28 lutego 2014

Rozdział piąty

    Pierwsze w oczy rzuciły mi się pomarańczowe szpilki ładnie ułożone obok mojego łóżka. Na łóżku leżała Karoline. Przez całą jego długość. Zwrócona była w moją stronę. Głowę spierała na ręce. Miała taką ładną, białą bluzkę z dużym dekoltem, która uwidaczniała jej boskie piersi. Do tego te bardzo obcisłe jeansy. Zadbała o wszystkie możliwe szczegóły, bo paznokcie u nóg miała pomalowane na intensywny, miętowy kolor. Nawet nie wiecie jaką ochotę miałem wtedy rzucić się na nią. Tak się pod jarałem, że nie wiedziałem co mam robić, żeby nie dojść tak zaraz....
Powoli odłożyłem wszystko na moje biurko. Wziąłem miskę z chisami do reki i położyłem się obok niej. Brunetka delikatnie się przysunęła i oparła głowę na mojej klatce, ręką delikatnie objęła mnie w pasie, a ja swoją dłonią delikatnie gładziłem jej ramie.
-Widzę, że włączyłaś już wszystko.
-Tak. Jakoś sobie sama dałam radę.
-A co wybrałaś?
-Zdecydowałam się na „Amityville”. Stare, ale było na stosie nieoglądanych.-spojrzała w moje oczy.
-No to oglądamy.-puściłem film.
    To był chyba pierwszy horror, który naprawdę mnie wystraszył, ona też się chyba bardzo bała. Przez cały film wtulała we mnie głowę, gdy było coś strasznego mówiąc; „Powiedz jak to już się skończy” albo ściskała moją dłoń. Było bardzo miło w jej towarzystwie oglądnąć film. W pewnym momencie myślałem nawet, że zasnęła, ale ona po prostu wstrzymała oddech. Ja większość filmu wpatrywałem się w nią i w to co robiła. Jest urocza jak się boi. Ma taki śmieszny odruch jak się bardzo boi: mruży oczka i wygląda jak taka mała myszka.
-I jak Ci się podobało?-spojrzała prosto w moje oczy.
-Był całkiem fajny.
-Pierwszy raz tak bardzo się bałam na horrorze.-zacisnęła piąstkę na mojej piersi.
-Masz bardzo ładne oczy. Trzeba się dobrze wpatrzyć, żeby znaleźć źrenicę. Są takie czarne, ale dzięki temu bardzo wyjątkowe.-uśmiechnąłem się.
-Dziękuję.-na jej twarzy pojawił się delikatny rumieniec.
-Fajnie musi być mieć takich dwóch przyjaciół zawsze przy sobie, wiedzieć, że możesz na nich polegać.-powiedziałem z lekkim przygnębieniem.
-To jest super uczycie. Wiem, że nie ważne co się stanie mogę na nich polegać, wiem, że będą przy mnie zawsze. Nawet jak mam idiotyczne pomysły. Mam ochotę zaszaleć i mówię im to, a oni na poczekaniu wymyślają jakąś idiotyczną misje. Kiedyś zażartowałam, że chcę szalone urodziny i wiesz co …?! Zawiązali mi chustką oczy i zaprowadzili mnie do auta. Jechaliśmy przez jakieś 30 minut, a potem się zatrzymaliśmy. Wysiadłam z ich pomocą, a oni wzięli mnie na ręce i zaprowadzili gdzieś. Nie uwierzysz nawet!-z zaciekawieniem chłonąłem każde jej słowo- Postawili mnie i odwiązali mi oczy. Byłam w domu! Prze pół godziny wozili mnie po mieście! W domu miałam wielki transparent: „Wszystkiego najlepszego”, masa ludzi składała mi życzenia. To było coś niesamowitego! A ja wykrzyczałam im, że są totalnymi świrami i za to ich kocham.
-Super! Świetni przyjaciele.
-Jesteśmy jak rodzina. Nie umiemy się ranić. Prawdę mówiąc to fajnie byłoby jakbyś dołączył!-pokiwałem głową nie wierząc w to co mówi- Mówię Ci byłoby odjazdowo. Już sobie wyobrażam te akcje, przygody, szaleństwa, imprezy, wspólne wakacje! Co ty na to?
-Byłoby fajnie, ale chłopaki nie będą mieć nic przeciwko?- byłem radosny z tej propozycji.
-Jasne, że nie!- puściła mi oczko.
-Ciesze się bardzo.-zamknąłem ją w niedźwiedzim uścisku.
-Wiesz...-przygryzła dolną wargę.
    Wtedy zdarzyło się coś dziwnego. Karoline powoli zaczęła zbliżać się do mojej twarzy. Spojrzała na moje usta i w moje oczy. Ja, nie wiem dlaczego, wykonałem to samo. Zbliżyła się jeszcze bardziej i pocałowała mnie.
-Przepraszam nie powinnam.-oderwała się i zakryła usta dłonią.
    Nawet nie wypowiedziałem żadnych słów, po prostu oddałem się emocjom i zatopiłem się w jej ponętnych ustach. Wtedy cały świat wirował. Zamknięci tylko w swoich objęciach, tornado uczuć otaczające nas dwoje. Delikatnie położyła się na mnie i zatopiła dłonie w moich włosach. Z początku były to zwykłe pocałunki, ale po chwili przerodziły się w namiętne i pełne pasji. Objąłem ją w pasie i obróciłem nas na łóżku. Teraz to ja nad nią górowałem. Powoli wsunąłem dłoń pod jej bluzkę i rozpiąłem jej stanik. Szybko się go stamtąd pozbyłem i zacząłem pieścić jej piersi. Nie przerywając pocałunków zdjęła ze mnie koszulkę. Z jej ust wydobywały się ciche jęki rozkoszy. Lewą dłonią nie przestawałem dotykać jej biustu, a prawą zjechałem wzdłuż jej tali i podsadziłem ją tak, że siedziała na mnie.
-Nie możemy.- wyszeptała i oderwała się od mojego ciała.
-Dlaczego?
-To za wcześnie. Nie znamy się jeszcze dobrze. Ty mnie dobrze nie znasz. Nie chcę być laską na jedną noc.-spuściła wzrok.
-Nie będziesz.-podniosłem jej głowę za podbródek i musnąłem jej usta.
-Ja po prostu nie mogę.
-Dobrze. Nic się nie dzieje i nie smuć się. Jest już późno i nie opłaca się, żebyś wracała do domu. Spędzisz noc u mnie. Dobrze?-obdarzyłem ją ciepłym uśmiechem.
-Dobrze. Zostanę, bo jest piątek.-znów była radosna.
-To ja Ci dam jakiś mój T-shirt i weźmiesz sobie prysznic. Hmm...?-podszedłem do mojej szafy.  Znalazłem jakąś czarną koszulkę z napisem: „If You Look At Me I'm Beautiful”. Wręczyłem ją do rąk własnych, a ona obdarzyła mnie szerokim uśmiechem.
-Bardzo zabawne! Naprawdę!?-śmiała się.
-Idź już do łazienki.-klepnąłem ją w tyłek.
-Dobra nie poganiaj mnie tak.-zniknęła za drzwiami.
    Usiadłem wygodnie na łóżku i oparłem się o jego zagłówek. Przez cały czas wpatrywałem się w drzwi od łazienki. Nareszcie się uchyliły i zobaczyłem w nich moją księżniczkę. Stała w samej mojej koszulce. Wyglądała tak nieziemsko seksownie. Odłożyła swoje ubrania na krześle obok komody.
-Masz nieziemskie pośladki.-powiedziałem nie mogąc się oprzeć, gdy je ujrzałem. Dobrze, że koszulka się podwinęła.
-Dziękuje.-powiedziała rumieniąc się i naciągając t-shirt.
-No to teraz moja kolei.
    Zamknąłem się za drzwiami i odkręciłem wodę. Uwielbiam brać prysznic. Ta woda delikatnie opływająca moje ciało. To takie odprężające. Po umyciu się wciągnąłem na siebie moje ulubione czarne dresy i wszedłem do pokoju.
-Chodź tu do mnie.-poklepała miejsce na łóżku obok siebie.
   Chwilę potem wsunąłem się pod kołdrę, a ona oparła głowę na mojej klatce i nasunęła lekko nogę na moje ciało. Tysiące dreszczy mnie przeszyło. Objąłem ją ręką i delikatnie do siebie przytuliłem. Moja ręka ostatecznie spoczęła na jej biodrze, druga zaś trzymała jej dłoń. Złożyłem delikatny pocałunek na jej czole.
-Dobranoc kruszynko.-szepnąłem.
-Dobranoc Marcel.-odpowiedziała z uśmiechem.
W takiej pozycji oboje zasnęliśmy.

***

    Ciepłe promienie słońca padające na moja twarz zbudziły mnie z błogiego snu. Poczułem przyjemny zapach miodu. Delikatnie otworzyłem oczy i brunetka spała obejmując mnie w pasie z głową na mojej klatce. Była taka słodka, a na jej twarzy malował się delikatny uśmiech.
Chwilkę jeszcze poleżałem, ale stwierdziłem, że zrobię jej niespodziankę i przyrządzę śniadanie do łóżka. Powoli się z niego zczołgałem i skierowałem się do łazienki. Miałem jakieś afro na głowie, nawet nie wiem jak to się stało, bo tak źle jeszcze nigdy nie było. Sięgnąłem po szampon do włosów, który znajdował się w kabinie prysznicowej. Bez zastanowienia wsadziłem głowę pod kran i nałożyłem masę szamponu. Powoli spłukałem wszystko i nareszcie było dobrze.
Cichutko zszedłem na dół do kuchni. Nie wiem dlaczego, ale był tam ogromny bałagan. Ciastka, chleb i rozlany sok, który skapywał z blatu na podłogę. „Co tu się stało... Jakieś tornado!” ta myśl wciąż krążyła w mojej głowie. Jak to się stało? Podszedłem bliżej tego bałaganu, zebrałem ciastka i opakowania po nich. Sięgnąłem po zmiotkę i szufelkę, starając się ogarnąć ten cały syf... Jakoś z podłogi to pozbierałem, a ściereczką wytarłem cały sok. Po posprzątaniu tego otworzyłem lodówkę i natychmiast ją zamknąłem. Oparłem się o nią i zsunąłem na podłogę. Znów to samo. CO DO CHOLERY! MAM DOŚĆ! Podciągnąłem kolana pod brodę i rękami oplotłem nogi. Mimowolnie łzy spłynęły mi po rozpalonych ze złości policzkach. Byłem rozgoryczony, załamany i nie wiedziałem co robić. Poddałem się... Gdzie ten chłopak, który walczył o swoje?! Gdzie ten chłopak, który się nie poddawał?! Gdzie ten chłopak, który nie bał się własnego cienia...?! Poczułem jak ktoś dotyka mojego ramienia. Natychmiast się odsunąłem ze strachu.
-Marcel co się stało- kucała obok mnie mama.
-Nic wielkiego. Chwila słabości.-rzuciłem się w jej objęcia, próbując schronić się tam przed całym światem.
-Napewno?
-Tak.-otarłem łzy- Nie wiesz kto narobił tu takiego syfu?
-Ja...-zmarszczyłem brwi- Spotkałam kolegę na mieście i my narobiliśmy takiego bałaganu.-spuściła wzrok.
    Przez moją głowę przeleciało tysiące myśli. „Kolega” jasne, a ja mam pięć lat. Jedyne sensowne wytłumaczenie jakie mi się nasuwało to, że się z nim kochała w naszej kuchni, a przynajmniej próbowała. Ciekawe, czy on jest teraz w jej sypialni? Ciekawe czy został na noc? Jakim cudem ja ich nie słyszałem?! O czym ja myślę! Matko Boska…
-Nie chce znać szczegółów. Oszczędź sobie opowieści. Powiedz mi, czy mam przygotować dodatkową porcję dla niego?
-Gdybyś mógł...-i dostałem odpowiedź na wszystkie pytania.
-Okej. Powiem Ci jak już wszystko będzie gotowe.
-Dzięki.-rzuciła znikając z pola widzenia.
    Podniosłem się z podłogi i otworzyłem lodówkę. Była tam czarna róża z czarną karteczką. Wyciągnąłem to i przeczytałem złoty napis.

"Uważaj kolce potrafią ranić, ja też."
-M

   Pośpiesznie otwarłem kosz i wyrzuciłem to badziewie. Sparłem się na blacie i musiałem chwilę głęboko pooddychać. Serce waliło mi jak oszalałe, myślałem, że wyskoczy mi z piersi. Dłonie mi się trzęsły jakbym co najmniej popełnij przed chwila jakieś morderstwo. Natłok myśli w mojej głowie wcale nie polepszył sprawy. Jeszcze jeden głęboki oddech i wziąłem się do pracy.
   Skroiłem parę owoców, wycisnąłem świeży sok dla mnie i brunetki. W lodówce nie było wiele oprócz światła, mleka i jajek, więc zdecydowałem się na naleśniki. Po usmażeniu dwóch stosików ustawiłem wszystko na stole i rozłożyłem nakrycia.
  Skierowałem się do sypialni mojej mamy, ale zatrzymałem się przed drzwiami. Przecież tam był ten gościu! Nie mogłem tak po prostu wejść tam, tak jak miałem w zwyczaju.
-Anne śniadanie gotowe!-krzyknąłem.
  Następnie udałem się do swojego pokoju. Powoli uchyliłem drzwi i serce miałem pod samym gardłem. Nie było jej! Łóżko było idealnie zaścielone, okno otwarte, a firanka falowała od wiatru.
  Po chwili dostrzegłem na łóżku jakąś karteczkę. Zbliżyłem się i zatrzymałem się z przerażenia. Przez całe moje ciało przeszedł mnie dreszcz. To była CZARNA karteczka ze ZŁOTĄ uśmiechniętą buźka. Pierwsze co przyszło mi na myśl to to, że ten bydlak się tu włamał i zrobił jej krzywdę. Z niepewnością chwyciłem papier w swoje dłonie. Rozchyliłem go i nie pomyliłem się...


"Mam dowody na twoją niewierność."
-M

   Nie tylko to tam było... Małe doczepione zdjęcie na, którym ja i Karoline figlujemy w łóżku. Jeśli Miriam to zobaczy to ja nie daruje sobie własnej głupoty. Co ja zrobiłem...
  Podszedłem do okna w celu zamknięcia go. Już chwytałem za klamkę i ujrzałem czarną postać przemykająca się przez mój ogród. Zignorowałem to, bo pewnie miałem jakieś zwidy z tego wszystkiego.
-Marcel wszystko dobrze?-usłyszałem ten anielski ton głosu.
-Tak wszystko dobrze.-uśmiechnąłem się i zobaczyłem brunetkę z ręcznikiem na głowie.
-Pozwoliłam sobie pożyczyć twój szampon. Miałam jakieś klapnięte włoski.-obdarzyła mnie ciepłym uśmiechem.
-Nie ma problemu. Zrobiłem śniadanie.
-Wiec to tak pachnie. Zastanawiałam się kto coś pichci w kuchni. Wybacz, ale myślałam, że nie wiesz jak posługiwać się nożem.-przygryzła dolną wargę, a mnie doprowadzało to do szaleństwa.
-Spoko.-pociągnąłem ją za rękę do kuchni.
   Po drodze śmialiśmy się tak głośno, że aż rozbolał mnie brzuch i policzki.
   Po pojawieniu się u progu pomieszczenia zobaczyłem moją mamę i jakiegoś gościa. Nie kojarzyłem tej gęby. Mama posłała nam ciepłe spojrzenie. Ten gościu zaczął się dziwnie zachowywać. Przerwał rozmowę z moja mama i gapił się w talerz. Poczułem, że Karoline mocniej zaciska swoją dłoń na mojej. Spojrzałem na nią i była cała blada. Wyglądała jakby zobaczyła ducha, czy coś w tym stylu.
-Coś się stało?-szepnąłem jej na ucho.
-Tak...-wyciągnąłem ją do salonu widząc jej zakłopotanie.
-To jaki ten problem?-patrzyłem prosto w jej oczy.


Bad Harry ;)

_____________________________________

   Ufff.... Udało się go dodać. Zacznijmy od tego, że bardzo was przepraszam, że nie dodałam go wczoraj i tak bardzo się to przeciąga. Mam wiele pracy i do tego muszę jakoś ogarnąć 200zł. Jak macie jakieś pomysły to piszcie :P 
   Co do rozdziału. Jak wam się podoba? Może myśleliście, że dojdzie między nimi do czegoś? Czy Marcel zacznie dochodzenie w sprawie "M"? A czym przeraziła się Karoline? 
   Odpowiadajcie na pytania, proponujcie co w następnych rozdziałach, komentujcie i czekajcie na następne części. 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ <3

22 lutego 2014

Rozdział czwarty

-Nie chciałam Cię zdenerwować.- powiedziała z uśmiechem Karoline.
-Nic się nie dzieje. Po prostu nie lubię jak ktoś przerywa mi w nauce.
-To ja nie będę przeszkadzać.
-Ty możesz zostać. Fajnie będzie mieć kogoś obok.-powiedziałem wskazując na krzesło.
    Dlaczego ja to powiedziałem!? Dziewczyna, która jest podejrzana, coś ukrywa wobec mnie, a ja ją zapraszam do wspólnej nauki. Pogięło mnie do końca, czy co!? Ok, ale miałem zachowywać się normalnie... Nie mogę jej teraz tak po prostu spławić. To byłoby niekulturalne, a ja taki przecież nie jestem... No i co ja mam teraz zrobić? Mam tak po prostu udawać jak gdyby nigdy nic? Owszem udawałem tak dość długo, ale to męczące. Wręcz bardzo męczące. Nie miałem wtedy za dużo czasu na myślenie. W ciągu sekundy musiałem podjąć decyzje i zdecydować co dalej robić i jak się zachowywać...
-Jesteś bardzo uprzejmy jak na chłopaka młodszego o rok.-powiedziała siadając naprzeciwko.
-Normalny jestem.-uniosłem kąciki ust do góry.
-Nie będziesz miał nic przeciwko, jeżeli dosiądą się do nas Zayn i Niall?
-Nie no coś ty. Zawołaj ich.
Tyle co skończyłem swoje zdanie, a ona już machała do nich ręką, aby przyszli do nas. Chwilę później się dosiadali. Zayn usiadł po mojej lewej, a Niall naprzeciwko niego.
-Czego się uczysz?-zagadnął Zayn.
-Mmmm... Majcy, a co dobry z tego jesteś?
-On? Dobry z majcy? To dobre!-pękał ze śmiechu Niall.
-Dobry jestem z matematyki, nie wiem o co Ci chodzi!
-Idziesz na ten bal przebierańców w naszej szkole?-zapytała Karoline.
-Ja nic nie wiem na ten temat. Kujony nie chodzą na imprezy.-zaśmiałem się, a oni mi wtórowali.
-A wiesz co to jest w ogóle?-zażartował Niall.
-Tak wiem, ale nie wiedziałem, że w ogóle jest coś takiego organizowane w szkole.
-No tak, motyw przewodni to „Bajkowy świat”.
-Wiesz o co chodzi. Musisz się przebrać za jakąś postać z bajki.-klepnął mnie w ramie czarnuszek.
-No to zapowiada się całkiem ciekawie. Chyba się wybiorę, a kiedy jest?-skierowałem słowa do Karoline.
-Za dwa tygodnie, bo muszą wszystko przygotować.-pokazała szereg białych zębów.
-Masz już pomysł z kim pójdziesz?-trącił mnie Zayn.
-Jeszcze nie. Dopiero się dowiedziałem daj mi trochę czasu.-zaśmiałem się.
-A wy już macie jakieś plany?-zapytała brunetka i w odpowiedzi otrzymała kiwniecie głowa na „nie”-No to czemu się go czepiacie?
-No to ich zgasiłaś.-przybiłem jej piątkę.
    Chwilę jeszcze rozmawialiśmy. Było bardzo zabawnie, bo chłopaki zaczęli się wydurniać i naśmiewać z siebie. Brunetka przez cały czas prawie nie odrywała wzroku od mojej twarzy. W sumie nie wiem, czy mnie podziwiała, czy się zachwycała, a może po prostu słuchała mnie z uwagą. Oni nie są tacy źli jak mogłoby się wydawać. Margaret powiedziała, że ona jest podejrzana i skrywa wiele sekretów, a mnie się nie wydaje. Myślę, że ona jest całkiem spoko. Może przeszła w życiu tyle co ja, a nawet więcej niż ja. Kto wie!? Teraz jeszcze bardziej żałuję, że się z nią wcześniej nie zaprzyjaźniłem, a nawet z nimi wszystkimi. Jednak jak tu się zaprzyjaźnić jak miałeś udawać kujona, żeby nie pójść siedzieć? Ah.. Szkoda słów.
    Siedziałem z nimi spokojnie, gdy mój telefon zaczął wibrować. Dostałem wiadomość:

Idziesz na dwa fronty... Niegrzeczni zostaną ukarani.”

-M

    I znów ten sam temat... Znów zastanawianie się kto mógł to napisać. Jakim trzeba być podłym człowiekiem, żeby coś takiego odwalać? Co trzeba mieć w głowie albo co trzeba przejść, żeby wymyślić coś tak perfidnego... Nie wiadomo, czy mam się bać, czy nie. Jeśli ten ktoś mówi prawdę to co może być dla mnie karą? Sam już nie wiem, nic już nie wiem...
-Wszystko ok?-zapytała chwytając moją dłoń brunetka.
-Tak wszystko ok, a co?
-Zbladłeś jak ściana stary i jesteś przerażony jak baba.-zaśmiał się Niall.
-To było dobre!-przybił z nim piątkę Zayn.
-Chłopaki ogarnijcie się! Jesteście gorsi niż małe dzieci.
-I tak Cię kocham skarbie.-przytulił ją blondasek.
-To nie sprawiedliwe! Ja musiałbym się podnieść z krzesła, żeby Cię przytulić!-oburzył się mulat.
-Lenistwo się szerzy.-pękałem ze śmiechu.
-Szanuję, że jesteście młodzi, ale bądźcie ciszej, bo ludzie się tu uczą-powiedziała bibliotekarka.
-Dobrze... Babciu.-znów rozległ się śmiech Niall'a.
Czułem się idiotycznie kiedy nabijali się z Margaret. To jednak moja przyjaciółka mimo, że jest dużo starsza... Jednak nie mogę się odezwać, bo będzie, że nie mam przyjaciół w swoim wieku. Jak ja nienawidzę takich beznadziejnych sytuacji...
-No co jest stary? Czemu się nie śmiejesz z nami?-zmarszczył brwi Zayn.
-Bo on jest człowiekiem na poziomie i nie nabija się ze starszych. Do takich osób jak ona trzeba mieć szacunek.-wybawiła mnie Karoline.
-Dzięki.-posłałem jej „zbawienne” spojrzenie.
-Nie ma za co loczku.-puściła mi oczko.
-To dobre. Ostatnio to słyszałem w wieku 5 lat od mamy.-wspomniałem.
-Och. Twoja mama musi być przeuroczą kobietą.-znów ujęła moją dłoń.
-Może masz ochotę ją poznać?
-A mogłabym?-ucieszyła się.
-Jasne! Możecie wpaść do mnie dziś wieczorem na jakiś film.-spojrzałem na telefon.-Właściwie to już możemy iść, bo bibliotekę zamykają.
-Faktycznie. Późno już.-rzucił okiem na zegarek Niall.
-No to zbieramy się.-spakowałem książki do torby.
Wyszliśmy z biblioteki i skierowaliśmy się na szkolny parking.
-Hej! Gdzie idziecie?-krzyknąłem.
-Do mojego auta.-odpowiedział Horan.
-Dobra to zróbmy tak, że Karoline pojedzie ze mną, a wy pojedziecie razem autem blondaska.-zaproponowałem.
-To dobry pomysł skarbie.-uśmiechnęła się.
-No to jedźcie za mną.-rzuciłem otwierając drzwi od auta brunetce.
-To twoja bryka?-zdziwił się Zayn.
-Nom.-przyznałem z dumą.
-Stary, że ty jeszcze nie wyrywasz na niego lasek to jestem pełen podziwu. Ja to bym od razu zaliczał jak idzie.-powiedział czarnuszek oglądając go z bliska, a Niall mu przytaknął.
-Nie dotykaj, bo porysujesz.-upomniałem go dla żartu.
-Dobra zbierajmy się.-powiedziała Karoline i wsiadła do samochodu.
    Droga do domu była przyjemna. Cały czas rozmawiałem z Karoline przy dźwiękach mojej ulubionej muzyki. Wtedy dowiedziałem się, że słucha tego samego co ja. Jest przezabawną, miłą i piękną dziewczyną. Teraz dopiero zaczynam żałować, że nie zadawałem się z nią wcześniej. Ostatnio często to powtarzam. Taka laska siedzi koło mnie, a ja boję się jej dotknąć. Tak prawdę mówiąc to nie mam pewności, czy ona naprawdę coś do mnie czuje. Jest jeszcze jedna sprawa... Jak byłem tym kujonem to nie miałem „czasu” na dziewczyny. Owszem mówiłem wam, że zakochałem się w Miriam, bo to prawda! Niestety zastanawiam się, czy aby na pewno. Spójrzcie na to z tej strony. Ja wtedy żadnej dziewczyny do siebie nie dopuszczałem, liczyła się tylko nauka i dobre wyniki w nauce. Kiedy ja miałbym się z kimś spotykać. Jeśli miałbym dziewczynę to już nie byłbym najlepszy na swoim roku. Więcej czasu poświęcałbym jej. Zabierałbym ją na romantyczne spacery, do kina, do teatru, na koncerty. Nie zapomniałbym nawet o tym, żeby gotować dla niej kolacje i robić jej śniadania do łóżka. Jestem osobą, która bardzo dba o innych i przedkłada dobro innych nad własne. Kocham pomagać ludziom.
    Jak byłem mały to stwierdziłem, że stworzę organizację charytatywną pomagająca ludziom. Byłbym w niej prezesem, a naszym głównym hasłem byłoby: „Rób dla innych to co chciałbyś, żeby robili dla ciebie”.
    Dojechaliśmy pod mój dom. Wysiadłem i otworzyłem dziewczynie drzwi. Chwilkę tylko czekaliśmy, aby chłopaki zaparkowali obok nas.
-Słuchajcie ja nie mogę zostać. Muszę pomóc mamie w domu.-powiedział Zayn, po tym jak wysiadł z samochodu.
-I właściwie to ja też nie mogę zostać.-skrzywił się Niall.
-A ty czemu?-zapytała dziewczyna.
-Mamy jutro sprawdzian, a ja nie mogę go zawalić, bo od tego zależy moje zagrożenie.-posmutniał.
-Dobra to jak masz wybierać między naszym towarzystwem, a zawaleniem szkoły to ja zdecyduje za ciebie. Jedziesz do domu się uczyć.-uśmiechnąłem się.
-Dzięki. Jesteś w porządku.-podał mi rękę na pożegnanie.
-To my już chodźmy. Zaczyna się robić zimno.-potarła dłońmi po ramionach.
-Ok. Już idę.-podbiegłem do niej i objąłem ją w pasie, a ona wtuliła się w moje ciało.
    Przed drzwiami, jak to ja, musiałem pół godziny szukać kluczy w torbie, a były w tylnej kieszeni spodni.
-Dzień dobry!-powiedziałem głośno wchodząc do domu.
-Witaj kochanie!-podeszła do przedsionka, aby się przywitać- O! Przyprowadziłeś gościa.-dodała uradowana.
-Mamo to jest Karoline.
-Miło Cię poznać-przytuliła dziewczynę.
-Dzień dobry. Marcel tyle miłych rzeczy o Pani mówi, że zapragnęłam Panią poznać.-pokazała szereg białych zębów.
-Naprawdę? To miłe z twojej strony kochanie.-puściła do mnie oczko.
-Chcecie coś do picia?-zaproponowałem.
-Ja poproszę herbatkę-powiedziała Karoline.
-A ja sok pomarańczowy..
    Wyszedłem do kuchni, aby przygotować to o co mnie poprosiły. Wyciągnąłem z szafki szklankę i napełniłem ją sokiem. Chwilę szukałem jakiegoś kubka na herbatę, bo mama zmieniła chyba ułożenie przedmiotów w kuchni. Dzięki Bogu znalazłem go w miarę szybko i zaparzyłem esencje. Wziąłem srebrną tackę i położyłem na niej sok i herbatkę, ale dołożyłem jeszcze ciasteczka. Podniosłem to i dobiegły mnie dziwne śmiechy z salonu. Szybko skierowałem się do dziewczyn, aby dowiedzieć się co jest grane.
-Z czego się tak śmiejecie?
-Byłeś taki słodki jak byłeś mały.-powiedziała chichocząc brunetka.
-Już nie jestem?-udałem smutnego siadając obok niej.
-Oj... Oczywiście, że jesteś kochanie.-pocałowała mnie w policzek.
-Ja uważam, że jest słodki i do tego przystojny.-dodała swoje pięć groszy moja mama.
-Mamo!
-Jesteś komiczny.-parsknęła śmiechem Karoline.
-A co jej opowiedziałaś?
-Wiele musiałabym wymienić.
-Nie było mnie może 10 minut, a ty już pokazujesz albumy z mojego dzieciństwa i opowiadasz jakieś historie.-zaśmiałem się.
-Oh... Byłeś takim wspaniałym dzieckiem, a ona jest wspaniałą dziewczyną. Poza tym nie za często przyprowadzasz dziewczyny do domu.
-Naprawdę?-spojrzała na mnie swymi czekoladowymi oczkami brunetka.
-Mamo my chyba pójdziemy do mnie.-wstałem z kanapy.
-No dobrze.
-Dziękuję Pani za poprawienie nastroju.-obdarzyła ją ciepłym uśmiechem.
    Chwyciłem ją za rękę i pociągnąłem za sobą do pokoju. Stwierdziłem, że mama nie może mnie dłużej kompromitować. W swoim pokoju też mam telewizor, równie dobrze film możemy oglądnąć tam.
-Zapraszam do mojego królestwa.-powiedziałem otwierając drzwi.
-Jak tu czysto. Jak nie pokój chłopaka.
-Dzięki, dbam o porządek. Bardzo przepraszam za moją mamę, nie wiem o co jej chodzi...
-Wszystko jest dobrze. Nie masz czym się przejmować.-obdarzyła mnie ciepłym uśmiechem.
-Tylko nie mów nikomu nic o tym co powiedziała Ci moja mama, bo to kompromitujące.-zarumieniłem się.
-Wiem. To zszargałoby twoją nową opinię.-powiedziała komicznie.
-Dzięki.
-To co będziemy robić? Chcesz się może czegoś pouczyć?-ściągnęła marynarkę i usiadła na moim łóżku.
-Chciałem oglądnąć z tobą film. Tam stoją na półce, możesz coś wybrać.-wskazałem na regał.
-Dość sporo ich masz.
-Taka mała kolekcja.
-A wszystkie oglądałeś?
-Tych, które są w mniejszym stosiku nie. Kupiłem je, ale nie mam czasu za bardzo oglądać. Dodatkowo samemu raczej tak głupio, a mama często po pracy jest zmęczona.-zmarszczyłem brwi.
-Dobra to ja już nam coś wybiorę.-powiedziała siadając na podłodze naprzeciwko regału.
-Skoczę na dół po chipsy. Chcesz coś?
-Możesz przynieść sok.-nie oderwała wzroku od filmów ani na sekundę.
    Wyszedłem z pokoju i skierowałem się schodami na dół. Tak szybko chciałem zejść na parter, że wywaliłem się na schodach i spadłem.
-Nic Ci nie jest?-zapytała stojąca nad moją głową mama.
-Nie... Chyba tylko się potłukłem...-powoli podnosiłem się z podłogi.
-Coś ty wyprawiał?
-Chciałem szybko do ciebie zejść, bo narobiłaś mi wstydu. „Ja uważam, że jest słodki i do tego przystojny.”? To nie jest moja dziewczyna. To zwykła koleżanka.-machałem rękami gestykulując.
-Spokojnie. Nawet nie pomyślałam, że to twoja dziewczyna. Chociaż...
-Co chociaż?
-Byłaby dobrą kandydatką na dziewczynę.-zaśmiała się.
-Mamo! Nie swataj mnie. Proszę Cie.-skierowaliśmy się do kuchni.
-Dobrze synku. Ja zaraz wychodzę, bo umówiłam się z koleżankami.-usiadła na stołku.
-Ok. My będziemy oglądać film u mnie w pokoju.-wysypywałem chipsy do miski.
-Nie mam nic przeciwko, tylko macie być grzeczni.-komicznie pogroziła palcem wyciągając sok z lodówki.
-Dzięki za sok i będziemy grzeczni.-wyszedłem z pomieszczenia.
    Zabrałem tylko ze stolika w salonie ciasteczka, których nie zjedliśmy. Skierowałem się już powoli i ostrożnie schodami do góry. Nie marzyło mi się znowu wywrócić, tym bardziej, że miałem szkło w rękach. Jeszcze do tego wszystkiego brakowało, żebym coś rozbił i się pokaleczył.
-No i się nie pouczysz na jutro.-powiedziałem do siebie.
    Podszedłem do drzwi i łokciem nacisnąłem klamkę. Pchnąłem drzwi i o mal ze zdziwienia nie upuściłem tacki z tym wszystkim...
 <3

____________________________________

   Hej kochani! Jak tam u was? Przepraszam, że tak późno kolejny rozdział, ale tydzień był strasznie ciężki i nie mam kiedy pisać kolejnych rozdziałów. Co jest gorsze- ten zapowiada się jeszcze cięższy... Tak, więc początkiem nocki dodaję rozdział. Niestety, ale V rozdział będzie dopiero w piątek, bo mam wiele do zrobienia.
   A rozdział jak? Podobało się? Myśleliście, że to będzie Karoline, czy może ktoś inny? A jak z Marcelem i brunetką? Będą parą, czy Marcel woli Miriam? A kto jest tym tajemniczym "M"?
   To wszystko już w następnym rozdziale! <3
CZYTASZ=KOMENTUJESZ !!
XOXO

18 lutego 2014

Rozdział trzeci

-Wiesz... W sumie to się nad tym nie zastanawiałem.-pokiwałem głową.
-Może ktoś z klasy ma pomysł.-zaproponował nauczyciel.
-Ja mam.-podniosła się Miriam z ławki.
Tym razem była w czarnych spodniach, bordowej koszuli z dużym dekoltem i miała brązowe, skórzane botki, na jej szyi wisiał piękny, beżowy sznur pereł..
-Możecie mówić ludziom, że Marcel zmienił stylówkę, a ja mu w tej metamorfozie pomogłam.-uśmiechnęła się do mnie.
-Właśnie!- przytaknęła jej Kate.
-Jak zawsze mówisz o sobie.-usłyszałem głos z końca klasy.
   Wszyscy się rozeszli, żeby zobaczyć kto mówi. Oczywiście był to nikt inny jak sam Liam Payne. Najgorszy chłopak w klasie. Ma on podobny styl do Mitsu. Ciężkie, ćwiekowane buty i starta, znoszona, skórzana kurtka. Podszedł do naszej grupki stanął koło Miriam i objął ją w talii. Przysunął ją do siebie i zatopił w jej ustach. Na jej twarzy wymalowało się zdziwienie. Jego język brutalnie wpychał się do jej gardła. Mnie rozrywało miliard emocji od środka. Myślałem, że zaraz nie wytrzymam i rzucę się na niego z pięściami. W ostatniej chwili, gdy już się zbliżałem, odepchnęła go.
-Co ty sobie myślisz!-spoliczkowała go.
-Widzisz jaka jest łatwa! Nie warto zwracać na nią uwagi.-powiedział do mnie.
-Zamknij się idioto!-wrzasnęła Kate.
-Ona wcale nie jest łatwa. Jak możesz mówić tak o dziewczynie!-popchnąłem go.
-Panowie spokój, bo pójdziecie obaj do dyrektora.-zagroził profesor rozdzielając nas.
-Dobrze. Już jesteśmy spokojni.-skierowałem moje słowa do nauczyciela.
-Ja myślę Styles. Pamiętaj to jeden z twoich warunków.-zagroził palcem.
-Pamiętam...
   Rzuciłem przelotne spojrzenie na Liama. Gapił się cały czas na mnie. Skierowałem się do swojej ławki, a on przeniósł swój wzrok na Kate. Chwilę się patrzył, gdy się odwróciła uśmiechnął się. Wielkim zaskoczeniem był fakt, że uśmiech został odwzajemniony. Czyżby tych dwoje coś więcej łączyło? Ale w takim razie po co udawaliby tą kłótnie. Ja bym nigdy ukochanej dziewczyny nie obraził... Nic z tego nie rozumiem. To nie ma najmniejszego sensu przecież.
   Całą lekcję przesiedziałem w ławce. Skupiłem całą swoją uwagę na tej dwójce. Całą, ale dosłownie całą lekcję wymieniali się słodkimi spojrzeniami i uroczymi uśmieszkami. Normalnie, aż chwilami mnie mdliło. Może myślicie, że jestem dziecinny, ale to było zbyt cukierkowe. Gdy dzwonek zadzwonił informując nas o zakończonej lekcji, Kate wybiegła jak poparzona. Za nią zaraz wybiegł Liam. W ogóle nic z tego nie rozumiałem. Chciałem iść za nimi, ale po co... Jeszcze zobaczyłbym coś niepożądanego. Tak, więc udałem się do swojej szafki. Spokojnie otworzyłem zamek i uchyliłem drzwiczki. Myślałem, że mam jakieś zwidy. Szybko je zamknąłem. Oczywiście zwróciło to ogromną uwagę osób na korytarzu. Uśmiechnąłem się tylko speszony i szybkim krokiem podążyłem do łazienki.
   Stanąłem nad umywalkami. Wsparłem się na blacie i spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Wyglądałem jak jakiś obłąkany. Przerażenie nie chciało zniknąć z mojej twarzy. Odkręciłem kran i przemyłem twarz wodą. Miałem nadzieję, że to trochę mnie pobudzi. Jeszcze raz rzuciłem okiem na siebie, przeczesałem włosy i założyłem czapkę. Wyciągnąłem telefon z tylnej kieszeni i zanim go odblokowałem dostałem wiadomość. Z numeru prywatnego...


"Idź i zmierz się ze mną!"

-M


   Myślałem, że to się już skończyło. Jednak nie... Zabiję tę osobę. No nie ręczę za siebie.
   Zebrałem się w sobie i wyszedłem z toalety. Szedłem normalnie, ale i tak wpadłem na jakąś laskę. Tak mocno ją pchnąłem, że upadła na podłogę. Nie wiem skąd, ale ją znałem... Miała na sobie biały t-shirt, obcisłe jeansy i pomarańczową marynarkę. Pomogłem jej wstać i wtedy zauważyłem, że jest mojego wzrostu. Popatrzyłem na jej buty i wiele się wyjaśniło. Na nogach miała szpilki pod kolor do marynarki.
-Wybacz nie chciałem Cię przewrócić.-zacząłem.
-Jasne nie ma problemu Marcel. Zdarza się.-uniosła kąciki ust.
-Skąd znasz moje imię?
-Chodzimy razem do szkoły głuptasie. Jak mogłabym Cię nie znać?!-trąciła mnie w ramię.
-Nie pomyślałem! Karoline prawda?-skinęła głową- Zmieniłaś się. Nie masz aparatu na zębach, inaczej się ubierasz, nosisz szpilki. Gdzie podziała się tamta Karoline i co z nią zrobiłaś?-zażartowałem.
-I kto to mówi. Sam wyglądasz inaczej.-zaśmiała się.
-No trochę się zmieniło.-powiedziałem i zabrzmiał dzwonek, przerywając naszą wymianę zdań.
-Idę na lekcję. Do zobaczenia.-puściła mi oczko.
-Pa. A i tak wyglądasz sexy.-rzuciłem odwracając się.
   Podszedłem do szafki i spokojnie ją otworzyłem. Na korytarzu już nikogo nie było. Wiecie co tam się znajdowało? Całą szafkę miałem wyklejoną moimi zdjęciami w kajdankach. Ktoś ma tego tysiące kopii. Na samym środku była mała koperta. Wziąłem ją do ręki i otworzyłem.



"To nie koniec piekła Styles..."
-M

    Bez zawahania udałem się do dyrektora. Przecież szafka sama nie mogła się wykleić. Ktoś podczas lekcji wszedł do szkoły i zrobił to wszystko...
    Stanąłem przed sekretariatem. Delikatnie nacisnąłem srebrną klamkę i pchnąłem drzwi. W pomieszczeniu było przyjemnie ciepło i pachniało w nim ciasteczkami.
-Dzień dobry, czy mogę ci w czymś pomóc?-zapytała sekretarka.
-Tak. Chciałem rozmawiać z dyrektorem.
-A w jakiej sprawie?-uśmiechnęła się i wyciągnęła notes.
-Ktoś zrobił mi kawał, ale nie był zabawny. Chciałem z nagrań dowiedzieć się kto to.-uniosłem delikatnie kąciki ust.
-Dobrze. Imię i nazwisko poproszę.
-Marcel Styles.
-A to ty jesteś...-przerwała i zaczęła zapisywać coś w notesie.-Możesz wejść do dyrektora.
-Dziękuję.-powiedziałem trochę zdezorientowany jej zachowaniem.
   Wielkie drzwi obite skórą. Wyglądają trochę strasznie, ale przecież nie mam czego się bać... Prawda?
-Dzień dobry Marcel. Usiądź proszę.-wstał i wskazał mi krzesło stojące naprzeciwko jego biurka.
-Dzień dobry.-zająłem miejsce.
-To co Cię do mnie sprowadza?-upił łyk gorącej kawy.
-W sumie to nie wiem jak zacząć. Po lekcji poszedłem do swojej szafki i znalazłem tam milion moich zdjęć w kajdankach. Cała szafka była tym wyklejona. Przyszedłem tu, bo chciałbym zobaczyć nagrania z kamer. Chce wiedzieć kto to zrobił.
-Dobrze. To było na tej przerwie?-powiedział równocześnie szukając czegoś w szufladzie.
-Tak. Na tej.
-Dobrze. Tu mam nagranie. Właśnie je włączam. Zaraz dowiemy się prawdy. Podejdź tu do mnie.
   Podniosłem się z fotela i stanąłem obok dyrektora. Nagranie tylko chwilę się wczytywało. Jak on zapamiętał, gdzie mam szafkę? Nie wiem czy chce wiedzieć.
-Dobrze, to zobaczmy co tu mamy.-puścił nagranie z lekcji.
-Niech Pan przewinie trochę.
-Dobrze.-wykonał moje polecenie.
-Stop!-krzyknąłem- To on! Nie widać twarzy. Tylko czarną bluzę.
-To może być każdy. Bardzo mi przykro, ale nie mogę Ci pomóc.-skierował przygnębiające słowa w moją stronę.

    Miałem ochotę rzucać czym popadnie o ścianę. Zniszczyć wszystko co stanie na mojej drodze. Skumulowały się wtedy we mnie wszystkie emocje. Byłem w stanie tam wybuchnąć, ale w porę się opanowałem.
-Panie dyrektorze Gemma przyszła na rozmowę o prace.-uchyliła drzwi do gabinetu sekretarka.
-Dziękuję. Dam sobie jakoś z tym radę i do widzenia.-rzuciłem wychodząc z pokoju.

    W drzwiach minąłem się z wspomnianą wcześniej dziewczyną. Mogę powiedzieć, że była niższa niż ja i miała przewspaniałą figurę. Z tego co pamiętam była ubrana w granatową marynarkę, starte, jeansowe shorty, biały T-shirt z napisem: „You Like Me But I Don't Like You” i brązowe, skórzane, wysoko wiązane buty. Przypominała mi trochę Miriam tyle, że miała blond włosy i ładniejsze oczy. Tylko tyle zapamiętałem, bo potem ona zniknęła w sprawie rozmowy o pracę.
   Wracając do mojej sytuacji...Bez sensu, nic z tego nie rozumiałem. Myślałem, że kamery jakoś pomogą. Na nic się to zdało. Nie wiedziałem co robić. Miałem dość tego faceta. Rujnował mi życie. Cały czas dostawałem jakieś tajemnicze sms-y albo wiadomości na karteczkach. Jeszcze tylko teraz brakowało mi takiej rozrywki. Wystarczająco dużo problemów miałem i bez tego. Zupełnie nie wiedziałem co mam robić... Z jednej strony bardzo pragnąłem być z Miriam, a z drugiej nie mogłem ryzykować, że moja tajemnica się wyda. Wszyscy myśleli, że przeszedłem cudowna metamorfozę za sprawą litości Mitsu. Co robić, co robić?

    Tak długo byłem u dyrektora, że nie miałem już lekcji. Poszedłem do biblioteki, aby wypożyczyć lekturę do przeczytania. Delikatnie nacisnąłem klamkę i wszedłem do pomieszczenia. Pachniało w niej starym papierem i farbą drukarską. Biblioteka jak biblioteka... Masa regałów z książkami. Chyba wszystkie możliwe typy książek się tam znajdują. W każdym bądź razie każdy znajdzie tam coś dla siebie. Oprócz książek były tez stoły do nauki. Na każdym stały cztery lampy i około dwunastu krzeseł przy każdym. Przy paru z nich siedziały osoby i powtarzały na jutro albo spisywały notatki. W oddali dostrzegłem Margaret- naszą bibliotekarkę. To przeurocza i zabawna staruszka. Jest tak koło 70-ątki, ale zachowała swoją urodę. Jest moją dobrą przyjaciółką z czasów „grzecznego” Marcela. Zawsze się jej radziłem, gdy nie wiedziałem co mam zrobić. Dość często tu bywałem, żeby być tym kujonkiem. Jednak są plusy przychodzenia tu... Jest tu bardzo cicho i spokojnie.
Skierowałem się ku biurku bibliotekarki.
-Dzień dobry. Chciałem wypożyczyć lekturę.
-Witaj chłopcze. Jak się nazywasz?-delikatnie się uśmiechnęła.
-To ja Marcel. Nie poznaje mnie Pani?-uniosłem kąciki ust.
-Dobry żart młodzieńcze.
-To ja może pokarze legitymacje.-wyciągnąłem z portfela wspomniany przedmiot.
-O Jezu!-podskoczyła ze zdziwienia- To naprawdę ty kochaniutki.
-Tak ja. To mogę prosić „Folwark zwierzęcy” Georg'a Orwell'a?-zaśmiałem się z jej zarumienionych ze wstydu policzków.
-Naturalnie. Już po nią idę.-podniosła się z fotela i zniknęła ze regałami.
    Chwile po jej odejściu w bibliotece rozległ się ogromy huk. Zacząłem się rozglądać co się stało i wtedy zobaczyłem Karoline i jej dwóch przyjaciół. Nigdy się z nimi nie rozstawała. Z początku była nieśmiałą dziewczyną z dwoma fajnymi kumplami. Nosiła aparat na zębach, swetry w kwiatki i była raczej skryta. Trochę przypominała mi moją babcie przez te ubrania. Od kąd ją znam zastanawiam się dlaczego tacy fajni kolesie się z nią przyjaźnią. Niall to zabawny facet. Uwielbia się wygłupiać i robić kawały. Zayn zaś to twardziel. Uważa, że wszystkie laski w tej szkole na pstrykniecie jego palców są jego. Są czasami denerwujący, ale na ogół ich lubię. Tak prawdę mówiąc to zastanawiam się dlaczego wcześniej się z nią nie zaprzyjaźniłem. Jest rok starsza ode mnie. A zwłaszcza teraz, gdy przeszła ta metamorfozę... Ahh... Rozmarzyłem się odrobinkę, wybaczcie.
    Teraz razem z brunetką zbierali masę książek i zeszytów z podłogi. Chyba, któreś z nich wpadło na pomysł uczenia się na jutro.
-Już jestem. Wybacz, ze tyle czekałeś. Jestem już za stara na te prace.-powiedziała szukając mojej karty bibliotecznej.
-Och, gdzież tam. Jest Pani idealna na to stanowisko.-uśmiechnąłem się.
-Dziękuję. Proszę, twoja książka.-podała mi przedmiot.
-Ależ nie ma za co. Na mnie możesz polegać w sprawie komplementów.
-A teraz idź do niej. Przyszła tu dla ciebie.-wskazała na Karoline.
-Jak to dla mnie?
-Przyszła tu razem z tymi dwoma i poprosili o parę książek. Jak wracałam do biurka to usłyszałam jak mówiła, że mają ją wspierać, bo jej na tobie zależy. Chyba ten czarnuszek powiedział, że jesteś młodszy i nie jesteś jej wart. Tak to ten mulat powiedział, a blondynek wspomniał coś na temat tej zmiany wyglądu. Obaj wspólnie stwierdzili, że jesteś fałszywy. Osądzili Cię, a nawet Cię nie wysłuchali. Szkoda mi tych dwóch chłopaków po części.-posmutniała.
-Dlaczego Ci ich szkoda?-zmarszczyłem brwi ze zdziwienia.
-Mogę Ci to powiedzieć, ale to będzie nasz kolejny sekret.-skinąłem głową-Wydaje mi się, że oni obaj się w niej kochają. Żal mi ich, bo obaj flirtują z innymi dziewczętami, żeby nie pokazywać co czują. Przypuszczam, ze się boja wyśmiania, bo ona szaleje na twoim punkcie.
-Co...?-stałem jak wryty nie wiedząc co powiedzieć.
-Zamknij usta i posłuchaj mnie do końca-zamknęła moja szczękę swoja dłonią.
-Yhm...
-Pracuję tu już wystarczająco długo, żeby nauczyć się obserwacji. Nauczyłam się rozpoznawać w ludziach pewne rzeczy. Wiele ludzi skrywa wiele sekretów. Wiem, że ty też masz ich sporo. Wiem, że masz też kolejny sekret, który narodził się po tym jak ktoś odkrył twoją największą tajemnicę. A na temat tej dziewczyny wiem dużo więcej niż ktokolwiek może podejrzewać. Nim zacznę chodź tu do mnie za ladę, bo nie będziesz tak stał.-wykonałem jej prośbę i usiadłem na stołku obok niej- A więc... Śmiało mogę stwierdzić, że ta dziewczyna na pewno nie jest stąd. Przyjechała z innego miasta i po raz kolejny zmieniła wygląd. Imię chyba ma to samo, ale jest bardziej tajemnicza niż połowa ludzi na tej ziemi razem wzięta. Myślę, że Ci dwaj są w to zamieszani od początku. Uważasz, że tacy chłopacy zadawaliby się z dziewczyna, która jest kujonka? Mnie się nie wydaje. Myślę, że ma szczególny powód, żeby się tak zmieniać. Myślę, że tym kimś jesteś TY. Przypomnij sobie. Miałeś w poprzedniej szkole albo okolicy dziewczynę, która miała obsesje na twoim punkcie? Rusz makówką!-szturchnęła mnie.
-Chyba była taka jedna. Tak... Po dłuższym zastanowieniu miała chyba na imię Karoline. Była sierotą i miała dwóch przyjaciół. Wydaje mi się, że była rok starsza i była brunetka. Wtedy przypominała trochę chłopczyce. Ubierała się tak jak jej dwaj przyjaciele. Była jedna charakterystyczna rzecz, która u niej zapamiętałem...
-Co to było?
-To chyba była blizna na wysokości kręgosłupa lędźwiowego... Była w kształcie litery „C”.
-Myślę, że ta informacja może być przydatna. Możliwe, że po tym ja zidentyfikujesz. To już jest jakiś postęp. Puki co musisz zachowywać się normalnie. Nie możesz dać po sobie niczego poznać.-położyła dłoń na moim kolanie.
-Mam w tym wprawę. Dam sobie rade.-uśmiechnąłem się.
-Nigdy nie bądź taki pewien, bo Ci się noga powinie.-zagroziła palcem.
-Dobrze. Zapamiętam to.
-A teraz idź się uczyć chłopcze.-pogoniła mnie ręką do nauki.
-Dziękuję za radę. Do widzenia.-rzuciłem kierując się do stolika.
    W głowie miałem całkowity mętlik. Wszystko mi się mieszało. Totalnie nie wiedziałem co jest prawdą, a co kłamstwem. Po pierwsze skąd Margaret tyle wie na temat Karoline. Owszem spędza tu mnóstwo czasu, ale chyba nie może tak po prostu nauczyć się takich umiejętności. Nie wiem, czy coś takiego byłoby możliwe. Powiedziała, że wiele ludzi ma wiele sekretów... Może ona tez ma jakiś sekret? Może ona też coś ukrywa? Po drugie nie wiem, czy to z Karoline jest prawdą. Owszem to dziwne, ze nagle tak na mnie wpada na korytarzu... Widziałem ja może raz czy dwa w szkole na zajęciach dodatkowych. Fakt to zadziwiające w jak szybkim tempie zmieniła wygląd. Ja pamiętam ja w tych sweterkach i spódniczkach, a dziś widzę ja w szpilkach. Jeszcze zastanawia mnie ten fakt, czy to może być ta wariatka z poprzednich lat? Czy to możliwe, że przeprowadziłaby się tutaj za mną? Może to ona jest „M”? Nękało mnie wtedy tak wiele pytań... Zupełnie nie wiedziałem co myśleć. Jeszcze ten fakt, że chodzę z nią teraz do szkoły. Tyle spraw, tyle problemów. Znów ten mętlik w głowie...
    Wziąłem głęboki oddech i skierowałem się do pierwszego stolika na horyzoncie. Usiadłem i wyciągnąłem książki i zeszyty. Miałem mieć na drugi dzień ważny test z matematyki, więc musiałem się przygotować. Otworzyłem notatki, z których miałem się uczyć. Zawsze lepiej mi się uczyło przy muzyce. Wyjąłem z kieszeni telefon i z torby słuchawki. Załączyłem sprzęt i puściłem sobie muzykę. Zacząłem powtarzać materiał, gdy ktoś przysiadł się do mojego stolika. Stwierdziłem, że nie będę zwracał uwagi, bo po prostu ktoś chce się w spokoju uczyć. Ktoś podszedł do mnie i wyciągnął z mojego ucha słuchawkę.
-Co do cholery!-podniosłem ton zwracając się do osoby.

___________________________________________________

   Cześć kochani! Przepraszam, że tak długo zajęło mi dodanie kolejnego rozdziału, ale wiecie: "dużo nauki". Jest piękny, ciepły poranek. Dodaję rozdział jeszcze przed pójściem do szkoły. Tak strasznie nie chce mi się tam iść! Wam pewnie też nie :)
    Co do tej części. Jak wam się podoba? Jakieś spostrzeżenia? Myślicie, że Kate i Liam będą parą? A może to oni stoją za tymi wiadomościami od tajemniczego "M"? I ostatnie moje pytanie: Kto przeszkodził Marcelowi w nauce?
   Czekam na wasze rady i komentarze. Wystarczy chociaż, że napiszecie, że przeczytaliście. To naprawdę dla mnie ważne, bo to mnie motywuje. <3
CZYTASZ=KOMENTUJESZ 
 XOXO

12 lutego 2014

Rozdział drugi

-Co ty robisz!? Nie tutaj…-mówiła przerażona.
-Właśnie tu i teraz skarbie.-ściągnąłem koszule.
-Czy to…?-dotknęła mojego ramienia- To ten sam statek, te ptaszki, motylek.-powoli przesuwała palcem po moich tatuażach.
-Teraz mi wierzysz?-zapytałem zakładając koszulę.
-Tak, ale dlaczego? Dlaczego udajesz kogoś kim nie jesteś? Takiego kujona. Przecież jesteś takim fajnym kolesiem. Po co?-zasypywała mnie pytaniami.
-Muszę… To trudniejsze niż myślisz. Taki obowiązek, obiecałem.-powiedziałem ulizując włosy przed lustrem.
-Nic nie rozumiem.
-Nie teraz. Teraz są lekcje. Pamiętasz, że jestem kujonem? Wytłumaczę Ci to innym razem. Teraz musimy.-zakładałem plecak na plecy.
-Pamiętam, ale… -przerwała.
-Spokojnie. Ja wybiegnę zapłakany, a ty wyjdź dumna po chwili. Wtedy nikt się nie domyśli.-musnąłem jej usta.
Z udawanym płaczem pobiegłem do klasy. Nikt nawet nie zwrócił na mnie uwagi, więc chyba dobrze poszło.
-Przepraszam za spóźnienie, to się nie powtórzy.-zasiadłem w ławce.
-Nic się nie dzieje Marcel. To twój pierwszy raz.-uśmiechnął się nauczyciel.
Siedziałem całą lekcje robiąc “notatki”. Rysowałem w zeszycie usiłując wymyślić co dalej. Jakoś to wszystko muszę teraz odkręcić. Ale namieszałem… Gorzej już chyba być nie może.
-Marcel. Przerwa jest. Nie idziesz?-zapytał nauczyciel stojący przy moim biurku.
-Tak. Zamyśliłem się. Bardzo Pana przepraszam za moje dzisiejsze zachowanie na lekcji. Mam troszkę problemów, bardzo dużo nauki, do tego i mało sypiam. To wszystko źle wpływa na mój organizm i metabolizm. Taka reakcja łańcuchowa. Jedno pociąga za sobą drugie. Mam nadzieję, że nie obraziło to Pana w żaden sposób.-gadałem nie dając nauczycielowi dojść do głosu.
-Spokojnie chłopcze. Nie jestem zły. Każdy ma prawo do gorszego dnia. Nawet ty. Nikt z nas ludzi przecież nie jest idealny.-poklepał mnie po ramieniu- Teraz już idź, bo się spóźnisz na następna lekcje.
-Dziękuję za wyrozumiałość. Do widzenia!-rzuciłem wychodząc z klasy.
Skierowałem się do swojej szafki. Wszyscy na korytarzu się na mnie dziwnie patrzyli i się śmiali. Nie wiedziałem o co im chodzi, puki nie dotarłem do szafki. Podbiegłem do niej i z przerażeniem zacząłem zrywać zdjęcia i karteczki doczepione do niej. Było tam mnóstwo moich zdjęć, nagich, ale po retuszu. Bardzo przykrym retuszu… Bez tatuaży. Nie chce więcej z tego opisywać wyobraźcie to sobie. Do tego te napisy:  “Dick”, “Asshole”, “Idiot”. Wrzuciłem wszystko do kosza obok. Po otwarciu szafki ujrzałem liścik.



"To dopiero początek! Stać mnie na więcej! Lepiej zniknij z jej życia, bo się to źle dla ciebie skończy!"
 -M


   Co do cholery! Ktoś próbuje mnie szantażować. Ja sobą nie dam pomiatać. Widać ktoś naprawdę mnie nie zna. Nie wie, że wrzucenie mnie na głęboką wodę źle się dla niego skończy. Nie dla mnie. Ja potrafię pływać, on raczej nie. 
   Reszta dnia w szkole była katorgą. Wszyscy wytykali mnie palcami. Przywykłem do tego, ale dziś wyjątkowo się to nasiliło. Podczas lunchu Miriam cały czas się na mnie patrzyła. Była zła, ale też smutna. To było dziwne jak wiele emocji się w niej teraz gromadziło. Nie wiedziałem, że w takiej osóbce może mieścić się tyle energii i emocji. Poznawałem ją przy każdym spotkaniu i rozmowie na nowo. Z samej obserwacji można było wiele wywnioskować. Jest najpopularniejsza w szkole, ale zachowuje się przyzwoicie.
Jakiś sms… Pewnie od mamy z przeprosinami.

"Przestań się na nią gapić. Pożałujesz!"

  -M


  To zaczyna mnie przerażać. Panicznie rozglądałem się po stołówce i zastanawiałem się kto to wysłał. To i tak na marne, bo połowa ludzi miała telefony w ręce. Normalnie jak uzależnieni.
  Jakieś 5 minut przed dzwonkiem na lekcje skierowałem się do klasy. Mieliśmy mieć chemię. Zająłem swoje miejsce i przygotowałem wszystko. Po dzwonku wszyscy weszli do klasy i usiedli. Koło mnie zostało jedyne wolne miejsce. Zauważyłem, ze Miriam się spóźnia… Ale u niej to normalne. Ona musi mieć “wejście”. Chwilę później pojawiła się nasza gwiazda. Dumnie weszła do klasy i podeszła do biurka nauczyciela. Usiadła na nim tyłem do klasy i szepnęła mu coś. Wstała i usiadła przy moim biurku. Nie była jakaś smutna z tego powodu, że siedzi ze mną, raczej szczęśliwa.
-Zaczniemy od wcześniej zapowiedzianej kartkówki.-stanął nauczyciel przed klasą z kartkami.
-Nie da się tego przełożyć?-padło pytanie, a ja byłem za.
Panicznie począłem wertować kartki w podręczniku. Na śmierć zapomniałem o tej kartkówce. Jezu! Pomóż!
-Zapowiadałem wam ją tydzień temu.
-To może zagłosujemy, wtedy będzie sprawiedliwie.-zaproponowałem.
-Marcel nie nauczyłeś się?-zapytał zdziwiony profesor.
-Umiem, ale wspieram klasę. To, że ja się nauczyłem nie oznacza, że nie popieram klasy. Tworzymy grupę i musimy się wspierać.-znów odezwał się stary ja. Cholera…
-Dobrze, więc kartkówka za tydzień. Upiekło się wam.
  Wszyscy gwizdali z radości i klepali mnie po plecach dziękując. Cała lekcja minęła mi miło w towarzystwie brunetki. Wspólnie przeprowadzaliśmy reakcje i doświadczenia. Było bardzo zabawnie. Zwłaszcza wtedy kiedy nasze biurko nagle zaczęło płonąć, a profesor panicznie je gasił. Wszyscy się śmiali, a nauczyciel o mało nie dostał zawału. Po prostu za dużo odczynników i tyle. Nie byliśmy ostrożni tak jak prosił. A może ja to specjalnie zrobiłem? Tak macie mnie. Chciałem trochę ożywić tę lekcje.
  Dzień mi w szkole minął stosunkowo dobrze. Po za tymi paroma wpadkami na lekcjach… Nadrobiłem to esejem z anglika. Mam nadzieję, że napisałem go B. Wciąż zastanawia mnie ta sprawa z tymi sms-ami. Kto jest na tyle głupi żeby mi grozić. Muszę jakoś się dowiedzieć. Jakoś odnaleźć ją albo jego. Gorzko pożałuje jak już to coś dorwę.

***

-Hej synku!-powitała mnie ciepłym uśmiechem mama.
-Cześć.-powiedziałem podejrzliwie.
-Chciałam z tobą porozmawiać przy obiedzie. Obiecuję, że nie będę krzyczeć. Idź na górę, przebierz się i zejdź na posiłek.
-Dobrze.
Jak poprosiła tak wykonałem. W pokoju założyłem na siebie czarne dresy i bluzę z nike. W mojej ukochanej łazience zmyłem tonę żelu z głowy i doprowadziłem włosy do normalności. Stojąc przed lustrem przypomniałem sobie dzisiejszą akcję w szkolnej toalecie. To było coś niesamowitego. Taka adrenalina… Powietrze było tak gęste, że można było je ciąć nożem. To była taka cudowna i niepowtarzalna okazja powiedzieć jej co czuje. Nie wykorzystałem jej, ale mam nadzieję, że będą inne.
  Powoli schodziłem po schodach i usłyszałem jak moja mama nuci melodię. Już dawno jej takiej nie widziałem. Na prawdę chyba chce mnie przeprosić. Popędziłem do jadalni i zasiadłem obok niej.
-A więc o czym chciałaś porozmawiać?
-Synku popełniam wiele błędów. Mam nadzieję, że mi je wszystkie kiedyś wybaczysz. Dopiero po naszej kłótni stwierdziłam jak bardzo cię skrzywdziłam zmuszając do udawania innej osoby. Chciałam Cię przeprosić. Pragnęłam dla ciebie jak najlepiej. Wydawało mi się to słuszne…. Pomyliłam się.-otarłem łzę spływająca z jej policzka- Teraz już wiem, że się zmieniłeś. Ufam Ci, słyszysz ufam. Doszłam do wniosku, że nie możesz dalej udawać kogoś kim nie jesteś. Dzwoniłam do dyrektora twojej szkoły. Wysłuchał mnie i powiedział, że nie będzie problemu jeśli będziesz sobą. Poznał Cię dość dobrze i wie, że już nie kradniesz. Zapłaciłeś już wystarczającą karę. Musisz tylko wciąż się dobrze uczyć. Zaproponował, abyś napisał esej na angielski. O tym co przeszedłeś i jak się zmieniłeś. Nie musisz opisywać tego, że ukradłeś biżuterię. Tak wszystko wyjaśnisz klasie.  Co ty na takie rozwiązanie?
-Mówisz, że mogę nosić swoje ubrania. Ten garniak i ulizane włosy znikną. Tylko jeśli będę się uczył i napisze esej?-patrzyłem na nią z niedowierzaniem.
-Tak. Właśnie to powiedziałam.-skinęła głową.
-Jasne, że się zgadzam. To najlepsze co mogło mnie spotkać po tym wszystkim.-rzuciłem się na nią z uściskiem.
-Puść mnie, bo mnie udusisz. To nie wszystko.
-Jest coś jeszcze?-zdziwiłem się.
-Tak. Postanowiłam podarować Ci auto na które tak czekasz.-wręczyła mi kluczyki.
-Mogę je zobaczyć już teraz?-poderwałem się z krzesła.
-Jak zjesz, bo całkiem wystygnie.-wskazała na posiłek.
-Dobrze. Dla ciebie wszystko.
  Jadłem tak szybko jak się dało. Oczywiście rozśmieszając tym mamę. Myślała, że zaraz nie wysiedzę na tym krześle. Nogi to mnie wręcz paliły by wybiec. Nareszcie koniec. Już podrywałem się z krzesła, gdy to usłyszałem:
-Siadaj. Jeszcze deser.-zaśmiała się mama
-Poważnie!?
-Żartuję! Leć do niego, bo widzę jak cię podpala.
  Nie trzeba było powtarzać. Poderwałem się wywracając krzesło i wybiegłem z domu. Stanąłem jak wryty na werandzie. Przed moim domem stał nowiuteńki Mustang gt500 shelby. Jeszcze do tego był czarny! Podbiegłem do niego i delikatnie dotknąłem dłonią maski. On tam na prawdę stał. To nie jest żart. Moje kochane i własne autko. Ma przyciemnione szyby, a z tylu koło marki jest moje imię. Powoli otworzyłem auto i ujrzałem idealne wnętrze. Czerwona skóra na siedzeniach i czarny wystrój z czerwonymi dodatkami. Jest jak ze snów. Usiadłem na miejscu kierowcy, ustawiłem fotel i odpaliłem. Oh… Jaki cudowny dźwięk. Muzyka dla moich uszu. Otwarłem drzwi pasażera i poszukałem wzrokiem mamy.
-Wsiadasz?
-Myślałam, że nie zapytasz!-uśmiechnęła się i wsiadła do auta.
-No to jedziemy!
  Wybraliśmy się na małą przejażdżkę po miasteczku. Wszyscy się oglądali za moim autkiem. To takie cudowne uczucie, gdy ludzie znów Cię zauważają. Chłopaki ze szkolnej drużyny pokazywali palcem na moje auto, a dziewczyny uśmiechały się i szeptały. Wróciłem razem z rodzicielką do domu i wciąż nie wierzyłem. Cały czas ściskałem ją mocno i całowałem.
  Po takim dniu pełnym wrażeń zasiadłem do laptopa. Otworzyłem program do pisania tekstów i stworzyłem ogromny i cudowny esej o mnie. Opisywał wszystkie moje przyjścia i dlaczego musiałem się zmienić. Po zakończonej pracy udałem się pod prysznic i do łóżeczka.

***

  Dziś mój wielki dzień. Mam znów być sobą. To takie… Podniecające. Nie ważne ile razy dziś o tym myślałem uśmiech za każdym razem nasuwał się na moją twarz. Tego poranka obudziły mnie ciepłe promienie słoneczne wpadające przez okno. Miło ogrzewały moją twarz. Zapowiada się idealny dzień na zmiany. Z wielką radością podniosłem się z łóżka i podszedłem do laptopa. Otworzyłem go na mojej pracy z anglika. Zaznaczyłem co trzeba i wydrukowałem. Skierowałem się do łazienki. Z przyzwyczajenia chciałem nałożyć na włosy tonę żelu. Na szczęście w czas się powstrzymałem.
-Nie dziś kochany.-powiedziałem komicznie, odkładając znienawidzony przedmiot do szafki.
Zbliżyłem się do ogromnej szafy w pokoju. Chwilę zastanawiałem się co założyć. Mój styl wymieszał się trochę z tym grzecznym, ułożonym chłopcem. Po dłuższej chwili zastanowienia… Zdecydowałem się na moje ulubione, czarne rurki i szarą bokserkę. Stanąłem przed ogromnym lustrem w moim pokoju.
-No i tak ma być!-zaśmiałem się przeczesując włosy.
Chwyciłem moją starą skórzaną torbę z dna szafy. Wyprostowałem ją i schowałem do niej książki. Obowiązkowo znalazł się w niej też mój esej. Byłem już przy drzwiach, gdy uświadomiłem sobie, że zapomniałem najważniejszego…
-Telefon! Zapomniałbym ukochany!-zażartowałem wkładając go do tylnej kieszeni spodni.
Zbiegłem po schodach na dół do kuchni. Miałem jeszcze czas, więc spokojnie mogłem zjeść śniadanie. W kuchni już czekała na mnie mama smażąc naleśniki.
-Hej mamuś!-ucałowałem ją w policzek.
-Hej! Dawno nie widziałam Cię tak szczęśliwego. Mój kochany synek wrócił.-obdarzyła mnie ciepłym uśmiechem.
-Dzięki. Znów jestem sobą. Dziś wielki dzień! Trzymaj kciuki.
-Trzymam. A teraz jedz, bo będziesz głodny.-postawiła przed moimi oczami talerz z posiłkiem.
Śniadanie minęło mi w miłej atmosferze. Mama wciąż żartowała i była radosna. Ona też znów jest wesoła. Jestem z niej dumny. Tak wiele przeszła przez moją głupotę, a wciąż mnie mocno kocha.
-Dzięki mamo, było pyszne.-odłożyłem talerz do zlewu.
-Nie ma za co. Ty sprzątasz?!-zażartowała, a ja obdarzyłem ja “morderczym” spojrzeniem.
   Skierowałem się do drzwii. W przedpokoju założyłem czarne vansy i szarą czapkę. Stanąłem za drzwiami i odetchnąłem pełną piersią. Powoli zbliżyłem się do mojego autka. Wsiadłem i wciąż czegoś mi brakowało. Tylko minutę zajęło mi przypomnienie sobie. Uruchomiłem płytę z moimi ulubionymi piosenkami i już było idealnie. Odpaliłem i ruszyłem. Podróż do szkoły zajęła mi znacznie mniej czasu niż zwykle. Podjechałem pod budynek i poszukałem miejsca do zaparkowania. Wybrałem to najbliżej wejścia do szkoły. To był ten moment. Byłem pewien, że będą się gapić. W sumie już to robili. Wysiadłem i natychmiast poczułem miliard spojrzeń na sobie. Powoli szedłem do swojej szafki. Zupełnie jakbym był tu obcy. Wszyscy mnie lustrowali. Nie było osoby, która nie gapiłaby się bezczelnie na moje tatuaże. Nareszcie dotarłem do upragnionego celu - szafka.
-To szafka Marcela.-odezwała się Miriam.
-Wiem. Jak ty się tu znalazłaś? Nie było Cię tu przed chwilą.
-Czary skarbie.-puściła oczko i zniknęła za drzwiami klasy.
  W szafce był liścik. “Dlaczego mnie to nie dziwi” pomyślałem. Pewnie kolejna groźba dotyczącą Miriam. I się nie pomyliłem…



"Ciekawe jak im wyjaśnisz zmianę."

-M



  Jest krok za mną. Nie wie o pracy na angielski. To dobrze. Jeśli jest w mojej klasie to będę to wiedzieć po tej lekcji.
  Dzwonek zadzwonił, a ja razem z resztą osób z mojej klasy wszedłem na lekcję. Odłożyłem torbę koło ławki i wyciągnąłem pracę. Zbliżyłem się do biurka profesora.
-Dzień dobry. Nie wiem czy został Pan poinformowany przez dyrektora...-zacząłem.
-Tak zostałem. Proszę zacznij czytać jak uda Ci się ich uciszyć.-zaśmiał się nauczyciel.
-Mogę prosić was o uwagę?-powiedziałem dość głośno, aby każdy usłyszał.
   W klasie zapanowała cisza. Ze strony profesora dało się usłyszeć chrząknięcia uznania. Powoli zacząłem czytać esej. Zajęło mi to trochę, bo był długi. No i ja dodawałem jeszcze parę rzeczy od siebie. Nigdy nie miałem problemu z angielskim ani z przykuciem uwagi słuchacza. Poszło gładko. Parę dziewczyn było bardzo przejętych, a chłopaki słuchali z zainteresowaniem. Tylko ona… W jej oczach dostrzegłem łzy. Jedna samotnie spłynęła po jej policzku. Była bardzo przejęta tym co czytałem i opowiadałem. Nie wiem dlaczego, ale wyczułem, że jej na mnie zależy. Niestety to pewnie złudzenie, bo ją kocham…
-… Tak zaczynam nowy rozdział w swoim życiu. Może inaczej. Zaczynam nowe życie. Tu i teraz z wami.-zakończyłem czytać.
   Cała moja klasa wstała i biła mi brawo. Chłopaki gwizdali na moją cześć. Po kolei zaczęli do mnie podchodzić i gratulować mojej decyzji. Mogłem przyznać się wcześniej, nie jest tak źle jak myślałem.
-Marcel, a co z resztą szkoły? Przecież się dowiedzą.-powiedział jeden z chłopaków.

 _________________________________


   W ten tak paskudny dzień dodaję rozdział. Ja za oknem widzę tylko szare niebo i zero słoneczka. Trochę taka pogoda dobija. Nie przepadam specjalnie za zimą. Chce już wiosnę! Marze o tym, aby założyć już krótkie spodenki i koszulkę na ramiączkach.  :) Tak jeszcze odbiegając od tematu. Gracie może we Flappy Bird? Ja właśnie zaczęłam i nie mogę przejść dalej niż 11 :(
   Co do tego rozdziału. Co sądzicie na ten temat? Spodziewaliście się takiego prezentu ze strony Ann? Nie uważacie, że to dziwne, iż Miriam nagle tak chętnie chce się zadawać z Marcelem i się tego nie wstydzi? Jak myślicie Marcel ma jakiś pomysł na to jak wytłumaczyć całej szkole jego zmianę? Czekam na wasze komentarze i na wasze propozycje co do kolejnych rozdziałów. Może nawet z czegoś skorzystam. CZYTASZ=KOMENTUJESZ ! XOXO