CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
XOXO
Obudziłem
się z uśmiechem na ustach. „Jest piątek!” pomyślałem.
Najlepszy dzień tygodnia.
Wstałem
z łóżka i udałem się do łazienki, aby wykonać poranne
czynności. Z szafy wyciągnąłem czarny t-shirt i czarne rurki z
dziurami na kolanach. Spakowałem torbę do szkoły i skierowałem
się do kuchni.
-Dzień
dobry.-ucałowałem, stojącą przy blacie, Ann w policzek i
otworzyłem lodówkę.
-Dzień
dobry.-uśmiechnęła się ze zdziwieniem na twarzy-Co ty taki
wesoły? Stało się coś?
-Oczywiście,
że się stało! Jest piątek!-wyciągnąłem sok.
-Mnie
też nalej.
-Masz
jakieś plany na dzisiaj?-zagadnąłem napełniając szklanki.
-Chyba
nie. Idę do pracy, to by było tyle.-postawiła kanapki na stole.
-Mógłbym
zrobić jutro imprezę dla znajomych? Już dawno żadnej nie robiłem.
Zapomniałem jak to już jest bawić się u siebie, a potem sprzątać
po wspaniale spędzonym czasie z przyjaciółmi.-przysiadłem się do
niej.
-A
posprzątasz dom potem? Cały?-uśmiechnęła się do mnie.
-Cały
Kapitanie!-zasalutowałem jak żołnierz i wybuchnąłem śmiechem.
-To
możesz.-poderwałem się z krzesła i mocno ją przytuliłem.
Droga
do szkoły była przyjemna. Dziś jednak postawiłem na auto. Nie
specjalnie chciało mi się iść piechotą.
Powiedziałem
Andyemu, Caroline, Niallowi i Zaynowi, że robię jutro imprezę.
Poprosiłem ich równiez, żeby zaprosili swoich znajomych, którzy
lubią się dobrze bawić. Większość przerw spędzałem w
towarzystwie moich przyjaciół. Jedyne co mi dziś doskwierało to
palący wzrok Miriam na sobie. Cały czas się na mnie patrzyła.
Czułem jak jej wzrok powoli wypala dziury na moim ciele. Czułem jak
przeszywa mnie on na wskroś. To było przerażające. Z litością
patrzyłem na zegar w klasie i modliłem się, żeby ta lekcja już
się skończyła. Miałem dość wywodów naszej profesorki. I wtedy
zabrzmiał „Jak zbawienie z nieba”.
Udałem
się do szafki w celu pozostawienia w niej kilku książek. Tą
przerwę jak pozostałe chciałem spędzić w gronie znajomych.
Niestety nie było mi to dane. Kątem oka zauważyłem jak Miriam
wraz ze swoją przyjaciółką zbliżają się do mnie. „Zbiera
się na burzę” przemknęło mi w głowie.
-Marcel...-zaczęła
delikatnie i nieśmiało.
-Słucham.-zamknąłem
szafkę i zwróciłem się twarzą do niej.
-Ja
Cię chciałam przeprosić za to wszystko. Ja nie wiedziałam, że to
się stało! Ja nic nie pamiętam. On mnie zwyczajnie upił! Ja nie
chciałam. Ja bym nigdy z nim, no wiesz, gdybym była trzeźwa i
świadoma tego co się dzieje. Proszę wybacz mi. Zależy mi na
tobie. Z niewiadomych powodów jesteś dla mnie ważny. Nie chcę,
żebyś się złościł.
-Nie
jestem na Ciebie zły. Owszem byłem wściekły, ale to i tak nic by
nie zmieniło. Zrozumiałem, że widocznie tak miało być i nic na
to nie poradzę. Jest mi tylko przykro, że dopuściłaś do takiej
sytuacji. Mimo wszystko, mimo, że tłumaczyłaś mi jak to się
stało, straciłem do Ciebie szacunek.
-Jak
możesz tak mówić! Co ty sobie w ogóle myślisz? Myślisz, że
dziewczyny to ty możesz sobie zmieniać co chwilę? Nie traktuj jej
jak zwykłą dziwkę na jedną noc! Od jej urodzin mało czasu
minęło, a ty sobie znalazłeś już nową! Za kogo ty się uważasz?
Jesteś parszywą świnią!-wrzeszczała Kate.
-Uspokój
się.-prosiłem spokojnie.
-Co
się dzieje?-stanęła obok mnie Karoline. „Jeszcze jej tu
brakowało”.
-Twój
kochaś powiedział, że stracił szacunek do Miriam, bo Liam ją
wykorzystał na imprezie. Jego argumenty są śmieszne. Nie
przeszkadza Ci, że zmienia dziewczyny jak rękawiczki!?
-Uspokój
się. Agresją niczego nie załatwisz.-próbowała ją uspokoić.
-Drzecie
się na cały korytarz. Zauważyliście, że wokół was jest wielkie
zbiorowisko ludzi i się gapią na waszą kłótnię?-podszedł Liam.
-Ty
się nie wtrącaj.-syknąłem przez zaciśnięte zęby.
-To
o Ciebie i Miriam tu idzie! Marcel rzekomo stracił do niej szacunek
przez Ciebie!-tłumaczyła mu Kate.
-Chodzi
o tę imprezę? Jesteś śmieszny. Stało się. Tylko największy
dupek i totalny fagas obwinia o to tak piękną i niewinną dziewczynę.
-Nie
wyzywaj mnie!
-Bo
co kutasie? Uderzysz mnie?
-To
nie ja jestem kutasem tylko ty!
Liam
wziął zamach i uderzył mnie prosto w twarz. Po chwili leżałem na
podłodze z rozciętą wargą. „Dużo krwi”. Podnosiłem się z
podłogi, żeby mu oddać, kiedy nauczycielka od malarstwa do nas
podeszła i usiłowała nas rozdzielić.
-Ty
do dyrektora!-wskazała na Li- A ty do pielęgniarki!-pokazała na
mnie.
-Dobrze.-wydukałem
tylko.
-No
ładnie chłopie. Nie mogłeś bić się z nim po szkole?- opatrywała
mnie pielęgniarka.
-Wie
Pani, to pod wpływem emocji. Poza tym, ja go nawet nie
dotknąłem.-podniosłem ręce w geście poddania.
-Wiesz
co się teraz będzie działo? Będziesz musiał wytłumaczyć to
dyrektorowi.-mówiła do mnie nauczycielka.
-Wiem.
-Jak
to się stało?
-Rozmawiałem
z Miriam, potem jej przyjaciółka - Kate - zaczęła na mnie krzyczeć,
potem moja przyjaciółka przyszła, a Kate zaczęła na nią
krzyczeć. Na sam koniec Liam dołączył i zaczął mnie wyzywać, a potem wymierzył mi prawy sierpowy. Tak to było.
-Czyli
nie uderzyłeś go?
-Nie.
-To
nie będziesz miał kłopotów. Nie wdałeś się w bójkę tylko Li
cię uderzył.-pokiwałem głową, zgadzając się z nią.
-Kiedy
Pani ma zajęcia?
-Jestem
Gemma.-wyciągnęła do mnie dłoń, a ja ją uścisnąłem- Nie
lubię jak ktoś się do mnie zwraca „Pani”. Swoje zajęcia mam po
lekcjach we wtorki i czwartki. A co?
-Może
się zapiszę i sprawdzę, czy potrafię malować.-uśmiechnąłem
się, czego zaraz pożałowałem, bo ból się podwoił.
-To
dołączysz do swojego przyjaciela. Jeśli się nie mylę to ma na
imię Zayn.
-Zayn
chodzi na te zajęcia?
-Tak.
I ma talent.-uśmiechnęła się- Chodź do dyrektora.
-Dzień
dobry.-powiedziałem wchodząc do gabinetu dyrektora.
-Dzień
dobry. Usiądź.-wskazał na krzesło obok mojej mamy.
-Wersję
Liama już znam. Teraz chcę poznać wersję twoją i Pani
Styles.-moja mama odwróciła głowę i spojrzała na Gemme. Uważnie
się jej przyglądała. - Dobrze
zatem nakreślę jak ujął to Payne w swoich słowach. Powiedział,
że obrażałeś Miriam, Kate, a potem jego i na sam koniec zadałeś
mu cios, więc Ci oddał. Stanął w obronie koleżanek, co mu się
bardzo chwali. Ujął to dokładnie słowami: „Nie chciałem
pozostać bierny w sytuacji kiedy ktoś obraża w tak okrutny sposób
kobiety”. Co prawda pierwszy raz słyszałem takie słowa w jego
ustach, ale każdy może się zmienić. I ty chyba doskonale o tym
wiesz. Mam obowiązek wysłuchać Ciebie, jak i również Gemmy.
Więc?
Przedstawiłem
swoją wersję dyrektorowi, tą prawdziwą. Lecz Gemma przedstawiła
ją bardziej wylewnie:
-Panie
dyrektorze. Gdy weszłam na korytarz zauważyłam sporą grupę
osób, więc postanowiłam podejść. Gdy już udało mi się przebić
Liam wymierzał cios w twarz Marcela. Podeszłam natychmiast do nich
i ich rozdzieliłam. Liama wysłałam do Pana, a z Marcelem udałam
się do pielęgniarki. Nie wydaje mi się prawdopodobne to, że
Marcel wszczął bójkę. Nawet jeśli tak się stało Liam miałby
jakiekolwiek ślady po ciosach zadanych przez Marcela. Nie wydaje się
Panu, że Payne przedstawił nie prawdziwą wersję wydarzeń.
Przecież sam by się nie obciążył. To by było nie rozważne z
jego strony. Kto by chciał zostać ukarany po czymś takim? Nikt.
Niech Pan pomyśli.
-Gemmo
masz rację. Teraz mam porównanie. Cieszę się, że wysłuchałem
również Ciebie.
-Podjął
już pan jakąś decyzję, czy mam raczej czekać na
telefon?-zapytała Ann.
-Podjąłem
już decyzję. Liam zostanie ukarany za wszczynanie bójek i za to,
że skłamał, aby się chronić.
-Dziękuję.
-Myślę,
że to tyle. Zatem możesz iść do domu.
-Do
widzenia.-Ann uścisnęła dłoń dyrektora i wyszliśmy.
-Dziękuję,
że pomogłaś mojemu synowi. Może wpadniesz do nas na kawę lub
herbatę?
-Byłoby
mi bardzo miło, tylko muszę zabrać swoje rzeczy z klasy.
-W
takim razie za pięć minut przed wejściem do szkoły.
-To
ja się zabiorę z Marcelem w aucie.-powiedziała Gemma.
-Zatem
widzimy się na miejscu.-uśmiechnęła się Ann.
-Może
podjedziemy jeszcze do piekarni i kupimy jakieś
rogaliki?-zaproponowała dziewczyna.
-Okey.
-Coś
długo wam to zajęło.-powiedziała Ann wchodząc do holu.
-Byliśmy
jeszcze w piekarni.-podniosłem torbę z zakupami do góry- Kupiłem
jeszcze chleb, bo rano zauważyłem, że się kończy.
-O
wszystkim pomyślałeś.-odebrała ode mnie torbę, a ja
zaprowadziłem naszego gościa do salonu.
-Opowiedz
mi trochę o sobie. Jesteś stąd? Czemu chciałaś pracować w
szkole? Dlaczego akurat malarstwo? Powiedz mi jakieś ciekawe albo
zabawne historie z twojego życia.
-Wow.
Dużo tych pytań.-zaśmiała się-Zaczynając od samiuteńkiego
początku. Przyjechałam tu razem z moim najlepszym przyjacielem.
Jesteśmy jak rodzeństwo. Zaczęłam szukać pracy. Chciałam
znaleźć taką, która nie narzucałaby mi określonych zasad co do
ubioru. Widać po mnie, że nie jestem typową nauczycielką. Gdzie
znajdziesz drugą taką młodą, w potarganych shortach, koronkowej
koszulce, która prześwituje i jest trochę przykrótka?-kolejny raz
uśmiechnęła się- Znalazłam ogłoszenie, że potrzebują
nauczycieli na zajęcia poza lekcyjne i pomyślałam: To jest to!
Parę razy przychodziłam do szkoły rozmawiać z dyrektorem. Zresztą
widziałeś mnie. Dlaczego wybrałam malarstwo? Może dlatego, że
zwyczajnie to lubię i znam się na tym. Co się potem okazało było
strzałem w dziesiątkę. Wiesz ile masz osób w szkole, które
wspaniale malują albo rysują? Z początku myślałam, że na
zajęcia nie będzie przychodzić więcej niż pięć osób.
Tymczasem moja frekwencja na zajęciach nie schodzi poniżej
piętnastu. To jest fascynujące, że pomimo ery komputerów jest
tyle osób, które wolą przychodzić na moje zajęcia. A co do
ciekawych historii ze swojego życia, to zwyczajnie ich nie mam.
Jestem jedynaczką, a dzieciństwo miałam raczej spokojne. Nie
licząc tego, że moi rodzice się rozwiedli jak byłam mała i mama
mnie zostawiła, zupełnie urwała ze mną kontakt.
-To
ja miałem zupełnie na odwrót. Moi rodzice też się rozwiedli jak
byłem mały. Tyle, że byłem za mały, żeby cokolwiek zapamiętać.
Też jestem jedynakiem, ale mieszkam z mamą, a ojca nigdy w życiu
nie poznałem i chyba nie chcę poznać. Ma mnie w dupie, więc ja
jego też. Nie ma co się rozczulać.-poklepałem ją po kolanie.
-I
jak wam idzie? Dowiedziałeś się czegoś ciekawego o
Gemmie?-zapytała moja mama wchodząc do pokoju z tacą pełną
smakołyków i trzema parującymi kubkami.
-Wyobraź
sobie, że tak. Gemma jest jedynaczką i wychowywał ją tata. Też
się tu przeprowadziła, tyle, że z przyjacielem i nic nie wie na
temat swojej mamy.
-Jaki
zabawny zbieg okoliczności, że masz tak samo na nazwisko jak
Marcel.
-To
się zdarza. Styles to popularne nazwisko w stronach, z których
pochodzę.
-Może
oglądniemy jakiś film?-zaproponowałem.
-Świetny
pomysł. Mam nawet chyba jakiś w torebce, bo parę wypożyczyłam
dziś rano.- Gem zaczęła szukać- Może być „The Great Gatsby”?
-Czemu
nie. Słyszałem, że to dobry film.-wkładałem płytę do
odtwarzacza.
-Chciałbym
mieć takie życie jak on.
-Kto
by nie chciał. Oprócz tego, że żona go zostawiła, stracił
dziecko i inne mankamenty, to życie miał wspaniałe.-wyliczała
Ann.
-Było
naprawdę miło, ale ja będę musiała się już zbierać.-podniosła
się z kanapy dziewczyna.
-Słuchaj,
jutro robię imprezę. Może wpadniesz ze swoim
przyjacielem?-zaproponowałem odprowadzając ją do drzwi.
-Jasne!
Nareszcie się rozerwę tutaj.-dała mi buziaka w policzek na
pożegnanie- Będę o dwudziestej. Do zobaczenia!
Zamknąłem
za nią drzwi i skierowałem się do swojego pokoju. Byłem padnięty.
O niczym innym nie marzyłem tylko o spaniu. Otworzyłem jeszcze
laptopa zaznaczyłem znajomych na facebooku oraz poczcie i wysłałem im
zaproszenia na jutrzejszą imprezę. „Mam nadzieję, że ktokolwiek
pojawi się na niej”. Zamknąłem komputer i udałem się do
łazienki. Wziąłem szybki prysznic i wciągnąłem na siebie czarne
dresy. Wskoczyłem pod pierzynkę i zanim się zorientowałem zasnąłem
jak dziecko.
____________________________________________________________
Witajcie po tak długiej przerwie! Strasznie was przepraszam, że nie dodałam niczego wcześniej, ale nie miałam czasu. Zbliżał się koniec roku szkolnego i musiałam wszystko nadrabiać. Jak już wspominałam wcześniej, na początku kwietnia złamałam nogę i ponad miesiąc mnie nie było w szkole. Było cudownie, bo nie musiałam się uczyć i nic nie robiłam tylko leżałam i pisałam. Na egzaminy tata zawoził mnie do szkoły i miałam specjalne miejsce przygotowane. Powiem, że było bardzo ciekawie. Znajomi i przyjaciele nie pozwalali mi się nudzić, bo co chwilę ktoś się u mnie pojawiał i opowiadał mi co dzieje się w szkole, żebym była na bieżąco. Po ściągnięciu gipsu pojechałam do Warszawy na wycieczkę. Wspomnę tylko, że byłam o dwóch kulach i wszyscy mnie poganiali, bo szłam na samym końcu. Kiedy wróciłam do szkoły, żaden nauczyciel nie dawał mi spokoju. Wszyscy się czepiali, że mam wszystko zaliczyć w jednym tygodniu! Dzięki temu w jeden tydzień musiałam zaliczyć 8 sprawdzianów, 4 kartkówki i dwie prace pisemne oraz byłam pytana. Myślałam, że oszaleję. Sprawdzian z chemii poprawiałam 3 razy! Ale nie ważne. Grunt, że zaliczyłam wszystko i ukończyłam szkołę ze średnią 5,11! Poszalałam normalnie. I uwaga, uwaga... moja ilość punktów to 165 na koniec szkoły! Teraz tylko czekam na ogłoszenie listy kandydatów, którzy dostali się do VIII LO, w którym mam zamiar pojawić się we wrześniu. Mam nadzieję, że dostanę się do tego liceum co chcę. Nareszcie będę mogła zaszyć się z laptopem w pokoju i pisać i nikt nie będzie stał mi nad głową mówiąc: "Może zaczniesz się uczyć, a nie tylko ten komputer". :)
Jak podoba wam się piętnastka? Czekam na komentarze :D
Jak podoba wam się piętnastka? Czekam na komentarze :D