-Co
ty robisz!? Nie tutaj…-mówiła przerażona.
-Właśnie tu i teraz skarbie.-ściągnąłem koszule.
-Czy to…?-dotknęła mojego ramienia- To ten sam statek, te ptaszki, motylek.-powoli przesuwała palcem po moich tatuażach.
-Teraz mi wierzysz?-zapytałem zakładając koszulę.
-Tak, ale dlaczego? Dlaczego udajesz kogoś kim nie jesteś? Takiego kujona. Przecież jesteś takim fajnym kolesiem. Po co?-zasypywała mnie pytaniami.
-Muszę… To trudniejsze niż myślisz. Taki obowiązek, obiecałem.-powiedziałem ulizując włosy przed lustrem.
-Nic nie rozumiem.
-Nie teraz. Teraz są lekcje. Pamiętasz, że jestem kujonem? Wytłumaczę Ci to innym razem. Teraz musimy.-zakładałem plecak na plecy.
-Pamiętam, ale… -przerwała.
-Spokojnie. Ja wybiegnę zapłakany, a ty wyjdź dumna po chwili. Wtedy nikt się nie domyśli.-musnąłem jej usta.
Z udawanym płaczem pobiegłem do klasy. Nikt nawet nie zwrócił na mnie uwagi, więc chyba dobrze poszło.
-Przepraszam za spóźnienie, to się nie powtórzy.-zasiadłem w ławce.
-Nic się nie dzieje Marcel. To twój pierwszy raz.-uśmiechnął się nauczyciel.
Siedziałem całą lekcje robiąc “notatki”. Rysowałem w zeszycie usiłując wymyślić co dalej. Jakoś to wszystko muszę teraz odkręcić. Ale namieszałem… Gorzej już chyba być nie może.
-Marcel. Przerwa jest. Nie idziesz?-zapytał nauczyciel stojący przy moim biurku.
-Tak. Zamyśliłem się. Bardzo Pana przepraszam za moje dzisiejsze zachowanie na lekcji. Mam troszkę problemów, bardzo dużo nauki, do tego i mało sypiam. To wszystko źle wpływa na mój organizm i metabolizm. Taka reakcja łańcuchowa. Jedno pociąga za sobą drugie. Mam nadzieję, że nie obraziło to Pana w żaden sposób.-gadałem nie dając nauczycielowi dojść do głosu.
-Spokojnie chłopcze. Nie jestem zły. Każdy ma prawo do gorszego dnia. Nawet ty. Nikt z nas ludzi przecież nie jest idealny.-poklepał mnie po ramieniu- Teraz już idź, bo się spóźnisz na następna lekcje.
-Dziękuję za wyrozumiałość. Do widzenia!-rzuciłem wychodząc z klasy.
Skierowałem się do swojej szafki. Wszyscy na korytarzu się na mnie dziwnie patrzyli i się śmiali. Nie wiedziałem o co im chodzi, puki nie dotarłem do szafki. Podbiegłem do niej i z przerażeniem zacząłem zrywać zdjęcia i karteczki doczepione do niej. Było tam mnóstwo moich zdjęć, nagich, ale po retuszu. Bardzo przykrym retuszu… Bez tatuaży. Nie chce więcej z tego opisywać wyobraźcie to sobie. Do tego te napisy: “Dick”, “Asshole”, “Idiot”. Wrzuciłem wszystko do kosza obok. Po otwarciu szafki ujrzałem liścik.
-Właśnie tu i teraz skarbie.-ściągnąłem koszule.
-Czy to…?-dotknęła mojego ramienia- To ten sam statek, te ptaszki, motylek.-powoli przesuwała palcem po moich tatuażach.
-Teraz mi wierzysz?-zapytałem zakładając koszulę.
-Tak, ale dlaczego? Dlaczego udajesz kogoś kim nie jesteś? Takiego kujona. Przecież jesteś takim fajnym kolesiem. Po co?-zasypywała mnie pytaniami.
-Muszę… To trudniejsze niż myślisz. Taki obowiązek, obiecałem.-powiedziałem ulizując włosy przed lustrem.
-Nic nie rozumiem.
-Nie teraz. Teraz są lekcje. Pamiętasz, że jestem kujonem? Wytłumaczę Ci to innym razem. Teraz musimy.-zakładałem plecak na plecy.
-Pamiętam, ale… -przerwała.
-Spokojnie. Ja wybiegnę zapłakany, a ty wyjdź dumna po chwili. Wtedy nikt się nie domyśli.-musnąłem jej usta.
Z udawanym płaczem pobiegłem do klasy. Nikt nawet nie zwrócił na mnie uwagi, więc chyba dobrze poszło.
-Przepraszam za spóźnienie, to się nie powtórzy.-zasiadłem w ławce.
-Nic się nie dzieje Marcel. To twój pierwszy raz.-uśmiechnął się nauczyciel.
Siedziałem całą lekcje robiąc “notatki”. Rysowałem w zeszycie usiłując wymyślić co dalej. Jakoś to wszystko muszę teraz odkręcić. Ale namieszałem… Gorzej już chyba być nie może.
-Marcel. Przerwa jest. Nie idziesz?-zapytał nauczyciel stojący przy moim biurku.
-Tak. Zamyśliłem się. Bardzo Pana przepraszam za moje dzisiejsze zachowanie na lekcji. Mam troszkę problemów, bardzo dużo nauki, do tego i mało sypiam. To wszystko źle wpływa na mój organizm i metabolizm. Taka reakcja łańcuchowa. Jedno pociąga za sobą drugie. Mam nadzieję, że nie obraziło to Pana w żaden sposób.-gadałem nie dając nauczycielowi dojść do głosu.
-Spokojnie chłopcze. Nie jestem zły. Każdy ma prawo do gorszego dnia. Nawet ty. Nikt z nas ludzi przecież nie jest idealny.-poklepał mnie po ramieniu- Teraz już idź, bo się spóźnisz na następna lekcje.
-Dziękuję za wyrozumiałość. Do widzenia!-rzuciłem wychodząc z klasy.
Skierowałem się do swojej szafki. Wszyscy na korytarzu się na mnie dziwnie patrzyli i się śmiali. Nie wiedziałem o co im chodzi, puki nie dotarłem do szafki. Podbiegłem do niej i z przerażeniem zacząłem zrywać zdjęcia i karteczki doczepione do niej. Było tam mnóstwo moich zdjęć, nagich, ale po retuszu. Bardzo przykrym retuszu… Bez tatuaży. Nie chce więcej z tego opisywać wyobraźcie to sobie. Do tego te napisy: “Dick”, “Asshole”, “Idiot”. Wrzuciłem wszystko do kosza obok. Po otwarciu szafki ujrzałem liścik.
"To dopiero początek! Stać mnie na więcej! Lepiej zniknij z jej życia, bo się to źle dla ciebie skończy!"
-M
Co
do cholery! Ktoś próbuje mnie szantażować. Ja sobą nie dam
pomiatać. Widać ktoś naprawdę mnie nie zna. Nie wie, że
wrzucenie mnie na głęboką wodę źle się dla niego skończy. Nie
dla mnie. Ja potrafię pływać, on raczej nie.
Reszta dnia w szkole była katorgą. Wszyscy wytykali mnie palcami.
Przywykłem do tego, ale dziś wyjątkowo się to nasiliło. Podczas
lunchu Miriam cały czas się na mnie patrzyła. Była zła, ale też
smutna. To było dziwne jak wiele emocji się w niej teraz
gromadziło. Nie wiedziałem, że w takiej osóbce może mieścić
się tyle energii i emocji. Poznawałem ją przy każdym spotkaniu i
rozmowie na nowo. Z samej obserwacji można było wiele wywnioskować.
Jest najpopularniejsza w szkole, ale zachowuje się
przyzwoicie.
Jakiś sms… Pewnie od mamy z przeprosinami.
Jakiś sms… Pewnie od mamy z przeprosinami.
"Przestań się na nią gapić. Pożałujesz!"
-M
To
zaczyna mnie przerażać. Panicznie rozglądałem się po stołówce
i zastanawiałem się kto to wysłał. To i tak na marne, bo połowa
ludzi miała telefony w ręce. Normalnie jak uzależnieni.
Jakieś 5 minut przed dzwonkiem na lekcje skierowałem się do klasy. Mieliśmy mieć chemię. Zająłem swoje miejsce i przygotowałem wszystko. Po dzwonku wszyscy weszli do klasy i usiedli. Koło mnie zostało jedyne wolne miejsce. Zauważyłem, ze Miriam się spóźnia… Ale u niej to normalne. Ona musi mieć “wejście”. Chwilę później pojawiła się nasza gwiazda. Dumnie weszła do klasy i podeszła do biurka nauczyciela. Usiadła na nim tyłem do klasy i szepnęła mu coś. Wstała i usiadła przy moim biurku. Nie była jakaś smutna z tego powodu, że siedzi ze mną, raczej szczęśliwa.
-Zaczniemy od wcześniej zapowiedzianej kartkówki.-stanął nauczyciel przed klasą z kartkami.
-Nie da się tego przełożyć?-padło pytanie, a ja byłem za.
Panicznie począłem wertować kartki w podręczniku. Na śmierć zapomniałem o tej kartkówce. Jezu! Pomóż!
-Zapowiadałem wam ją tydzień temu.
-To może zagłosujemy, wtedy będzie sprawiedliwie.-zaproponowałem.
-Marcel nie nauczyłeś się?-zapytał zdziwiony profesor.
-Umiem, ale wspieram klasę. To, że ja się nauczyłem nie oznacza, że nie popieram klasy. Tworzymy grupę i musimy się wspierać.-znów odezwał się stary ja. Cholera…
-Dobrze, więc kartkówka za tydzień. Upiekło się wam.
Wszyscy gwizdali z radości i klepali mnie po plecach dziękując. Cała lekcja minęła mi miło w towarzystwie brunetki. Wspólnie przeprowadzaliśmy reakcje i doświadczenia. Było bardzo zabawnie. Zwłaszcza wtedy kiedy nasze biurko nagle zaczęło płonąć, a profesor panicznie je gasił. Wszyscy się śmiali, a nauczyciel o mało nie dostał zawału. Po prostu za dużo odczynników i tyle. Nie byliśmy ostrożni tak jak prosił. A może ja to specjalnie zrobiłem? Tak macie mnie. Chciałem trochę ożywić tę lekcje.
Dzień mi w szkole minął stosunkowo dobrze. Po za tymi paroma wpadkami na lekcjach… Nadrobiłem to esejem z anglika. Mam nadzieję, że napisałem go B. Wciąż zastanawia mnie ta sprawa z tymi sms-ami. Kto jest na tyle głupi żeby mi grozić. Muszę jakoś się dowiedzieć. Jakoś odnaleźć ją albo jego. Gorzko pożałuje jak już to coś dorwę.
***
Jakieś 5 minut przed dzwonkiem na lekcje skierowałem się do klasy. Mieliśmy mieć chemię. Zająłem swoje miejsce i przygotowałem wszystko. Po dzwonku wszyscy weszli do klasy i usiedli. Koło mnie zostało jedyne wolne miejsce. Zauważyłem, ze Miriam się spóźnia… Ale u niej to normalne. Ona musi mieć “wejście”. Chwilę później pojawiła się nasza gwiazda. Dumnie weszła do klasy i podeszła do biurka nauczyciela. Usiadła na nim tyłem do klasy i szepnęła mu coś. Wstała i usiadła przy moim biurku. Nie była jakaś smutna z tego powodu, że siedzi ze mną, raczej szczęśliwa.
-Zaczniemy od wcześniej zapowiedzianej kartkówki.-stanął nauczyciel przed klasą z kartkami.
-Nie da się tego przełożyć?-padło pytanie, a ja byłem za.
Panicznie począłem wertować kartki w podręczniku. Na śmierć zapomniałem o tej kartkówce. Jezu! Pomóż!
-Zapowiadałem wam ją tydzień temu.
-To może zagłosujemy, wtedy będzie sprawiedliwie.-zaproponowałem.
-Marcel nie nauczyłeś się?-zapytał zdziwiony profesor.
-Umiem, ale wspieram klasę. To, że ja się nauczyłem nie oznacza, że nie popieram klasy. Tworzymy grupę i musimy się wspierać.-znów odezwał się stary ja. Cholera…
-Dobrze, więc kartkówka za tydzień. Upiekło się wam.
Wszyscy gwizdali z radości i klepali mnie po plecach dziękując. Cała lekcja minęła mi miło w towarzystwie brunetki. Wspólnie przeprowadzaliśmy reakcje i doświadczenia. Było bardzo zabawnie. Zwłaszcza wtedy kiedy nasze biurko nagle zaczęło płonąć, a profesor panicznie je gasił. Wszyscy się śmiali, a nauczyciel o mało nie dostał zawału. Po prostu za dużo odczynników i tyle. Nie byliśmy ostrożni tak jak prosił. A może ja to specjalnie zrobiłem? Tak macie mnie. Chciałem trochę ożywić tę lekcje.
Dzień mi w szkole minął stosunkowo dobrze. Po za tymi paroma wpadkami na lekcjach… Nadrobiłem to esejem z anglika. Mam nadzieję, że napisałem go B. Wciąż zastanawia mnie ta sprawa z tymi sms-ami. Kto jest na tyle głupi żeby mi grozić. Muszę jakoś się dowiedzieć. Jakoś odnaleźć ją albo jego. Gorzko pożałuje jak już to coś dorwę.
***
-Hej
synku!-powitała mnie ciepłym uśmiechem mama.
-Cześć.-powiedziałem podejrzliwie.
-Chciałam z tobą porozmawiać przy obiedzie. Obiecuję, że nie będę krzyczeć. Idź na górę, przebierz się i zejdź na posiłek.
-Dobrze.
Jak poprosiła tak wykonałem. W pokoju założyłem na siebie czarne dresy i bluzę z nike. W mojej ukochanej łazience zmyłem tonę żelu z głowy i doprowadziłem włosy do normalności. Stojąc przed lustrem przypomniałem sobie dzisiejszą akcję w szkolnej toalecie. To było coś niesamowitego. Taka adrenalina… Powietrze było tak gęste, że można było je ciąć nożem. To była taka cudowna i niepowtarzalna okazja powiedzieć jej co czuje. Nie wykorzystałem jej, ale mam nadzieję, że będą inne.
Powoli schodziłem po schodach i usłyszałem jak moja mama nuci melodię. Już dawno jej takiej nie widziałem. Na prawdę chyba chce mnie przeprosić. Popędziłem do jadalni i zasiadłem obok niej.
-A więc o czym chciałaś porozmawiać?
-Synku popełniam wiele błędów. Mam nadzieję, że mi je wszystkie kiedyś wybaczysz. Dopiero po naszej kłótni stwierdziłam jak bardzo cię skrzywdziłam zmuszając do udawania innej osoby. Chciałam Cię przeprosić. Pragnęłam dla ciebie jak najlepiej. Wydawało mi się to słuszne…. Pomyliłam się.-otarłem łzę spływająca z jej policzka- Teraz już wiem, że się zmieniłeś. Ufam Ci, słyszysz ufam. Doszłam do wniosku, że nie możesz dalej udawać kogoś kim nie jesteś. Dzwoniłam do dyrektora twojej szkoły. Wysłuchał mnie i powiedział, że nie będzie problemu jeśli będziesz sobą. Poznał Cię dość dobrze i wie, że już nie kradniesz. Zapłaciłeś już wystarczającą karę. Musisz tylko wciąż się dobrze uczyć. Zaproponował, abyś napisał esej na angielski. O tym co przeszedłeś i jak się zmieniłeś. Nie musisz opisywać tego, że ukradłeś biżuterię. Tak wszystko wyjaśnisz klasie. Co ty na takie rozwiązanie?
-Mówisz, że mogę nosić swoje ubrania. Ten garniak i ulizane włosy znikną. Tylko jeśli będę się uczył i napisze esej?-patrzyłem na nią z niedowierzaniem.
-Tak. Właśnie to powiedziałam.-skinęła głową.
-Jasne, że się zgadzam. To najlepsze co mogło mnie spotkać po tym wszystkim.-rzuciłem się na nią z uściskiem.
-Puść mnie, bo mnie udusisz. To nie wszystko.
-Jest coś jeszcze?-zdziwiłem się.
-Tak. Postanowiłam podarować Ci auto na które tak czekasz.-wręczyła mi kluczyki.
-Mogę je zobaczyć już teraz?-poderwałem się z krzesła.
-Jak zjesz, bo całkiem wystygnie.-wskazała na posiłek.
-Dobrze. Dla ciebie wszystko.
Jadłem tak szybko jak się dało. Oczywiście rozśmieszając tym mamę. Myślała, że zaraz nie wysiedzę na tym krześle. Nogi to mnie wręcz paliły by wybiec. Nareszcie koniec. Już podrywałem się z krzesła, gdy to usłyszałem:
-Siadaj. Jeszcze deser.-zaśmiała się mama
-Poważnie!?
-Żartuję! Leć do niego, bo widzę jak cię podpala.
Nie trzeba było powtarzać. Poderwałem się wywracając krzesło i wybiegłem z domu. Stanąłem jak wryty na werandzie. Przed moim domem stał nowiuteńki Mustang gt500 shelby. Jeszcze do tego był czarny! Podbiegłem do niego i delikatnie dotknąłem dłonią maski. On tam na prawdę stał. To nie jest żart. Moje kochane i własne autko. Ma przyciemnione szyby, a z tylu koło marki jest moje imię. Powoli otworzyłem auto i ujrzałem idealne wnętrze. Czerwona skóra na siedzeniach i czarny wystrój z czerwonymi dodatkami. Jest jak ze snów. Usiadłem na miejscu kierowcy, ustawiłem fotel i odpaliłem. Oh… Jaki cudowny dźwięk. Muzyka dla moich uszu. Otwarłem drzwi pasażera i poszukałem wzrokiem mamy.
-Wsiadasz?
-Myślałam, że nie zapytasz!-uśmiechnęła się i wsiadła do auta.
-No to jedziemy!
Wybraliśmy się na małą przejażdżkę po miasteczku. Wszyscy się oglądali za moim autkiem. To takie cudowne uczucie, gdy ludzie znów Cię zauważają. Chłopaki ze szkolnej drużyny pokazywali palcem na moje auto, a dziewczyny uśmiechały się i szeptały. Wróciłem razem z rodzicielką do domu i wciąż nie wierzyłem. Cały czas ściskałem ją mocno i całowałem.
Po takim dniu pełnym wrażeń zasiadłem do laptopa. Otworzyłem program do pisania tekstów i stworzyłem ogromny i cudowny esej o mnie. Opisywał wszystkie moje przyjścia i dlaczego musiałem się zmienić. Po zakończonej pracy udałem się pod prysznic i do łóżeczka.
-Cześć.-powiedziałem podejrzliwie.
-Chciałam z tobą porozmawiać przy obiedzie. Obiecuję, że nie będę krzyczeć. Idź na górę, przebierz się i zejdź na posiłek.
-Dobrze.
Jak poprosiła tak wykonałem. W pokoju założyłem na siebie czarne dresy i bluzę z nike. W mojej ukochanej łazience zmyłem tonę żelu z głowy i doprowadziłem włosy do normalności. Stojąc przed lustrem przypomniałem sobie dzisiejszą akcję w szkolnej toalecie. To było coś niesamowitego. Taka adrenalina… Powietrze było tak gęste, że można było je ciąć nożem. To była taka cudowna i niepowtarzalna okazja powiedzieć jej co czuje. Nie wykorzystałem jej, ale mam nadzieję, że będą inne.
Powoli schodziłem po schodach i usłyszałem jak moja mama nuci melodię. Już dawno jej takiej nie widziałem. Na prawdę chyba chce mnie przeprosić. Popędziłem do jadalni i zasiadłem obok niej.
-A więc o czym chciałaś porozmawiać?
-Synku popełniam wiele błędów. Mam nadzieję, że mi je wszystkie kiedyś wybaczysz. Dopiero po naszej kłótni stwierdziłam jak bardzo cię skrzywdziłam zmuszając do udawania innej osoby. Chciałam Cię przeprosić. Pragnęłam dla ciebie jak najlepiej. Wydawało mi się to słuszne…. Pomyliłam się.-otarłem łzę spływająca z jej policzka- Teraz już wiem, że się zmieniłeś. Ufam Ci, słyszysz ufam. Doszłam do wniosku, że nie możesz dalej udawać kogoś kim nie jesteś. Dzwoniłam do dyrektora twojej szkoły. Wysłuchał mnie i powiedział, że nie będzie problemu jeśli będziesz sobą. Poznał Cię dość dobrze i wie, że już nie kradniesz. Zapłaciłeś już wystarczającą karę. Musisz tylko wciąż się dobrze uczyć. Zaproponował, abyś napisał esej na angielski. O tym co przeszedłeś i jak się zmieniłeś. Nie musisz opisywać tego, że ukradłeś biżuterię. Tak wszystko wyjaśnisz klasie. Co ty na takie rozwiązanie?
-Mówisz, że mogę nosić swoje ubrania. Ten garniak i ulizane włosy znikną. Tylko jeśli będę się uczył i napisze esej?-patrzyłem na nią z niedowierzaniem.
-Tak. Właśnie to powiedziałam.-skinęła głową.
-Jasne, że się zgadzam. To najlepsze co mogło mnie spotkać po tym wszystkim.-rzuciłem się na nią z uściskiem.
-Puść mnie, bo mnie udusisz. To nie wszystko.
-Jest coś jeszcze?-zdziwiłem się.
-Tak. Postanowiłam podarować Ci auto na które tak czekasz.-wręczyła mi kluczyki.
-Mogę je zobaczyć już teraz?-poderwałem się z krzesła.
-Jak zjesz, bo całkiem wystygnie.-wskazała na posiłek.
-Dobrze. Dla ciebie wszystko.
Jadłem tak szybko jak się dało. Oczywiście rozśmieszając tym mamę. Myślała, że zaraz nie wysiedzę na tym krześle. Nogi to mnie wręcz paliły by wybiec. Nareszcie koniec. Już podrywałem się z krzesła, gdy to usłyszałem:
-Siadaj. Jeszcze deser.-zaśmiała się mama
-Poważnie!?
-Żartuję! Leć do niego, bo widzę jak cię podpala.
Nie trzeba było powtarzać. Poderwałem się wywracając krzesło i wybiegłem z domu. Stanąłem jak wryty na werandzie. Przed moim domem stał nowiuteńki Mustang gt500 shelby. Jeszcze do tego był czarny! Podbiegłem do niego i delikatnie dotknąłem dłonią maski. On tam na prawdę stał. To nie jest żart. Moje kochane i własne autko. Ma przyciemnione szyby, a z tylu koło marki jest moje imię. Powoli otworzyłem auto i ujrzałem idealne wnętrze. Czerwona skóra na siedzeniach i czarny wystrój z czerwonymi dodatkami. Jest jak ze snów. Usiadłem na miejscu kierowcy, ustawiłem fotel i odpaliłem. Oh… Jaki cudowny dźwięk. Muzyka dla moich uszu. Otwarłem drzwi pasażera i poszukałem wzrokiem mamy.
-Wsiadasz?
-Myślałam, że nie zapytasz!-uśmiechnęła się i wsiadła do auta.
-No to jedziemy!
Wybraliśmy się na małą przejażdżkę po miasteczku. Wszyscy się oglądali za moim autkiem. To takie cudowne uczucie, gdy ludzie znów Cię zauważają. Chłopaki ze szkolnej drużyny pokazywali palcem na moje auto, a dziewczyny uśmiechały się i szeptały. Wróciłem razem z rodzicielką do domu i wciąż nie wierzyłem. Cały czas ściskałem ją mocno i całowałem.
Po takim dniu pełnym wrażeń zasiadłem do laptopa. Otworzyłem program do pisania tekstów i stworzyłem ogromny i cudowny esej o mnie. Opisywał wszystkie moje przyjścia i dlaczego musiałem się zmienić. Po zakończonej pracy udałem się pod prysznic i do łóżeczka.
***
Dziś
mój wielki dzień. Mam znów być sobą. To takie… Podniecające.
Nie ważne ile razy dziś o tym myślałem uśmiech za każdym razem
nasuwał się na moją twarz. Tego poranka obudziły mnie ciepłe
promienie słoneczne wpadające przez okno. Miło ogrzewały moją
twarz. Zapowiada się idealny dzień na zmiany. Z wielką radością
podniosłem się z łóżka i podszedłem do laptopa. Otworzyłem go
na mojej pracy z anglika. Zaznaczyłem co trzeba i wydrukowałem.
Skierowałem się do łazienki. Z przyzwyczajenia chciałem nałożyć
na włosy tonę żelu. Na szczęście w czas się powstrzymałem.
-Nie dziś kochany.-powiedziałem komicznie, odkładając znienawidzony przedmiot do szafki.
Zbliżyłem się do ogromnej szafy w pokoju. Chwilę zastanawiałem się co założyć. Mój styl wymieszał się trochę z tym grzecznym, ułożonym chłopcem. Po dłuższej chwili zastanowienia… Zdecydowałem się na moje ulubione, czarne rurki i szarą bokserkę. Stanąłem przed ogromnym lustrem w moim pokoju.
-No i tak ma być!-zaśmiałem się przeczesując włosy.
Chwyciłem moją starą skórzaną torbę z dna szafy. Wyprostowałem ją i schowałem do niej książki. Obowiązkowo znalazł się w niej też mój esej. Byłem już przy drzwiach, gdy uświadomiłem sobie, że zapomniałem najważniejszego…
-Telefon! Zapomniałbym ukochany!-zażartowałem wkładając go do tylnej kieszeni spodni.
Zbiegłem po schodach na dół do kuchni. Miałem jeszcze czas, więc spokojnie mogłem zjeść śniadanie. W kuchni już czekała na mnie mama smażąc naleśniki.
-Hej mamuś!-ucałowałem ją w policzek.
-Hej! Dawno nie widziałam Cię tak szczęśliwego. Mój kochany synek wrócił.-obdarzyła mnie ciepłym uśmiechem.
-Dzięki. Znów jestem sobą. Dziś wielki dzień! Trzymaj kciuki.
-Trzymam. A teraz jedz, bo będziesz głodny.-postawiła przed moimi oczami talerz z posiłkiem.
Śniadanie minęło mi w miłej atmosferze. Mama wciąż żartowała i była radosna. Ona też znów jest wesoła. Jestem z niej dumny. Tak wiele przeszła przez moją głupotę, a wciąż mnie mocno kocha.
-Dzięki mamo, było pyszne.-odłożyłem talerz do zlewu.
-Nie ma za co. Ty sprzątasz?!-zażartowała, a ja obdarzyłem ja “morderczym” spojrzeniem.
Skierowałem się do drzwii. W przedpokoju założyłem czarne vansy i szarą czapkę. Stanąłem za drzwiami i odetchnąłem pełną piersią. Powoli zbliżyłem się do mojego autka. Wsiadłem i wciąż czegoś mi brakowało. Tylko minutę zajęło mi przypomnienie sobie. Uruchomiłem płytę z moimi ulubionymi piosenkami i już było idealnie. Odpaliłem i ruszyłem. Podróż do szkoły zajęła mi znacznie mniej czasu niż zwykle. Podjechałem pod budynek i poszukałem miejsca do zaparkowania. Wybrałem to najbliżej wejścia do szkoły. To był ten moment. Byłem pewien, że będą się gapić. W sumie już to robili. Wysiadłem i natychmiast poczułem miliard spojrzeń na sobie. Powoli szedłem do swojej szafki. Zupełnie jakbym był tu obcy. Wszyscy mnie lustrowali. Nie było osoby, która nie gapiłaby się bezczelnie na moje tatuaże. Nareszcie dotarłem do upragnionego celu - szafka.
-To szafka Marcela.-odezwała się Miriam.
-Wiem. Jak ty się tu znalazłaś? Nie było Cię tu przed chwilą.
-Czary skarbie.-puściła oczko i zniknęła za drzwiami klasy.
W szafce był liścik. “Dlaczego mnie to nie dziwi” pomyślałem. Pewnie kolejna groźba dotyczącą Miriam. I się nie pomyliłem…
-Nie dziś kochany.-powiedziałem komicznie, odkładając znienawidzony przedmiot do szafki.
Zbliżyłem się do ogromnej szafy w pokoju. Chwilę zastanawiałem się co założyć. Mój styl wymieszał się trochę z tym grzecznym, ułożonym chłopcem. Po dłuższej chwili zastanowienia… Zdecydowałem się na moje ulubione, czarne rurki i szarą bokserkę. Stanąłem przed ogromnym lustrem w moim pokoju.
-No i tak ma być!-zaśmiałem się przeczesując włosy.
Chwyciłem moją starą skórzaną torbę z dna szafy. Wyprostowałem ją i schowałem do niej książki. Obowiązkowo znalazł się w niej też mój esej. Byłem już przy drzwiach, gdy uświadomiłem sobie, że zapomniałem najważniejszego…
-Telefon! Zapomniałbym ukochany!-zażartowałem wkładając go do tylnej kieszeni spodni.
Zbiegłem po schodach na dół do kuchni. Miałem jeszcze czas, więc spokojnie mogłem zjeść śniadanie. W kuchni już czekała na mnie mama smażąc naleśniki.
-Hej mamuś!-ucałowałem ją w policzek.
-Hej! Dawno nie widziałam Cię tak szczęśliwego. Mój kochany synek wrócił.-obdarzyła mnie ciepłym uśmiechem.
-Dzięki. Znów jestem sobą. Dziś wielki dzień! Trzymaj kciuki.
-Trzymam. A teraz jedz, bo będziesz głodny.-postawiła przed moimi oczami talerz z posiłkiem.
Śniadanie minęło mi w miłej atmosferze. Mama wciąż żartowała i była radosna. Ona też znów jest wesoła. Jestem z niej dumny. Tak wiele przeszła przez moją głupotę, a wciąż mnie mocno kocha.
-Dzięki mamo, było pyszne.-odłożyłem talerz do zlewu.
-Nie ma za co. Ty sprzątasz?!-zażartowała, a ja obdarzyłem ja “morderczym” spojrzeniem.
Skierowałem się do drzwii. W przedpokoju założyłem czarne vansy i szarą czapkę. Stanąłem za drzwiami i odetchnąłem pełną piersią. Powoli zbliżyłem się do mojego autka. Wsiadłem i wciąż czegoś mi brakowało. Tylko minutę zajęło mi przypomnienie sobie. Uruchomiłem płytę z moimi ulubionymi piosenkami i już było idealnie. Odpaliłem i ruszyłem. Podróż do szkoły zajęła mi znacznie mniej czasu niż zwykle. Podjechałem pod budynek i poszukałem miejsca do zaparkowania. Wybrałem to najbliżej wejścia do szkoły. To był ten moment. Byłem pewien, że będą się gapić. W sumie już to robili. Wysiadłem i natychmiast poczułem miliard spojrzeń na sobie. Powoli szedłem do swojej szafki. Zupełnie jakbym był tu obcy. Wszyscy mnie lustrowali. Nie było osoby, która nie gapiłaby się bezczelnie na moje tatuaże. Nareszcie dotarłem do upragnionego celu - szafka.
-To szafka Marcela.-odezwała się Miriam.
-Wiem. Jak ty się tu znalazłaś? Nie było Cię tu przed chwilą.
-Czary skarbie.-puściła oczko i zniknęła za drzwiami klasy.
W szafce był liścik. “Dlaczego mnie to nie dziwi” pomyślałem. Pewnie kolejna groźba dotyczącą Miriam. I się nie pomyliłem…
"Ciekawe jak im wyjaśnisz zmianę."
-M
Jest
krok za mną. Nie wie o pracy na angielski. To dobrze. Jeśli jest w
mojej klasie to będę to wiedzieć po tej lekcji.
Dzwonek zadzwonił, a ja razem z resztą osób z mojej klasy wszedłem na lekcję. Odłożyłem torbę koło ławki i wyciągnąłem pracę. Zbliżyłem się do biurka profesora.
-Dzień dobry. Nie wiem czy został Pan poinformowany przez dyrektora...-zacząłem.
-Tak zostałem. Proszę zacznij czytać jak uda Ci się ich uciszyć.-zaśmiał się nauczyciel.
-Mogę prosić was o uwagę?-powiedziałem dość głośno, aby każdy usłyszał.
W klasie zapanowała cisza. Ze strony profesora dało się usłyszeć chrząknięcia uznania. Powoli zacząłem czytać esej. Zajęło mi to trochę, bo był długi. No i ja dodawałem jeszcze parę rzeczy od siebie. Nigdy nie miałem problemu z angielskim ani z przykuciem uwagi słuchacza. Poszło gładko. Parę dziewczyn było bardzo przejętych, a chłopaki słuchali z zainteresowaniem. Tylko ona… W jej oczach dostrzegłem łzy. Jedna samotnie spłynęła po jej policzku. Była bardzo przejęta tym co czytałem i opowiadałem. Nie wiem dlaczego, ale wyczułem, że jej na mnie zależy. Niestety to pewnie złudzenie, bo ją kocham…
-… Tak zaczynam nowy rozdział w swoim życiu. Może inaczej. Zaczynam nowe życie. Tu i teraz z wami.-zakończyłem czytać.
Cała moja klasa
wstała i biła mi brawo. Chłopaki gwizdali na moją cześć.
Po kolei zaczęli do mnie podchodzić i gratulować mojej decyzji.
Mogłem przyznać się wcześniej, nie jest tak źle jak
myślałem.Dzwonek zadzwonił, a ja razem z resztą osób z mojej klasy wszedłem na lekcję. Odłożyłem torbę koło ławki i wyciągnąłem pracę. Zbliżyłem się do biurka profesora.
-Dzień dobry. Nie wiem czy został Pan poinformowany przez dyrektora...-zacząłem.
-Tak zostałem. Proszę zacznij czytać jak uda Ci się ich uciszyć.-zaśmiał się nauczyciel.
-Mogę prosić was o uwagę?-powiedziałem dość głośno, aby każdy usłyszał.
W klasie zapanowała cisza. Ze strony profesora dało się usłyszeć chrząknięcia uznania. Powoli zacząłem czytać esej. Zajęło mi to trochę, bo był długi. No i ja dodawałem jeszcze parę rzeczy od siebie. Nigdy nie miałem problemu z angielskim ani z przykuciem uwagi słuchacza. Poszło gładko. Parę dziewczyn było bardzo przejętych, a chłopaki słuchali z zainteresowaniem. Tylko ona… W jej oczach dostrzegłem łzy. Jedna samotnie spłynęła po jej policzku. Była bardzo przejęta tym co czytałem i opowiadałem. Nie wiem dlaczego, ale wyczułem, że jej na mnie zależy. Niestety to pewnie złudzenie, bo ją kocham…
-… Tak zaczynam nowy rozdział w swoim życiu. Może inaczej. Zaczynam nowe życie. Tu i teraz z wami.-zakończyłem czytać.
-Marcel, a co z resztą szkoły? Przecież się dowiedzą.-powiedział jeden z chłopaków.
_________________________________
W ten tak paskudny dzień dodaję rozdział. Ja za oknem widzę tylko szare niebo i zero słoneczka. Trochę taka pogoda dobija. Nie przepadam specjalnie za zimą. Chce już wiosnę! Marze o tym, aby założyć już krótkie spodenki i koszulkę na ramiączkach. :) Tak jeszcze odbiegając od tematu. Gracie może we Flappy Bird? Ja właśnie zaczęłam i nie mogę przejść dalej niż 11 :(
Co do tego rozdziału. Co sądzicie na ten temat? Spodziewaliście się takiego prezentu ze strony Ann? Nie uważacie, że to dziwne, iż Miriam nagle tak chętnie chce się zadawać z Marcelem i się tego nie wstydzi? Jak myślicie Marcel ma jakiś pomysł na to jak wytłumaczyć całej szkole jego zmianę? Czekam na wasze komentarze i na wasze propozycje co do kolejnych rozdziałów. Może nawet z czegoś skorzystam. CZYTASZ=KOMENTUJESZ ! XOXO
*.* kiedy kolejny rozdział ? nie mogę się już doczekać <3
OdpowiedzUsuńMyślę, że koło niedzieli powinien być <3
UsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńskoro czytam to komentuje to po co usuwasz komentarze ?
OdpowiedzUsuńDobra, więcej nie usune :)
Usuńczy to aby napewno ty pisałas?
OdpowiedzUsuńTak ja, a co?
UsuńTo, że pozmianiasz kilka zdań nie znaczy, że to opowiadanie odrazu jest twoje
UsuńOdwalcie się od Niej !
Usuńja wiem o tym że napisała to opowiadanie ...
nie znacie to nie osądzajcie
To opowiadanie jest z mojego tumblr. A jak masz problem z tym to nie musisz czytać.
UsuńA przepraszam gdzie znalazles/znalazlas takie samo opowiadanie tylko trochę zmienione?
UsuńChce kolejny rozdział :)
OdpowiedzUsuńWowowowowowo lecę czytać dalej bo nie wiem jak na to zareagować. Cuddoo! @Vickey__2412
OdpowiedzUsuń