6 stycznia 2014

Rozdział pierwszy

   Siedziałem w szkolnej ławce nad zadaniem z matematyki, gdy usłyszałem dziwną rozmowę.
-Nie ma mowy. Nie zaproszę go na imprezę. To jest szkolny kujon.
-Przykro mi, ale przegrałaś zakład. Nie ma gadania idziesz.
-Dobra! Wygrałaś…
Chwilę później przy moim biurku stała dziewczyna. Podniosłem wzrok, aby zobaczyć kto to. To ta cudowna dziewczyna, której włosy miały odcień krwistej czerwieni. Miała na sobie krótką niebieską spódniczkę i beżowe zakolanki. Jej ciężkie rockowe buty były odbiciem idealności. Od pierwszego dnia w szkole się w niej kocham. Ma styl, wygląd, charakter… Wszystko czego potrzeba idealnej dziewczynie. Nie jest taka pusta jak inne.
-Hej!-wyrwała mnie z podziwiania jej.
-Cz-cz-cześć-wydusiłem.
-Mmm… Słuchaj robię dziś imprezę wieczorem. Świętujemy moje urodziny. Pomyślałam, że może wpadniesz. Miło będzie Cię bliżej poznać.-uśmiechnęła się.
-Na pewno mnie tam chcesz?-zdziwiłem się.
-Jasne. Zobaczymy co potrafisz na parkiecie.-klepnęła mnie w ramię.
-No dobra. A gdzie ?-zapytałem, ale oczywiście wiedziałem gdzie mieszka.
-Dwie przecznice od ciebie. 24. Na pewno wiesz.-znów pokazała białe zęby.
-Do zobaczenia! -rzuciła na odchodne.
   Przez chwilę siedziałem jak wryty. Zdziwiło mnie, że największa laska w szkole zaprosiła takiego kujona na imprezę. Mimo głupiego zakładu. Dziwi mnie, że w ogóle się odezwała. To jeszcze bardziej utwierdza mnie w tym, że jest naprawdę wyjątkową osobą. Nie dość, że piękna to jeszcze inteligentna. Moja mama zawsze mówiła, że uroda i inteligencja w parze nie idą. Jednak się myliła.
   Zorientowałem się, że jako jedyny wciąż siedzę w klasie. Zabrałem swoje książki i zwinąłem się do domu. Droga powrotna była przyjemna. Pogrążyłem się w rozmyślaniu co założę na imprezę. Marzyłem tylko, aby ściągnąć ten mundurek z siebie. Ten strój, w którym nie jestem sobą. Opowiem wam jak to wszystko się stało.
   Cała ta historia zaczyna się w poprzedniej szkole. Byłem bardzo popularny. Dziewczyny się we mnie kochały. Nie nosiłem koszuli, spodni od garniaka i krawata… Byłem zwykły. Chciałem poderwać taka jedną dziewczynę. Była moją pierwszą miłością. No i podarowałem jej brylantowy komplet biżuterii. Tyle, że niestety dwa dni później policja zapukała do moich drzwi. Postawiono mi zarzuty o kradzież biżuterii za £2 500. Wszyscy sąsiedzi patrzyli się jak wyprowadzali mnie w kajdankach. Moja mama zrobiła wszystko, żeby wyciągnąć mnie z paki. Zatuszowała całą sprawę, ale musieliśmy wyjechać z miasta. Zmieniłem szkolę, otoczenie, znajomych i wygląd. To był warunek tego, żeby znów nie trafić do więzienia. No i tak to wygląda. W szkole udaje kujonka. Nikt tu nie zna prawdziwego mnie oprócz mamy.
   Przyszedłem do domu i skierowałem się do swojego pokoju. Nareszcie mogłem ściągnąć z siebie te ciuchy. Postanowiłem wziąć prysznic. Cudowne odprężenie po tylu godzinach w szkole. Wciągnąłem na siebie czarne rurki i białą, luźną bokserkę. Włosy… Co z nimi? Poczochrałem je tylko. Trudno jest układać tyle loków. Zasiadłem na kanapie przed telewizorem i wciąż skakałem z kanału na kanał. Nic w nim ciekawego nie było, nic co mogłoby przykuć moja uwagę. Miałem jeszcze 30 minut do wyjścia. Udałem się do kuchni z nadzieja, że mama coś zrobiła na obiad. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, gdy w garnkach stał posiłek. Wystarczyło podgrzać. Jedzenie zajęło mi tyle, że musiałem już wychodzić.
   Szedłem sobie ulicą i nagle jakaś dziewczyna do mnie podbiegła.
-Hej! Mieszkasz tu?
-Tak. Tam za rogiem.
-Koniecznie musisz wpaść na imprezę do Miriam.-namawiała mnie.
-Właśnie tam idę.-zaśmiałem się.
-Super idziemy razem.-wzięła mnie pod rękę.  
Szliśmy tak do jej domu rozmawiając. Była nawet miła, ale nie w moim typie. Widać było, że podoba jej się tylko mój wygląd. Miałem jej już dość i nagle dotarliśmy. Jak zbawienie z nieba.
-Dziękuję.-szepnąłem unosząc głowę ku niebiosom.
  Słychać było już muzykę i widać było szalejących ludzi. Skierowałem się do basenu tuż po rozstaniu z dziewczyną. Ściągnąłem koszulkę, trampki i przysiadłem na brzegu basenu. Oczywiście mocząc przy tym obcisłe spodnie. Za chwilę tuż przy moim ramieniu poczułem, że ktoś obok mnie siada. Odwróciłem głowę i zwariowałem. Cały mój świat zawirował. Ona siedziała obok mnie. W samych shortach i górze od stroju kąpielowego. Miała takie piękne piersi. Bosze…. Oszaleje zaraz.
-Hej! Nie przypominam sobie, żebym zapraszała Cię na imprezę, ale fajnie, że wpadłeś.-powiedziała wręczając mi piwo.
-Hej Miriam.-już nie byłem tym nieśmiałym chłopcem co w szkole, no może trochę.
-Masz sporo fajnych tatuaży. Te ptaszki i statek najbardziej mi się podobają.-dotykała palcem mojej skóry.
-Dzięki. Ty za to robisz fajne imprezy.-uśmiechnąłem się.
-Tak… Założyłam się z kumpelą i przegrałam. Za karę musiałam zaprosić takiego szkolnego kujona Marcela, ale chyba nie przyjdzie.
-Powiedzieć ci sekret?-zapytałem przysuwając się do niej.
-Jasne, że tak.
-To ja jestem tym kujonem.-szepnąłem jej na ucho.
-Dobry żart.-śmiała się.
-Jeśli nie wierzysz to po weekendzie Ci to udowodnię w szkole.-upiłem łyk piwa.
-Oks. Idę.-uniosła lekko kąciki ust do góry i się podniosła.
-Czekaj.-zatrzymałem ją- Wszystkiego najlepszego, bo chyba masz urodziny.
-Dzięki.-puściła mi oczko i poszła.
  Chwilę później już jej nie było. Później jej szukałem. Masa dziewczyn się do mnie kleiła i chciała za mną tańczyć. Ja pragnąłem tylko tej jednej. Tej mojej wymarzonej. Znalazłem ja!
-Hej!
-O cześć!
-Masz może ochotę na tequile?
-Czemu nie.
Pociągnąłem ja za rękę do kuchni. Miałem taki wspaniały podryw na dziewczyny. To zawsze działało. Nalałem do kieliszków.
-Nie tak.-zatrzymałem jej rękę z kieliszkiem.
-To jak?-odłożyła kieliszek.
-Zrobimy to inaczej.
-Okej.
Polałem jej szyje sokiem z ćwiartki limonki i zlizałem, a limonkę wsadziłem do jej ust,ale tylko pół. Wypiłem tequile i zassałem się w limonkę tak, że równocześnie delikatnie muskałem jej usta. Ona wykonała dokładnie to samo. Na koniec wyciągnęła moja limonkę i złożyła delikatny pocałunek na moich ustach. Chciała odejść. Wtedy szybko do mnie to dotarło... To był pożegnalny pocałunek.. Nie! Chwyciłem ja za rękę i mocno przyciągnąłem do mojego ciała, łącząc nasze usta w cudownym pocałunku. Wszystko wirowało, tornado uczuć. Ona wplotła swoje dłonie z moje włosy. Zaś moje palce wodziły po jej prawie nagim ciele. Podsadziłem ją do góry na blat i przyparłem do szafek. Była cała rozpalona. Ilekroć przejeżdżałem dłońmi po jej udach przeszywał ją dreszcz. To było przyjemne uczucie, gdy cała drżała pod moimi pieszczotami.
-Em… Nie chce wam przeszkadzać kochaniutcy, ale potrzebuje cię Miriam.-przerwała nam jej koleżanka.
-Już idę.-zsunęła się z blatu i złożyła delikatny pocałunek na moich ustach.
-To już koniec?
-Zobaczymy się kiedyś jeszcze.-puściła do mnie oczko i zniknęła.
  Do końca imprezy nie mogłem jej znaleźć, więc się zwinąłem. Droga do domu była trochę ciężka. Wciąż kręciło mi się w głowie. Wydaje mi się nawet, że rzygałem. To była udana impreza. Wyczuwam, że jutro będzie mnie męczył kac morderca. Chyba po godzinie dotarłem do domu. Powoli skierowałem się do kuchni po butelkę wody. Zaświeciłem światło i o mal nie zszedłem na zawał.
-Mamo! Wystraszyłaś mnie.
-Świetnie, bo Ci się należało. Gdzieś ty do cholery się podziewał!? Ja tu od zmysłów odchodzę! Nie zostawiłeś nawet karteczki, że gdzieś wychodzisz! Jak ty wyglądasz! Coś ty z sobą zrobił!-wciąż krzyczała.
-Pogadamy jutro. Dziś nie mam na to siły.-wziąłem butelkę z woda, ucałowałem ją w czoło i opuściłem pomieszczenie.
  Udałem się do siebie. Przedmiot w mojej dłoni razem z telefonem położyłem obok łóżka. Ściągnąłem z siebie wszystko i poszedłem spać.

~¤~ 

  Obudziły mnie krople deszczu uderzające o parapet.
-A była taka cudowna pogoda.
Ten huk rozsadzał moją czaszkę. Dłonią odszukałem wodę. Wypiłem chyba z pół butelki. Miałem saharę w ustach. Wszystko bolało mnie od tańczenia. Miałem rozwaloną wargę tylko nie wiem od czego. Szkoda… Ale to tylko przecięcie. Raczej nikt mi nie przywalił. Możliwe, że miałem bliskie spotkanie z drzewem albo z chodnikiem. Z niechęcią zszedłem z łóżka i poszedłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic. Trochę mnie to ożywiło. Wiedziałem, że czeka mnie ciężka rozmowa z mamą. Wciągnąłem jakąś koszulkę, spodnie i udałem się na dół. W salonie siedziała już rodzicielka.
-Zapraszam Marcel. Mamy do porozmawiania.-wskazała na miejsce obok niej.
-Eh..
-Gdzie wczoraj byłeś?-zapytała spokojna.
-Na imprezie.
-Gdzie?!-podniosła delikatnie ton.
-Spokojnie byłem grzeczny. Tylko się upiłem. Nic nie zrobiłem. Obiecałem przecież.
-Słuchaj.-wstała z kanapy- Mam dość twojego zachowania. Już musiałam raz się przeprowadzać. Płaciłam grube pieniądze, żebyś nie gnił teraz w więzieniu. Trochę szacunku do mnie gówniarzu!-wrzeszczała, a ja chowałem głowę między kolanami z bólu.- Patrz na mnie do cholery jak do ciebie mówię! Zachowuj się wreszcie jak przystało. Nie jesteś już dzieckiem. Zastanów się! Życie tylko sobie zniszczysz! Znów coś…
-Nie kończ!-tym razem ja się zerwałem z kanapy.- Powiedziałem Ci, że to się nie powtórzy! Dobrze wiesz dlaczego wtedy to zrobiłem! Byłem głupi, zakochany! Teraz jestem starszy i używam mózgu! Zaufaj mi do cholery! Zakochałem się w dziewczynie i to u niej byłem na imprezie! Zaprosiła szkolnego kujona i zakochała się we mnie! Prawdziwym mnie! Nie tym, którego muszę przez ciebie udawać! Co ja mam zrobić. A ty masz do mnie o takie coś pretensje?! To ty się zastanów nad sobą! Pieprzysz do cholery!-wrzasnąłem wzburzony.
-Co..
-Co ja mówię? To co słyszysz! Zjem na mieście! Nara!-wyszedłem i trzasnąłem drzwiami.  
Miałem dość tego, że wciąż mnie chce kontrolować i nie potrafi mi zaufać. To naprawdę przykre. Kocham ja, ale… Przesadza czasami.  
  Resztę dnia spędziłem na włóczeniu się po mieście. Holmes Chapel nie jest zbyt interesujące, gdy znasz je na pamięć. Choć wtedy to nawet drzewa wydawały mi się ciekawe. Na noc wróciłem do domu. Od razu, gdy mama chciała zacząć rozmowę ja to kończyłem. Niech dotrze coś do niej wreszcie. W pokoju wszedłem na facebook’a. Nic specjalnie ciekawego tam nie było. Parę powiadomień, nic więcej. Zamknąłem go i pogrążyłem się w marzeniach. Nie wiem kiedy zasnąłem.

~¤~

  Całą niedzielę spędziłem w pokoju. Siedziałem nad książkami, żeby idealnie odegrać rolę na jutrzejszej klasówce. Nie chciało mi się uczyć… Lubię to, ale nie dziś. Po prostu nie miałem ochoty. Otworzyłem lapka i zalogowałem się na swoją pocztę. Był tam jakiś dziwny e-mail. Otworzyłem go z ciekawości. Zaparło mi dech w piersi, gdy to ujrzałem.

"Jeśli się postarasz to nikt się nie dowie kim naprawdę jesteś złodzieju"

                                                                          -M

W załączniku było zdjęcie z imprezy, na którym całuję się z Miriam i moje zdjęcie w kajdankach. Czy to ma być groźba… Wywalą mnie ze szkoły jak się dowiedzą… Mama mnie chyba zabije. Muszę się dowiedzieć kto to…

~¤~

  W szkole podszedłem do czerwono-włosej. Miała ładną, koronkową, bordową sukienkę i czarne buty z ćwiekami.
-Hej. Możemy pogadać?
-Hej! Jasne.-uśmiechnęła się.
-W cztery oczy.-popatrzyłem na jej koleżanki.
-No dobra. Chodź.-pociągnęła mnie do wnęki koło toalet.-To co chcesz?
-Pamiętasz piątkowa imprezę?
-Nie wiele, ale przystojnego bruneta tak. Wiesz co mi powiedział? Że on jest tobą! Ja myślałam, że pęknę ze śmiechu jak to usłyszałam.
-Kiedy to prawda!-uśmiechnąłem się.
-Jasne! A ja jestem królową.-drwiła ze mnie.
-Chodź.-wciągnąłem ja do kibla. -Zobaczymy czy mi nie uwierzysz.  
   Rzuciłem plecak na ziemię. Zacząłem ją namiętnie całować. Robiłem to dokładnie tak samo jak na imprezie. Podniosłem ją i posadziłem na blacie, gdzie były umywalki.
-Teraz wierzysz?
-Mogłeś się nauczyć całować.
-Robiłem to tak samo jak na imprezie. Wtedy miałaś na sobie żółte shorty i górę od kostiumu. Pocałowałaś mnie tuż po naszej wspólnie wypitej tequili w kuchni.
-Mógł Ci wszystko opowiedzieć. Może się przyjaźnicie.
-A pamiętasz jak siedzieliśmy przy basenie? Ściągnąłem koszulkę, a ty razem z przyjaciółką komentowałyście mój wygląd.
-To też Ci opowiedział. Kłamiesz!-krzyczała.
-Nie dajesz mi wyboru.-zacząłem rozpinać koszule.
-Co ty robisz…


Taki prawdziwy Marcel ^^


______________________________

Czekam na wasze opinie. :) Strasznie się denerwuję, bo to pierwszy rozdział. W sumie to nie wiem, czy mam pisać dalej... A co jeśli wam nie przypadnie do gustu ? :(  Dobra nie dręczę siebie ani was. Po prostu przeczytajcie i napiszcie co trzeba poprawić. <3

Wstęp

Tytuł: 

False impression, czyli fałszywe wrażenie.

Opis:

Marcel Harry Styles to typowy szkolny kujon. Uwielbia się uczyć i nie ma przyjaciół. Mieszka ze swoją mamą Anne i kotem. Nie ma rodzeństwa, a i z mamą nie umie się porozumieć. Ojciec zostawił ich po rozwodzie, gdy Marcel był jeszcze małym berbeciem i zerwał z nimi całkowicie kontakt. Chłopak ma jednak plan na swoje życie i wszystko idzie po jego myśli. Jednak jak to w życiu bywa i na jego drodze do sukcesu zaczynają pojawiać się przeszkody. Ktoś nieproszony odkrył jego największy i najpilniej strzeżony sekret ...

Miejsce akcji:

Holmes Chapel

Czas dodawania rozdziałów:

Myślę, że będą pojawiać się co tydzień. Chyba, że będę miała więcej nauki to się zmieni.

Od autorki:

Witajcie moi drodzy! Jest to moje pierwsze opowiadanie. Do napisania go namówiły mnie przyjaciółki. Z początku zaczęło się to od niewinnych i krótkich one shot'ów. Potem przerodziły się z tego imaginy kilku częściowe. No i tak ... Tak właśnie powstaje to opowiadanie. Bardzo proszę was o wyrozumiałość, bo dopiero zaczynam. Jeśli będziecie mieć jakieś uwagi to piszcie w komentarzach albo na moim tt @Mooooniczka. Naprawdę zależy mi na wszych opiniach. 
Tutaj chłopaki nie są sławnym boysbandem podbijającym świat swoimi piosenkami, ani zespołem z milionami fanek i zakochanych w nich dziewczyn. Są po prostu zwykłymi ludźmi. Jest tam parę elementów fikcyjnych, ale nie przejmujcie się. Jakoś musiałam je urozmaicić i przekształcić. Chyba powiedziałam już wszystko, także zapraszam do czytania!

Bohaterowie:
(wiek postaci)

Marcel Harry Styles (18)


Karoline (19)
Kate "Chihiro" (18)
Miriam "Mitsu" (18)



Gemma Styles (21) i Anne Cox

Niall Horan (19)

Zayn Malik (19)

Liam Payne (19)

Louis Tomlinson (21)