzystywali to i dopierali się do nich tak zachłannie, jakby już dawno nikogo nie dotykali, jakaś bielizna leży już po kątach. Niby początek balu, a dom już zdemolowany: meble poprzewracane, żyrandol kiwa się i zaraz spadnie. Dużo zabawy przed nami.
-Chcesz piwo?-zapytałem.
-Tak poproszę jedno. Będę czekać na ciebie tam.-powiedziała mi do ucha i wskazała dwa wolne fotele pod oknem.
Po napoje musiałem skierować się w głąb chatki do kuchni, która była na końcu. Pchałem się pomiędzy ludźmi i czułem się jak śledź w puszce. Niby się to dopiero miało zacząć, a wszyscy już byli wstawieni - mają słabe głowy. Po przepchnięciu się przez tańczących znalazłem się w pomieszczeniu. Na środku stała tzw. wyspa, a tuż pod oknami stół. Co do owej wyspy... Wokół niej stało mnóstwo ludzi, były tam ustawione jakieś kubki i chyba w coś grali, ale dokładnie nie wiem. Jeśli chodzi o stół to leżało na nim pełno różnych dragów, ktoś coś wciągał, ktoś skręcał jointa. Istny zajebisty raj! Czułem, że się zabawie i to ostro. Martwił mnie tylko fakt, że mama jak się dowie gdzie byłem i co robiłem zrobi mi drakę na chacie.
Podszedłem do blatów i rozglądałem się za naszym trunkiem. Leżało tam wszystko tylko nie piwo. Otwarłem lodówkę i dwa się znalazły.
Ze schłodzonym napojem skierowałem się do brunetki. Stała tam gdzie mówiła i delikatnie zaczynała tańczyć. Rozglądnąłem się i nigdzie nie mogłem dostrzec DJ. Po dotarciu do dziewczyny podałem jej piwo i chwyciłem jej rękę. Pociągnąłem ją na ogród i zatrzymałem się na balkonie. Moim oczom ukazał się ogrom ludzi, po lewej DJ, po prawej jezioro i na nim pomost, parę osób się kąpało. Wszyscy tańczą, leje się alkohol każdą stroną. Po zejściu na trawę weszliśmy w środek grupy tańczących. Karoline zaczęła tańczyć z dziewczynami, więc ja postanowiłem obejść dookoła całą posiadłość i zorientować się co jest grane. Chłopaki pili piwo z metalowych beczek, inni urządzili sobie zawody w piciu, ktoś gdzieś dalej ścigał się na motorach na drodze. Wokół był las, jak się domyślacie, dużo osób tam szło. Zgarnąłem jakieś piwo, bo poprzednie już wypiłem i chciałem wrócić do dziewczyny. Zanim się do niej dopchałem to trochę minęło, bo wiele dziewczyn ze mną tańczyło, a raczej mnie obmacywało. Ja jeszcze nie byłem wstawiony, więc raczej mnie to zniesmaczyło niż jakoś podnieciło. Nareszcie dostałem się do Karoline. Oddaliśmy się tańcu pełnym pasji. Dotykaliśmy się nawzajem sprawiając sobie ogromną przyjemność, całowałem jej szyję, świrowaliśmy, dawaliśmy z siebie wszystko. Zbliżyłem się do niej bardziej i musnąłem jej usta, nawet nie wiem czy specjalnie, czy przypadkiem. Ona po chwili musnęła moje i oddaliśmy się delikatnym pocałunkom. Z początku to było nieśmiałe, skromne i powolne, ale już po chwili łapczywie wpiłem się w jej usta i zachłannie je całowałem. Nie chciałem, żeby ktoś nam wtedy przerwał, bo było mi tak wspaniale. Ona tak na mnie wpływała, jakbym dostawał przy niej skrzydeł. Pomimo roztaczającego się pijaństwa przyciągnęliśmy wiele spojrzeń, parę osób chyba robiło nam zdjęcia. Dokładnie nie wiem, pamiętam to tak jakby troche jak przez mgłę.
Nie przejmowałem się specjalnie tym wszystkim, bo byłem tylko ja i ona. Po części byłem przyzwyczajony do bycia popularnym. Przecież byłem kiedyś taki w poprzednim mieście. Zastanawiam się tylko czy znowu chcę taki być i czy znowu chce to przechodzić. Przecież miałem być sobą, ale miałem się uczyć. Niestety jak być tu sobą kiedy masz pełno tatuaży na ciele, jesteś umięśniony i niewinnego chłopaka raczej nie przypominasz. Mam być kujonem tylko w swojej skórze! To nie realne! Lecz tak po chwili zastanowienia ja nie mam wpływu na to czy jestem popularny czy nie. Taki już jestem, że przyciągam ludzi jak magnes...
-Wszystko dobrze?-zaśmiała się lekko wstawiona dziewczyna.
-Tak. Po prostu zrozumiałem, że znów będę popularny!-krzyczałem żeby mnie usłyszała.
-Już jesteś Hazza! Popatrz na jakiej jesteśmy imprezie! Myślisz, że byłbyś tu będąc tym grzecznym chłopcem, bo ja uważam, że nie!
-Ale czy coś między nami się zmieni jeśli będę popularny!?
-No co ty skarbie kocham Cię jak przyjaciela i to się nie zmieni!-pocałowała mnie w policzek.-Otwórz usta.-powiedziała mi do ucha i zamruczała.
   Wykonałem jej polecenie i włożyła mi do ust narkotyk, a potem sama wzięła drugą tabletkę.
Po jakiejś chwili zaczęła działać. W głowie mi się kręciło, humor mi się poprawił i przestałem przejmować się wszystkimi swoimi problemami. Przysunąłem się do dziewczyny i ocierałem się o jej ciało zapominając o Mitsu. Chciałem wyrwać się od tego wszystkiego i po prostu zapomnieć o świecie. Dzięki brunetce mi się udało i szalałem ile mogłem. Ściągnąłem z siebie koszulkę i rzuciłem ją byle gdzie. Szybko i mocno przysunąłem dziewczynę do siebie. Nasze ciała były cholernie blisko, prawie tworząc jedno. Ona była tak samo bardzo rozpalona jak i ja, z obojga lał się pot. Była zwrócona twarzą do mnie i uśmiechała się z zadowolenia. Dotykałem ją po całym ciele, wciąż badając i rozkoszując się jej idealnym ciałem. Naszym pocałunkom i pieszczotom nie było końca. Zdecydowałem się na trochę śmielszy krok i zamruczałem jej do ucha z nadzieją, że zorientuje się co mam na myśli. Byłem już tak naćpany i schlany, że było mi wszystko jedno. Ona tylko lekko przygryzła wargę i w geście zgody poprawiła włosy.
Ujęła moją dłoń i prowadziła mnie przez cały ogród do domu, potem po schodach do pokoi jakby znała tą chatę na pamięć. Weszliśmy do jakiegoś pokoju, w którym znajdowało się duże łóżko, biurko, szafa i kanapa. Pomyślałem wtedy z początku, że to może być pokój Marka.
Pchnęła mnie na łóżko, a ja niczym sparaliżowany nie mogłem nic zrobić. Wsunąłem się tylko głębiej na nie i dziewczyna zawisła nad moim ciałem.
-Na pewno tego chcesz?
-Nigdy bardziej nie chciałam.-przygryzła moje ucho.
   Poczęła całować mnie całego. Nie przerywając delikatnych pieszczot zabrała się za rozbieranie dolnej części mojego ciała. Moje dłonie pieściły jej delikatne ciało. Ściągnąłem z niej sukienkę i obróciłem nas na łóżku. Teraz to ja miałem kontrole nad wszystkim. Jedyny skrawek materiału jaki na niej został to stringi, bo pod sukienką nie miała stanika. Naszym namiętnym pocałunkom towarzyszyły przyjemne dreszcze przeszywające nasze ciała. Z jej ust co jakiś czas wydobywały się jęki rozkoszy.
   Nagle ktoś wszedł do pokoju. Gwałtownie się odwróciłem i ujrzałem Miriam jak całuje się z Liamem. Sam byłem naćpany, ale ona chyba za bardzo, nie kontaktowała co się działo. Drzwi otwarły się i uderzyły o ścianę. Chłopak przyparł dziewczynę do nich i zaczął się do niej dobierać, jakby mógł ją zaraz stracić. To było ohydne co oni robili! Nie mogłem na to patrzyć. Co ona ze sobą zrobiła! Wyglądała w tamtej chwili jak jakaś zwykła dziwka! Niedobrze mi się aż zrobiło. Była taką dziewczyną z manierami w moich oczach. Myślałem, że jest inna. Nigdy bym jej o coś takiego nie posądził. Wtedy na jej urodzinach nie była taka... Może jednak była, może zwyczajnie jej wtedy nie znałem? A może to wpływ narkotyków? A może zwyczajnie jestem zazdrosny o nią i wolałbym być na miejscu Li? Mimo to teraz wiem, że nie chciałbym z nią być. Nie taką ją kochałem...
-Przerwaliście nam!-wrzasnęła Karoline.
-Sorry.-powiedział tylko lekko wstawiony chłoptaś i zamknął drzwi.
   My za to po chwili wróciliśmy do naszych poprzednich czynności. Dziewczyna dała z siebie wszystko i w miarę szybko pozbyła się wszystkich moich ubrań.
Co było dalej? Chyba odpłynąłem...

Have a nice day <3

________________________________________

   Przepraszam, przepraszam, przepraszam! Ala wiem, że obiecywałam go wcześniej :) Nie chciałam dodawać tak późno, lecz byłam zmuszona. Ostatni rozdział dodawałam z gorączką, dlatego ten jest tak późno. Mam nadzieję, że wybaczycie mi wszystkie błędy, jeśli się jakieś znajdą. Mam kolorowy zawrót głowy i dodaję go w biegu. Bardzo was proszę o komentarze. Zniosę każdą krytykę i tą pozytywną i tą negatywną. Każda się dla mnie bardzo liczy, ponieważ uczy mnie co poprawić i jak pisać. Lubię jak doradzacie mi co powinno być dalej. Komentujcie i odpowiadajcie na moje pytania pod rozdziałami. Jestem ciekawa jakie was nowe pomysły najdą. 
   Co do rozdziału. Czy waszym zdaniem działo się coś ciekawego? Coś szczególnego może przykuło waszą uwagę? Co sądzicie o imprezie? Czy miedzy Liamem a Miriam dzieje się coś więcej? A co z Kate i Li? Czemu Marcel zajął się Crazy, a Miriam odstawił na bok? Jak sądzicie, może robi się nieczułym chamem? I chyba najważniejsze: Dlaczego "M" nie daje znaku życia?
   Czkam na wasze odpowiedzi. Jak przeczytacie napiszcie chociaż: "czytam :)".
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
XOXO

9 marca 2014

Rozdział siódmy

Biegłem jakąś łąką, była taka cudowna pogoda, słońce okalało moją twarz. Po prawej stronie była mała rzeczka. Nie wiem czy uciekałem, czy byłem szczęśliwy... Miałem na sobie tylko starte jeansy. To było dość dziwne. Opadłem ze zmęczenia na trawę i cieszyłem się czystym powietrzem. Rozłożyłem ręce i nogi udając, że robię gwiazdę na śniegu, bez śniegu. Zamknąłem oczy i ktoś położył się u mojego boku. To była Karoline. Najpierw mocno ją do siebie przytuliłem, a potem goniliśmy się jak dzieci. Byliśmy razem szczęśliwi, a po chwili zza drzew wyszła Miriam. Była w zwykłej nocnej koszulce, wyglądając w niej jak niewinna dziewczynka. Razem tańczyliśmy, śmialiśmy się, wygłupialiśmy ciesząc się swoim towarzystwem. Niestety świat zwolnił gdy dostrzegłem czarną postać opartą o jedno z drzew. Gdy zorientował się, że go dostrzegłem usłyszałem strzał. Odwracam się i brunetka klęczy trzymając się za brzuch, odsłania ręce i upada cała zakrwawiona. Chce biec do tego bydlaka, ale jego już tam nie ma. Następny strzał, Miriam leży martwa na trawie. Świat wiruje i przenoszę się na jakieś pustkowie. Sucha ziemia, skały, zero roślinności. W oddali dostrzegam jakieś posągi. Szybko biegnę w ich kierunku i zamieram w bezruchu. Przypominały one Karoline i Miriam w takich pozycjach jak umarły. Przy każdym była czarna róża i czarna karteczka ze złotą uśmiechniętą buźką. Wystraszyłem się i począłem wycofywać się do tyłu potykając się o coś. Upadłem i klęknąłem chcąc dostrzec przedmiot przez który straciłem równowagę. Był to mój posąg. Leżałem z podkulonymi nogami, w prawej dłoni miałem zaciśniętą czarną różę, a na twarzy miałem wymalowaną jedną emocję: przerażenie. Cofnąłem się chcąc wstać i natknąłem się ręką na coś kłującego: czarną różę. Chwyciłem ją i pojawiła się czarna postać z wycelowaną we mnie bronią. Przyjąłem taką pozycję jak tamten posąg i usłyszałem strzał...
-Aaaa... -wrzasnąłem cały spocony budząc się z okropnego snu.
-Wszystko dobrze?-do pokoju wbiegła mama.
-Chyba tak...
-Co się stało?-przysiadła na łóżku obejmując mnie.
Dokładnie i wylewnie opowiedziałem jej swój sen. Z początku była szczęśliwa, jak jej mówiłem co się działo. Jak zacząłem wchodzić w fazę, gdzie dział się ten koszmar pojedyncze łzy zaczęły spływać po jej policzkach. Z każdym wspomnianym wątkiem jej oczy robiły się co raz większe z przerażenia. Serce waliło jej jak oszalałe. Skończyłem opowiadać, a ona tylko mocno przytuliła mnie do siebie.
-To tylko głupi sen. Nie ma czym się martwić.-głaskała mnie po głowie- Teraz niczym się nie martwiąc idź spać, bo czeka Cię ciężki dzień i mnie również.-podniosła się i opuściła pokój.
Powoli przyłożyłem głowę do poduszki z nadzieją, że nic równie idiotycznego mi się nie przyśni. Zamknąłem oczy i wsłuchiwałem się w dźwięk uderzających kropli deszczu o parapet, to mnie zawsze uspokajało. Otuliłem się kołdrą i już po chwili spałem.

***

Rano obudziło mnie głaskanie po policzku. Myśląc, że to Darcy- moja kotka- odgoniłem ją lekko i poczułem, że uderzam w coś twardego. Sekundę później usłyszałem ten charakterystyczny śmiech i wiedziałem, że to nie był mój kot.
-Nie chcesz, żebym Cię budziła?
-Nie chce mi się wstawać.-mruczałem nie otwierając oczu.
-Tak wiem, ciężka noc. Anne mi powiedziała.-pogłaskała mój policzek.
-Położysz się ze mną na chwilę?
-Drugi raz nie musisz powtarzać.-nie patrzyłem na nią, ale wiedziałem, że się uśmiecha.
Obeszła łóżko dookoła o położyła się przede mną wtulając plecami we mnie.
-Tak dobrze?-zapytała z uśmiechem.
-Wspaniale.-ucałowałem czubek jej głowy.
-To może my nie będziemy wam przeszkadzać.-wparowali do pokoju Niall i Zayn.
-Spoko i tak muszę już wstać.-odwróciłem się w ich stronę.
-Okey.-Niall przysiadł na rogu łóżka.
-To ja idę się ubrać.
Skierowałem się do szafy i zdecydowałem się na jasne, sprane, jeansowe rurki, czerwoną bokserkę i czarne vansy. Z wybranym ubraniem wszełem do łazienki. Wykonałem wszystkie czynności i na koniec rozczesałem burzę loków na mojej głowie. Chciałem już wychodzić z pomieszczenia, gdy usłyszałem dziwną rozmowę przez niedomknięte drzwi.
-Co ty odwalasz?
-Zakochałaś się, czy co?
-Do tej pory Cie nie zauważał, a teraz myślisz, że będzie wspaniale? Co ty masz w tej popierdolonej główce. Pamiętasz kim jesteśmy!? Nie na tym miał polegać nasz plan! Miałaś się z nim zaprzyjaźnić, a później wiesz co... byłaś najlepsza w tym z nas wszystkich. Doskonale wiesz dlaczego się tu przeprowadziliśmy. Specjalnie za nim tu przyjechaliśmy. Parę razy się już dla niego zmieniałaś, żeby Cię zauważył. Nie widzisz, że on jest pusty i tyle. On Cię nie pokocha. Zrozum to głupia.-zakończył Zayn.
-Ale ja już nie potrafię. Wiecie co do niego czuję. Nie umiem go skrzywdzić. Nie chciałam wam wtedy mówić, jak się tu przenosiliśmy, że go kocham...
-To ty już od wtedy!?-wzburzył się Zayn.
-Ciszej, bo nas usłyszy.
-Jak mam być cicho. Ta wydra zwyczajnie nas oszukała!
-Daj spokój. Nie wierze, że nie zauważyłeś wcześniej, że się go nie pozbędzie. To, że twoja siostra miała problemy przez tego typa, bo się w niej zakochał i dał jej kradzioną biżuterię to nie wina Karoline. Odpuść, bo pomyślę, że się w niej zakochałeś i dlatego chcesz go zniszczyć.-tłumaczył blondasek.
-Nie zakochałem się w niej. Jesteśmy rodziną przecież.
-No właśnie „na dobre i na złe” pamiętasz jeszcze Zack?
-Pamiętam... Przepraszam, już dam spokój.
-To i tak nie miałoby sensu. Któreś z nas poszłoby siedzieć i na co nam to. Stracilibyśmy się.-odezwała się brunetka.
Nie chcę nic mówić ani wyciągać pochopnych wniosków, ale oni chyba chcieli mnie zabić i właśnie o tym rozmawiali w moim pokoju. A co innego przychodzi wam na myśl? Dla mnie jedynym sensownym wytłumaczeniem jest to. Nic z tego nie rozumiem to Crazy się we mnie kocha? Niall mnie broni, a Zayn obwinia mnie o swoją siostrę, jakąś biżuterię. Do cholery o co tu chodzi? Chwila, jeszcze raz. Dziewczyna, biżuteria, kradzież, przeprowadzka... O nie! To klei się w jedną całość! To chodzi o tą historię przez, którą się tu przeprowadziłem. W takim razie Doniya jest jego siostrą? Tym bardziej mam mętlik, bo Karoline powiedziała, że przecież są z sierocińca i to trochę nie ma sensu. A może jednak... Może ona mu wszystko opowiedziała jak się poznali, jak Zayn ich odnalazł po tylu latach. Jeszcze jedno pytanie: „Czemu oni go zostawili?”. Boże moja głowa była przepełniona milionem pytań. Nic nie rozumiałem, dochodziłem do pewnych wniosków, ale szybko z nich rezygnowałem. Wszystko co myślałem co sobie wyobrażałem po chwili stawało się sprzeczne z innymi faktami. Jednak bez jakichkolwiek protestów dwie rzeczy są pewne. Pierwsza to, że Zayn może być tym całym „M”, który nie daje mi swobodnie żyć i odciąć się od tamtego świata, od przeszłości. Niestety druga jest gorsza i będzie na pewno trudniejsza: muszę z nimi w końcu porozmawiać na ten temat. Ale nie dziś...
-O czym gadacie?-przerwałem im wchodząc do pokoju.
-Właśnie wspominaliśmy moje urodziny, o których Ci opowiadałam i za niedługo zbliżają się następne.
-Wybieracie się na imprezę do Marka?-zagadnął Niall.
-Tak. Mogę nas zabrać. Dam wam znać co i jak.-zamknąłem okno przez które wpadało chłodne powietrze.
-Chłopaki idźcie już, bo Hazza wychodzi z Mattem, a ja z jego mamą i oboje potrzebujemy się przygotować.
-Oki. To na razie.- pożegnali się z nami i wyszli.
Byłem z nią teraz sam na sam i teoretycznie mogłem zrobić wszystko, bo wiedziałem, że na wiele mi pozwoli. Eh... Marcel ty zboczuchu! O czym ty myślisz! W każdym bądź razie miałem idealny moment by z nią porozmawiać o tym co się działo i o czym rozmawiali jak byłem w łazience. Chyba niestety nie był to ten moment...
-Karoline idziemy?-moja mama wparowała do pokoju.
-Już?-zdziwiłem się.
-Przecież musimy wybrać coś sexy dla niej na tą dzisiejszą imprezę.-puściła do niej oczko.
-Uwielbiam twoją mamę.-rzuciła się na mnie i objęła.
-To dlaczego przytulasz mnie?-objąłem ją w pasie.
-Jak Ci nie pasuje...-poczęła wyrywać się z moich objęć, a ja ją tylko mocniej przytuliłem.
-Idź już na te zakupy.-pocałowałem ją w czoło i wypuściłem
-Pa!-rzuciła wychodząc z pokoju.

***

Matt przyjechał po mnie terenówką. Całkiem niezłe auto, ale ja też mam fajne. Osobiście to wolę moje, ale cóż... W każdym razie jechaliśmy jakąś godzinę. Jak się zapytałem, gdzie jedziemy to powiedział, że to niespodzianka. Miałem wrażenie, że chyba mu się jednak nie podoba ten nasz wspólny wyjazd. Wszystko nawet było spoko chwile rozmawialiśmy w aucie. I na szczęście ta moja męczarnia się zakończyła, gdy usłyszałem:
-Dojechaliśmy.
Zacząłem się rozglądać, a tam jakaś piaskowa droga, pole po jednej stronie, pole po drugiej stronie. „Gdzież on mnie wywiózł?” zadawałem sobie pytanie w myślach. Zatrzymał się przed jakimś starym domkiem z drewna. Widniał nad nim napis: „Strzelnica”. Było to trochę dziwne, bo strzelnicy to raczej nie przypominało.
-To na pewno tu?-zapytałem się wysiadając z auta.
-Tak.-wciągnął powietrze do płuc.- Chodź postrzelamy sobie.-poklepał mnie po plecach i skierował się do drzwi.
Poszedłem tuż za nim. Pchnął wielkie drewniane drzwi i znaleźliśmy się w środku. Na ścianach widniało pełno zwierzęcych głów i skór. Ogólnie pomieszczenie było przestronne. W rogu dostrzegłem trzy stoliki i krzesła. Zaczynało mnie troszkę przerażać po co on mnie wywiózł tak daleko... Mógł zabrać mnie na strzelnice u nas.
-Chodź już zapłaciłem.-wyrwał mnie z rozmyślań Matt.
Poszedłem za nim do jakiegoś pomieszczenia dalej. Było tam mnóstwo różnej broni: krótka, długa, z jedną lufą, z dwoma, karabiny, automaty no ogrom tego. Matt wybrał parę i wyszliśmy na zewnątrz. Stanąłem na werandzie budynku i zamarłem jakbym zobaczył ducha. Ja byłem na jakimś ranczo! Ja nawet nie wiedziałem, że tu jeszcze coś takiego istnieje. Przed sobą miałem wielkie pole i w oddali stały snopy siana. Na tych snopach ustawione były jakieś puszki i słoiki. Na prawo było takie miasteczko do którego można było wejść i strzelać do bandytów, ale trzeba było uważać na zwykłych ludzi. Najbardziej fascynowało mnie to co stało na lewo. Dostrzegłem duże, okrągłe tarcze do strzelania, ale raczej do łuku niż broni palnej.
-Matt to można sztrzelać z łuku?
-Tak, ale to jest dodatkowa atrakcja.
-Dodatkowa?
-Trzeba zestrzelić sześć puszek, dwa słoiki i nie zastrzelić żadnego mieszkańca w „Mieście bandytów”-wskazał na kartonowe miasteczko.
-Dawaj broń ja już sobie z tym wszystkim poradzę.
-Jest haczyk kolego.
-Jak zawsze. Co tym razem?
-Przy puszkach i słoikach masz tylko jedną kulę więcej do wykorzystania, czyli raz możesz spudłować. A w „miasteczku” masz wyliczoną ilość kul na bandytów.
-Dam radę.
-Dobrze, nie przeczę. Pokazać Ci jak używać tego?
-Nie trzeba. Ty pierwszy.
Stanął w rozkroku i śmiało zestrzelił jedną puszkę. Dobrze mu szło, ale na początku. Potem zaczął chybiać i tu miałem przewagę. Pokaż na co Cie stać Styles!
Chwyciłem broń w prawą rękę i wystawiłem lewą nogę w przód. Usłyszałem tylko cichy chichot Matta i innych którzy stali na werandzie domu. Uśmiechnąłem się do siebie i wziąłem głęboki oddech, który pomógł mi się wyciszyć. Oddałem strzał w słoik i opuściłem broń. Za plecami słyszałem; „Jak on to zrobił?” „To nie możliwe”. Skierowałem wzrok na Matta, a ten wpatrywał się z niedowierzaniem. Strzeliłem z jeden słoik, a rozbiły się dwa. Tak po kolei wystrzelałem wszystkie puszki i zostały mi dwie kule w magazynku. Zaśmiałem się i odwróciłem. Za mną stali mężczyźni zastanawiając się jak ja to zrobiłem. Oddałem broń Mattowi i zaśmiałem się cwaniacko.
-Teraz daj mi dwa Glocki 19. Idę po swój łuk.
-Jesteś pewien, że dasz radę?
-Jasne. Jest jakiś poziom trudności?
-Tak.
-To chcę najtrudniejszy.
Stanąłem przed „wejściem” odbezpieczyłem broń i kiwnąłem głową, że jestem gotowy. Wpuścili mnie do środka. Stanąłem w centrum i obróciłem się dookoła. Nic nigdzie nie było i nagle słyszę podnosząca się bramka, szybki ruch i wykonuje celny strzał. Podążam do niego i zza rogu kolejna postać i znów bingo! Tak do końca, całe dwadzieścia postaci. Już kieruje się do wyjścia i nagle dwie postacie przy nim. Już miałem strzelać, gdy dostrzegłem, że nie mają broni i nie strzeliłem. Ze środka wyszedłem dumny z siebie. Wszyscy stali i nie wierzyli w to co właśnie ujrzeli. Nie popełniłem żadnego błędu
-Stary jak ty to zrobiłeś?-odezwał się jeden z nich.
-Uwziąłem się, bo chce postrzelać z łuku.
-Należy Ci się.-podał mi łuk właściciel.
-Gdzie ty nauczyłeś się tak dobrze strzelać? Jesteś taki młody!
-Ujmę to tak. Jeśli czegoś pragniesz to nie odpuszczaj.-poklepałem grubego mężczyznę i poszedłem na drugą stronę pola.
-Chwila.-podbiegł do mnie Matt i dotrzymywał mi kroku.-Jakim cudem wiesz jak posługiwać się bronią i to tak dobrze?
-Nie jesteś moim ojcem, żeby to wiedzieć.-rzekłem najuprzejmiej jak potrafiłem.
-Ale jestem blisko z twoją matką i myślę, że byłoby miło gdyby wiedziała skąd umiesz tak strzelać.
-Po prostu mam szczęście i tyle.-napiąłem łuk i puściłem strzałę. Trafiła w sam środek.
Już więcej o to mnie nie męczył. Wiedział, że i tak nie udzielę mu odpowiedzi-przynajmniej nie powiem prawdy. A co ja miałem mu powiedzieć? Może powiem mu prawdę? „No wiesz co Matt zanim przeprowadziłem się tu z mamą i zanim zmieniłem się w grzecznego chłopca, byłem w gangu. Skakaliśmy po dachach, budynkach i całkiem nieźle nauczyli mnie władać bronią. Myślę, czy nie nauczyć Cię strzelać, bo chyba nie potrafisz, a przywozisz mnie w takie miejsca. Ciekawy sposób na poznanie się. A wiesz co: Mam ochotę Cię zastrzelić za to co zrobiłeś Karoline. Jesteś beznadziejnym ojcem, bo zostawiłeś dwóch synów i wyparłeś się córki. Co z Ciebie za człowiek!? Jesteś zwykłą szmatą, którą powinno wycierać się podłogę. Takie mam zdanie o Tobie!”. Przecież mu tego nie powiem! „Ogarnij się Styles” podpowiadało mi moje drugie ja.
-Może pojedziemy dalej?
-A to jeszcze gdzieś jedziemy?
-Tak. Idziesz?-zagadnął mnie.
-Taj. Już.-oddałem łuk właścicielowi strzelnicy i podziękowałem za miły dzień, a on zaprosił mnie ponownie.
Znów godzina w samochodzie. Jakie to jest męczące... Tym razem żaden z nas się nie odzywał. Chyba go uraziłem czymś. Jest dorosły, a zachowuje się jak dziecko. Odezwał się dopiero jak dojechaliśmy na miejsce.
Stanęliśmy przed jakąś knajpą, a raczej pubem. W około był jakiś las, ale kojarzyłem tą okolicę. Nie wiem jaki i kiedy, ale byłem tu chyba.
-Chodź do środka, bo robi się zimno. Zjemy coś i pogadamy sobie.
-Już idę.
Weszliśmy do środka. Pachniało tam piwem, hamburgerami i było słychać mnóstwo facetów. Usiedliśmy przy barze na krzesłach. Obróciłem się i spoglądałem w stronę parkietu. Teraz zauważyłem, że było tam dużo kobiet.
-Chcesz piwo?-wyrwał mnie z rozmyślań Matt.
-Tak, ale małe. Idę potem na imprezę nie wiem, czy pamiętasz.
-Okey. To jedno duże i małe.
-Przecież prowadzisz.-upomniałem go.
-Spokojnie, Matt pije bezalkoholowe. Kim jesteś, że tego nie wiesz?-zagadnął barman.
-To syn Anne, opowiadałem Ci.-Matt odpowiedział zanim się odezwałem.
Chwila „syn Anne” ? To on się zna z tym barmanem. On doskonale wiedział, że pije bezalkoholowe. Co tu do cholery jest grane! Zaczynam się denerwować, ale muszę zachować zimną krew.

Po posiłku spożytym w zupełnej ciszy zaczęliśmy grać w rzutki. Niestety, ale wygrywał ze mną, bo za bardzo za tą grą nie przepadam.
-Miałeś mi trochę o sobie opowiedzieć jak się dziś zobaczymy, a raczej nie było okazji.-zwrócił się do mnie.
-No trochę byliśmy zajęci. W sumie to nie wiem co Ci mam powiedzieć. Chłopak jak chłopak. Lubię fajne dziewczyny, nawet dobrze się uczę, czasami pójdę na imprezę. Mam normalne życie jak przeciętny człowiek.-zdobyłem się na uśmiech.
-No to faktycznie chyba nie ma co opowiadać.-upił łyk piwa.
-A ty co mi ciekawego powiesz? Jak to jest z tymi twoimi synami?
-Wiesz ogólnie rozwód z żoną miałem ciężki i teraz mam trochę ograniczone prawa co do synów. Twoja mama jest całkiem fajna kobietą. Nie wiem czy na nią zasługuję.
-Myślę, że idealnie do siebie pasujecie.-skłamałem i podałem mu lotki.
-Może i masz racje. Nie chce jej skrzywdzić. To by było moje trzecie małżeństwo.
-Trzecie.-dodałem pośpiesznie.
-Tak... Eh... W pierwszym małżeństwie nie miałem dzieci.-powiedział zdenerwowany.
-Na pewno?
-Przepraszam czy ty mi coś zarzucasz!?-podniósł się ze stołka- Za kogo ty się masz gówniarzu!?-przysunął się niebezpiecznie blisko, a jego dłonie zacisnęły się w pieść.
-Przepraszam nie chciałem Cię urazić. Nie wiem dlaczego z tym wypaliłem.-uniosłem ręce w geście poddania.
-Dobrze.-natychmiast ochłonął- Jedziemy do domu.-rzucił pieniądze barmanowi i wyszedł.


***

Wyszedłem spod prysznica i rozczesałem włosy. Podszedłem do szafy i wybrałem bordowe vansy, moje ukochane, czarne rurki, czerwoną koszulkę z napisem: „Young Lover Never Die” i skórzaną kurtkę. Poszedłem do łazienki wysuszyć włosy, gdy dostałem sms:
„Jestem na dole czekam z chłopakami :* ”
Wtedy przypomniałem sobie, że miałem wysłać sms z adresem do Lou, gdzie jest impreza. Znalazłem jego numer i wstukałem na ekranie:
„Pillar Box Ln 246 będzie ostra impreza :)”
Chwilę później dostałem sms od Lou:
„Dziki za adres :) na pewno będziemy”
Psiknąłem się jeszcze swoimi perfumami i wyszedłem z pokoju kierując się na dół.
-Hej chłopaki! Gdzie Crazy?
-Jest w kuchni z twoją mamą.
-To macie tu moje kluczyki.-rzuciłem im je- Wsiądźcie do auta, a ja zaraz przyjdę z naszą zgubą.
Skierowałem się do kuchni po dziewczynę i już w drodze do niej usłyszałem dziwną rozmowę:
-Spokojnie. Wybrałyśmy super ciuchy na pewno się wszystkim spodobasz. Byłoby dziwne, gdyby nikt nie zwrócił uwagi na twoje wdzianko.
I wtedy wszedłem do kuchni...
-O... Marcel nareszcie.-powiedziała mama.

_________________________
  
   Bardzo późno, wiem. Niestety nie będę się rozpisywać za bardzo, bo źle się czuję. Martwi mnie, że z rodziału na rozdział jest mniej komentarzy. Proszę wyrażajcie swoje zdanie. 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ XOXO