28 czerwca 2014

Rozdział piętnasty


CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
XOXO

   Obudziłem się z uśmiechem na ustach. „Jest piątek!” pomyślałem. Najlepszy dzień tygodnia.
Wstałem z łóżka i udałem się do łazienki, aby wykonać poranne czynności. Z szafy wyciągnąłem czarny t-shirt i czarne rurki z dziurami na kolanach. Spakowałem torbę do szkoły i skierowałem się do kuchni.
-Dzień dobry.-ucałowałem, stojącą przy blacie, Ann w policzek i otworzyłem lodówkę.
-Dzień dobry.-uśmiechnęła się ze zdziwieniem na twarzy-Co ty taki wesoły? Stało się coś?
-Oczywiście, że się stało! Jest piątek!-wyciągnąłem sok.
-Mnie też nalej.
-Masz jakieś plany na dzisiaj?-zagadnąłem napełniając szklanki.
-Chyba nie. Idę do pracy, to by było tyle.-postawiła kanapki na stole.
-Mógłbym zrobić jutro imprezę dla znajomych? Już dawno żadnej nie robiłem. Zapomniałem jak to już jest bawić się u siebie, a potem sprzątać po wspaniale spędzonym czasie z przyjaciółmi.-przysiadłem się do niej.
-A posprzątasz dom potem? Cały?-uśmiechnęła się do mnie.
-Cały Kapitanie!-zasalutowałem jak żołnierz i wybuchnąłem śmiechem.
-To możesz.-poderwałem się z krzesła i mocno ją przytuliłem.

   Droga do szkoły była przyjemna. Dziś jednak postawiłem na auto. Nie specjalnie chciało mi się iść piechotą.
Powiedziałem Andyemu, Caroline, Niallowi i Zaynowi, że robię jutro imprezę. Poprosiłem ich równiez, żeby zaprosili swoich znajomych, którzy lubią się dobrze bawić. Większość przerw spędzałem w towarzystwie moich przyjaciół. Jedyne co mi dziś doskwierało to palący wzrok Miriam na sobie. Cały czas się na mnie patrzyła. Czułem jak jej wzrok powoli wypala dziury na moim ciele. Czułem jak przeszywa mnie on na wskroś. To było przerażające. Z litością patrzyłem na zegar w klasie i modliłem się, żeby ta lekcja już się skończyła. Miałem dość wywodów naszej profesorki. I wtedy zabrzmiał „Jak zbawienie z nieba”.
   Udałem się do szafki w celu pozostawienia w niej kilku książek. Tą przerwę jak pozostałe chciałem spędzić w gronie znajomych. Niestety nie było mi to dane. Kątem oka zauważyłem jak Miriam wraz ze swoją przyjaciółką zbliżają się do mnie. „Zbiera się na burzę” przemknęło mi w głowie.
-Marcel...-zaczęła delikatnie i nieśmiało.
-Słucham.-zamknąłem szafkę i zwróciłem się twarzą do niej.
-Ja Cię chciałam przeprosić za to wszystko. Ja nie wiedziałam, że to się stało! Ja nic nie pamiętam. On mnie zwyczajnie upił! Ja nie chciałam. Ja bym nigdy z nim, no wiesz, gdybym była trzeźwa i świadoma tego co się dzieje. Proszę wybacz mi. Zależy mi na tobie. Z niewiadomych powodów jesteś dla mnie ważny. Nie chcę, żebyś się złościł.
-Nie jestem na Ciebie zły. Owszem byłem wściekły, ale to i tak nic by nie zmieniło. Zrozumiałem, że widocznie tak miało być i nic na to nie poradzę. Jest mi tylko przykro, że dopuściłaś do takiej sytuacji. Mimo wszystko, mimo, że tłumaczyłaś mi jak to się stało, straciłem do Ciebie szacunek.
-Jak możesz tak mówić! Co ty sobie w ogóle myślisz? Myślisz, że dziewczyny to ty możesz sobie zmieniać co chwilę? Nie traktuj jej jak zwykłą dziwkę na jedną noc! Od jej urodzin mało czasu minęło, a ty sobie znalazłeś już nową! Za kogo ty się uważasz? Jesteś parszywą świnią!-wrzeszczała Kate.
-Uspokój się.-prosiłem spokojnie.
-Co się dzieje?-stanęła obok mnie Karoline. „Jeszcze jej tu brakowało”.
-Twój kochaś powiedział, że stracił szacunek do Miriam, bo Liam ją wykorzystał na imprezie. Jego argumenty są śmieszne. Nie przeszkadza Ci, że zmienia dziewczyny jak rękawiczki!?
-Uspokój się. Agresją niczego nie załatwisz.-próbowała ją uspokoić.
-Drzecie się na cały korytarz. Zauważyliście, że wokół was jest wielkie zbiorowisko ludzi i się gapią na waszą kłótnię?-podszedł Liam.
-Ty się nie wtrącaj.-syknąłem przez zaciśnięte zęby.
-To o Ciebie i Miriam tu idzie! Marcel rzekomo stracił do niej szacunek przez Ciebie!-tłumaczyła mu Kate.
-Chodzi o tę imprezę? Jesteś śmieszny. Stało się. Tylko największy dupek i totalny fagas obwinia o to tak piękną i niewinną dziewczynę.
-Nie wyzywaj mnie!
-Bo co kutasie? Uderzysz mnie?
-To nie ja jestem kutasem tylko ty!
   Liam wziął zamach i uderzył mnie prosto w twarz. Po chwili leżałem na podłodze z rozciętą wargą. „Dużo krwi”. Podnosiłem się z podłogi, żeby mu oddać, kiedy nauczycielka od malarstwa do nas podeszła i usiłowała nas rozdzielić.
-Ty do dyrektora!-wskazała na Li- A ty do pielęgniarki!-pokazała na mnie.
-Dobrze.-wydukałem tylko.

-No ładnie chłopie. Nie mogłeś bić się z nim po szkole?- opatrywała mnie pielęgniarka.
-Wie Pani, to pod wpływem emocji. Poza tym, ja go nawet nie dotknąłem.-podniosłem ręce w geście poddania.
-Wiesz co się teraz będzie działo? Będziesz musiał wytłumaczyć to dyrektorowi.-mówiła do mnie nauczycielka.
-Wiem.
-Jak to się stało?
-Rozmawiałem z Miriam, potem jej przyjaciółka - Kate - zaczęła na mnie krzyczeć, potem moja przyjaciółka przyszła, a Kate zaczęła na nią krzyczeć. Na sam koniec Liam dołączył i zaczął mnie wyzywać, a potem wymierzył mi prawy sierpowy. Tak to było.
-Czyli nie uderzyłeś go?
-Nie.
-To nie będziesz miał kłopotów. Nie wdałeś się w bójkę tylko Li cię uderzył.-pokiwałem głową, zgadzając się z nią.
-Kiedy Pani ma zajęcia?
-Jestem Gemma.-wyciągnęła do mnie dłoń, a ja ją uścisnąłem- Nie lubię jak ktoś się do mnie zwraca „Pani”. Swoje zajęcia mam po lekcjach we wtorki i czwartki. A co?
-Może się zapiszę i sprawdzę, czy potrafię malować.-uśmiechnąłem się, czego zaraz pożałowałem, bo ból się podwoił.
-To dołączysz do swojego przyjaciela. Jeśli się nie mylę to ma na imię Zayn.
-Zayn chodzi na te zajęcia?
-Tak. I ma talent.-uśmiechnęła się- Chodź do dyrektora.
-Dzień dobry.-powiedziałem wchodząc do gabinetu dyrektora.
-Dzień dobry. Usiądź.-wskazał na krzesło obok mojej mamy.
-Wersję Liama już znam. Teraz chcę poznać wersję twoją i Pani Styles.-moja mama odwróciła głowę i spojrzała na Gemme. Uważnie się jej przyglądała. - Dobrze zatem nakreślę jak ujął to Payne w swoich słowach. Powiedział, że obrażałeś Miriam, Kate, a potem jego i na sam koniec zadałeś mu cios, więc Ci oddał. Stanął w obronie koleżanek, co mu się bardzo chwali. Ujął to dokładnie słowami: „Nie chciałem pozostać bierny w sytuacji kiedy ktoś obraża w tak okrutny sposób kobiety”. Co prawda pierwszy raz słyszałem takie słowa w jego ustach, ale każdy może się zmienić. I ty chyba doskonale o tym wiesz. Mam obowiązek wysłuchać Ciebie, jak i również Gemmy. Więc?
Przedstawiłem swoją wersję dyrektorowi, tą prawdziwą. Lecz Gemma przedstawiła ją bardziej wylewnie:
-Panie dyrektorze. Gdy weszłam na korytarz zauważyłam sporą grupę osób, więc postanowiłam podejść. Gdy już udało mi się przebić Liam wymierzał cios w twarz Marcela. Podeszłam natychmiast do nich i ich rozdzieliłam. Liama wysłałam do Pana, a z Marcelem udałam się do pielęgniarki. Nie wydaje mi się prawdopodobne to, że Marcel wszczął bójkę. Nawet jeśli tak się stało Liam miałby jakiekolwiek ślady po ciosach zadanych przez Marcela. Nie wydaje się Panu, że Payne przedstawił nie prawdziwą wersję wydarzeń. Przecież sam by się nie obciążył. To by było nie rozważne z jego strony. Kto by chciał zostać ukarany po czymś takim? Nikt. Niech Pan pomyśli.
-Gemmo masz rację. Teraz mam porównanie. Cieszę się, że wysłuchałem również Ciebie.
-Podjął już pan jakąś decyzję, czy mam raczej czekać na telefon?-zapytała Ann.
-Podjąłem już decyzję. Liam zostanie ukarany za wszczynanie bójek i za to, że skłamał, aby się chronić.
-Dziękuję.
-Myślę, że to tyle. Zatem możesz iść do domu.
-Do widzenia.-Ann uścisnęła dłoń dyrektora i wyszliśmy.
-Dziękuję, że pomogłaś mojemu synowi. Może wpadniesz do nas na kawę lub herbatę?
-Byłoby mi bardzo miło, tylko muszę zabrać swoje rzeczy z klasy.
-W takim razie za pięć minut przed wejściem do szkoły.

-To ja się zabiorę z Marcelem w aucie.-powiedziała Gemma.
-Zatem widzimy się na miejscu.-uśmiechnęła się Ann.
-Może podjedziemy jeszcze do piekarni i kupimy jakieś rogaliki?-zaproponowała dziewczyna.
-Okey.

-Coś długo wam to zajęło.-powiedziała Ann wchodząc do holu.
-Byliśmy jeszcze w piekarni.-podniosłem torbę z zakupami do góry- Kupiłem jeszcze chleb, bo rano zauważyłem, że się kończy.
-O wszystkim pomyślałeś.-odebrała ode mnie torbę, a ja zaprowadziłem naszego gościa do salonu.
-Opowiedz mi trochę o sobie. Jesteś stąd? Czemu chciałaś pracować w szkole? Dlaczego akurat malarstwo? Powiedz mi jakieś ciekawe albo zabawne historie z twojego życia.
-Wow. Dużo tych pytań.-zaśmiała się-Zaczynając od samiuteńkiego początku. Przyjechałam tu razem z moim najlepszym przyjacielem. Jesteśmy jak rodzeństwo. Zaczęłam szukać pracy. Chciałam znaleźć taką, która nie narzucałaby mi określonych zasad co do ubioru. Widać po mnie, że nie jestem typową nauczycielką. Gdzie znajdziesz drugą taką młodą, w potarganych shortach, koronkowej koszulce, która prześwituje i jest trochę przykrótka?-kolejny raz uśmiechnęła się- Znalazłam ogłoszenie, że potrzebują nauczycieli na zajęcia poza lekcyjne i pomyślałam: To jest to! Parę razy przychodziłam do szkoły rozmawiać z dyrektorem. Zresztą widziałeś mnie. Dlaczego wybrałam malarstwo? Może dlatego, że zwyczajnie to lubię i znam się na tym. Co się potem okazało było strzałem w dziesiątkę. Wiesz ile masz osób w szkole, które wspaniale malują albo rysują? Z początku myślałam, że na zajęcia nie będzie przychodzić więcej niż pięć osób. Tymczasem moja frekwencja na zajęciach nie schodzi poniżej piętnastu. To jest fascynujące, że pomimo ery komputerów jest tyle osób, które wolą przychodzić na moje zajęcia. A co do ciekawych historii ze swojego życia, to zwyczajnie ich nie mam. Jestem jedynaczką, a dzieciństwo miałam raczej spokojne. Nie licząc tego, że moi rodzice się rozwiedli jak byłam mała i mama mnie zostawiła, zupełnie urwała ze mną kontakt.
-To ja miałem zupełnie na odwrót. Moi rodzice też się rozwiedli jak byłem mały. Tyle, że byłem za mały, żeby cokolwiek zapamiętać. Też jestem jedynakiem, ale mieszkam z mamą, a ojca nigdy w życiu nie poznałem i chyba nie chcę poznać. Ma mnie w dupie, więc ja jego też. Nie ma co się rozczulać.-poklepałem ją po kolanie.
-I jak wam idzie? Dowiedziałeś się czegoś ciekawego o Gemmie?-zapytała moja mama wchodząc do pokoju z tacą pełną smakołyków i trzema parującymi kubkami.
-Wyobraź sobie, że tak. Gemma jest jedynaczką i wychowywał ją tata. Też się tu przeprowadziła, tyle, że z przyjacielem i nic nie wie na temat swojej mamy.
-Jaki zabawny zbieg okoliczności, że masz tak samo na nazwisko jak Marcel.
-To się zdarza. Styles to popularne nazwisko w stronach, z których pochodzę.
-Może oglądniemy jakiś film?-zaproponowałem.
-Świetny pomysł. Mam nawet chyba jakiś w torebce, bo parę wypożyczyłam dziś rano.- Gem zaczęła szukać- Może być „The Great Gatsby”?
-Czemu nie. Słyszałem, że to dobry film.-wkładałem płytę do odtwarzacza.

-Chciałbym mieć takie życie jak on.
-Kto by nie chciał. Oprócz tego, że żona go zostawiła, stracił dziecko i inne mankamenty, to życie miał wspaniałe.-wyliczała Ann.
-Było naprawdę miło, ale ja będę musiała się już zbierać.-podniosła się z kanapy dziewczyna.
-Słuchaj, jutro robię imprezę. Może wpadniesz ze swoim przyjacielem?-zaproponowałem odprowadzając ją do drzwi.
-Jasne! Nareszcie się rozerwę tutaj.-dała mi buziaka w policzek na pożegnanie- Będę o dwudziestej. Do zobaczenia!
   Zamknąłem za nią drzwi i skierowałem się do swojego pokoju. Byłem padnięty. O niczym innym nie marzyłem tylko o spaniu. Otworzyłem jeszcze laptopa zaznaczyłem znajomych na facebooku oraz poczcie i wysłałem im zaproszenia na jutrzejszą imprezę. „Mam nadzieję, że ktokolwiek pojawi się na niej”. Zamknąłem komputer i udałem się do łazienki. Wziąłem szybki prysznic i wciągnąłem na siebie czarne dresy. Wskoczyłem pod pierzynkę i zanim się zorientowałem zasnąłem jak dziecko.


____________________________________________________________

   Witajcie po tak długiej przerwie! Strasznie was przepraszam, że nie dodałam niczego wcześniej, ale nie miałam czasu. Zbliżał się koniec roku szkolnego i musiałam wszystko nadrabiać. Jak już wspominałam wcześniej, na początku kwietnia złamałam nogę i ponad miesiąc mnie nie było w szkole. Było cudownie, bo nie musiałam się uczyć i nic nie robiłam tylko leżałam i pisałam. Na egzaminy tata zawoził mnie do szkoły i miałam specjalne miejsce przygotowane. Powiem, że było bardzo ciekawie. Znajomi i przyjaciele nie pozwalali mi się nudzić, bo co chwilę ktoś się u mnie pojawiał i opowiadał mi co dzieje się w szkole, żebym była na bieżąco. Po ściągnięciu gipsu pojechałam do Warszawy na wycieczkę. Wspomnę tylko, że byłam o dwóch kulach i wszyscy mnie poganiali, bo szłam na samym końcu. Kiedy wróciłam do szkoły, żaden nauczyciel nie dawał mi spokoju. Wszyscy się czepiali, że mam wszystko zaliczyć w jednym tygodniu! Dzięki temu w jeden tydzień musiałam zaliczyć 8 sprawdzianów, 4 kartkówki i dwie prace pisemne oraz byłam pytana. Myślałam, że oszaleję. Sprawdzian z chemii poprawiałam 3 razy! Ale nie ważne. Grunt, że zaliczyłam wszystko i ukończyłam  szkołę ze średnią 5,11! Poszalałam normalnie. I uwaga, uwaga... moja ilość punktów to 165 na koniec szkoły! Teraz tylko czekam na ogłoszenie listy kandydatów, którzy dostali się do VIII LO, w którym mam zamiar pojawić się we wrześniu. Mam nadzieję, że dostanę się do tego liceum co chcę. Nareszcie będę mogła zaszyć się z laptopem w pokoju i pisać i nikt nie będzie stał mi nad głową mówiąc: "Może zaczniesz się uczyć, a nie tylko ten komputer". :) 
  Jak podoba wam się piętnastka? Czekam na komentarze :D